Sześciu artystów, których pokochacie w tym roku na Off Festivalu

źródło: Wikimedia

Off Festival przez lata zaprosił zastępy zespołów, na których występy czekano w naszym kraju z zapartym tchem. Nie umniejszając jednak zasług My Bloody Valentine, Belle and Sebastian czy The Flaming Lips, katowicka impreza urosła przede wszystkim do miana kreatora nowych idoli i prezentuje zjawiska, których w Polsce nie da się uświadczyć nigdzie indziej (a na pewno nie w takim nagromadzeniu). Najwyższy czas wyciągnąć szklaną kulę i zaprezentować szóstkę zagranicznych artystów, których występy pozostaną na długi czas w waszej pamięci, nawet jeśli zupełnie się tego nie spodziewaliście.

Richard Dawson

Pochodzący z Newcastle songwriter, za sprawą swojego wyglądu, z powodzeniem mógłby się ubiegać o trzecio- lub czwartoplanową rolę w Grze o tron. Jego muzyka także znalazłaby swoje miejsce w serialu, o ile twórcy chcieliby podkreślić, że eksponowana właśnie postać tripuje w najlepsze na kwasie. Richard Dawson sięga do tradycji pieśni starszych od współcześnie rozumianej muzyki rozrywkowej nawet o kilkaset lat. Unikalny, krzeszący iskry, głos Brytyjczyka i jego umiejętność do zabierania kompozycji w niespodziewane rejony stawia go w pierwszym szeregu eksperymentatorów, którzy równocześnie opowiadają niezwykłe historie. Dyskografia Dawsona zawiera w zasadzie same świetne pozycje, ale tegoroczny „Peasant” to świetny punkt startowy by wejść w ten gąszcz niespotykanych tworów.

Janka Nabay & The Bubu Gang

Całkiem szczerze, nie miałem pojęcia kim jest Janka Nabay dopóki nie znalazł się w repertuarze tegorocznego Offa. Nieznanym zupełnie mi gatunkiem było także, pochodzące z Sierra Leone, bubu. Wnioskując jednak po doskonałej wizytówce jaką jest „Build Music”, najnowszy album Janki i jego amerykańskich kompanów, to najfajniejszy rodzaj muzyki na świecie. Dla wszystkich, którzy z rozrzewnieniem wspominają występy Ata Kaka, Konono Nº1 czy Shangaan Electro, ten występ będzie spełnieniem marzeń. Zabójcze tempo, kawalkada skrzących się syntezatorowych dźwięków i przepełnione egzotycznym ciepłem wokale. Przywódca tego gangu często przełamuje prędkości nieosiągalne dla wyżej wymienionych i równocześnie tworzy niezwykle gęste, taneczne petardy. A to wszystko pod egidą Luaka Bop, założonej przez Davida Byrne’a wytwórni, która od lat dostarcza światu perły z zakątków świata, o których wiele osób na co dzień nie pamięta. Ten koncert zapisze się do kanonu tego festiwalu. Daję słowo.

Anna Meredith

To zdecydowanie najtrudniejszy do sporządzenia akapit w tej stawce. Anna Meredith przez lata była kompozytorką na etacie w Szkockiej Orkiestrze Symfonicznej BBC. Doświadczenie w świecie muzyki współczesnej przełożyła na swój zeszłoroczny debiut „Varmints” – album, który ze swojego brokatowego wiru wypluwa same zapierające dech w piersiach pomysły. Meredith połączyła elektronikę z dźwiękami chociażby tuby i wiolonczeli w mieszankę jakiej świat jeszcze nie słyszał i przekuwa ją zarówno w, teoretycznie nieco bardziej tradycyjne w formie, piosenki oraz kompozycje, które swoją strukturą zadziwią każdego. Brytyjka zbiera gromkie owacje na każdym przystanku swojej trasy koncertowej. Nieważne czy pojawia się w wystawnych salach koncertowych czy, tak jak w tym wypadku, na festiwalowych scenach.

Idles

Pochodzący z Bristolu Idles to silni ludzie na trudne czasy. Brytyjczycy łączą wywrotowe (i pełne licznych mrugnięć okiem) treści z formą, która w Zjednoczonym Królestwie jest praktykowana od czterech dekad, ale rzadko z taką gorliwością. Wydany na początku tego roku album „Brutalism” to iście krwiożercza machina, która w swoim pędzie rozjeżdża wszystkie przeszkody na drodze i werbalnie celuje w podpory kapitalizmu. Lider zespołu, Joe Talbot oprócz łamiącego stal głosu ma także czujne oko i umysł pełen wielu abstrakcyjnych konceptów. Jeśli chcecie posłuchać unikalnych interpretacji dzieł Marka Rothko, dowiedzieć się czego najbardziej boją się torysi i przy okazji skakać aż pod sufit trójkowej sceny, koniecznie musicie się pojawić.

Silver Apples

W przyszłym roku debiutancki album Silver Apples skończy pół wieku. Współtwórca tego epokowego dzieła i jeden z dwóch żyjących członków duetu, Simeon Coxe skończy zaś 80 lat. Jego pierwsza płyta to do dziś przez wielu nieodkryty diament – psychodeliczne studium syntetycznych i obcych dźwięków ubranych w piosenki, które nadal brzmią złowieszczo i odlegle. Silver Apples wydali ją w czasie, w którym nawet najbardziej odważni rockowi muzycy nie odważali się na takie eksperymenty i stworzyli pomost pomiędzy kompozycjami Stockhausena czy Subotnicka a wyczynami krautrockowców, z Kraftwerk na czele. Simeon ma trudne zadanie konkurowania z PJ Harvey o względy słuchaczy. Każdy kto jednak zjawi się na jego koncercie będzie mógł zaznajomić się z wizją muzycznej przyszłości, która nadal nie weszła w życie.

Kikagaku Moyo

Skąd pochodzi zespół, który obecnie najlepiej wskrzesza tradycję gitarowej psychodelii lat 60-tych i 70-tych? Wcale nie z Antypodów (bo chyba możemy się zgodzić, że Tame Impala mają ten okres już za sobą), a z Tokio. Młodzi Japończycy idą tropami, które mogą wydawać się dość oczywiste. Wszyscy członkowie zespołu noszą grzywy sięgające przynajmniej do pępka, a tradycyjne instrumentarium uzupełnia prominentna obecność sitaru. To jednak perfekcjonizm i specyficzna paleta emocji charakterystyczna dla twórców z ojczyzny umami i love hoteli odróżniają Kikagaku Moyo od reszty zapatrzonych w epokę dzieci kwiatów kapel. Wielka szkoda, że festiwalowa rozpiska przewiduje tylko 40 minut na ich występ. Ci neohipisi z pewnością w satysfakcjonujący sposób zagospodarowaliby i dwie godziny.

Off Festival będzie trwał od 4-ego do 6-ego sierpnia, a wszystkie potrzebne szczegóły znajdziecie na oficjalnej stronie: http://off-festival.pl