Szamowyzwalacz vol. 7 czyli Vienia rozmowy przy stole: Lara Gessler

Z ziemi włoskiej do polskiej, czyli o naszych koneksjach z Italią rozmawiam z Larą Gessler w warszawskiej restauracji SI.

foto: Paweł Starzec

VIENIO: Twoje ulubione miejsce w Europie?

LARA GESSLER: Sycylia. Odwiedziłam ostatnio Taorminę i było obłędnie. Nie spodziewałam się tego, bo jestem iberofilką i kocham wszystko, co hiszpańskie. A tu się okazało, że Sycylia megapozytywnie mnie zaskoczyła i się w niej zakochałam.

V: A co cię w tym miejscu najbardziej urzekło ?

L: Prostota. Wiele w życiu widziałam i smakowałam, trudno mnie zaskoczyć, nawet najwymyślniejszymi potrawami. A na Sycylii fantastyczne jest to, że ludzie potrafią dostrzec urok najprostszych rzeczy, także nieskomplikowanych potraw. Ale trudno się dziwić – mają najlepsze pistacje, migdały, znakomite pomarańcze. Ludzie to doceniają.
Trudno też nie zauważyć, że wspaniale celebruje się tu życie. Sycylijczycy jak mało kto potrafią to robić.

VIENIO I LAURASPOTKALI SIĘ W RESTAURACJI SI. NA STOLE WYLĄDOWAŁY SMAKOWITE PRZEKĄSKI: M.IN. SUSZONE POMIDORY, KARCZOCHY, FASOLA GOTOWANA Z PANCETTĄ I SZAŁWIĄ.

MARTINI FIERO, KTÓRE TOWARZYSZYŁO VIENIOWI I LARZE PODCZAS ROZMOWY TO WARIANT MARTINI WYRÓŻNIAJĄCY SIĘ NUTĄ CZERWONEJ POMARAŃCZY.

V: Polacy przy stole rozmawiają o polityce, podzieleni na prawą i lewą stronę. Włosi rozbawieni życiem dyskutują głównie o jedzeniu i pięknych kobietach. Czy też to zauważyłaś?

L: Jak śpiewał Kazik, Polacy są tacy smutni dlatego, że nie ma u nas tyle słońca. Jest w tym chyba trochę racji. Na Sycylii, co widać na pierwszy rzut oka, ludzie są dla siebie znacznie bardziej życzliwi i to mi bardzo imponuje.

V: Masz takie wrażenie, że nasze narody są w jakiś sposób połączone? My uwielbiamy włoskie smaki, słońce, modę, a oni przyjeżdżają do nas otwierać knajpy.

L: Myślę, że po prostu lubimy te same smaki. Pomidory, czosnek, świeże zioła. Przepadamy za zupami, doceniamy dobrej jakości warzywa, biały chleb. My się w tym świetnie odnajdujemy. Polacy szybko złapali włoską nutę. Wydaje mi się, że dzisiaj przeciętny Polak z większą łatwością przygotuje potrawy kuchni włoskiej niż polskiej. Lepiej zrobimy spaghetti niż kotleta schabowego. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że obserwujemy lekki przesyt włoskimi knajpami. Mówiło się, że nawet hydraulik, jak przyjedzie z Włoch, może otworzyć knajpę i odniesie sukces.
Teraz już tak nie jest.

V: Italia to nie tylko jedzenie. Włochom można zazdrościć optymizmu, luzu w podejściu do życia, umiejętności celebrowania wspólnych chwil.

L: Fascynacja włoską kulturą towarzyszy nam od dawna. Myślę jednak, że dziś o wiele lepiej rozumiemy tę kulturę i uczymy się ich słynnego „la dolce vita”. Tego, że piątkowy wieczór ze znajomymi nie musi oznaczać tylko picia wódki. Można pójść do restauracji na kolację czy zaliczyć aperitivo. Wchodzimy coraz głębiej we włoski klimat i czujemy się
w tym bardzo komfortowo. Są badania, które pokazują, że Polacy mieszkający w dużych miastach coraz rzadziej wychodzą do klubów, wolą restauracje czy koktajl-bary, gdzie można się napić lżejszego, letniego alkoholu.

MARTINI FIERO, KTÓRE TOWARZYSZYŁO VIENIOWI I LARZE PODCZAS ROZMOWY TO WARIANT MARTINI WYRÓŻNIAJĄCY SIĘ NUTĄ CZERWONEJ POMARAŃCZY.

V: Kiedy o tym mówisz, widzę elegancką włoską imprezę w ogrodzie przy basenie, z szykownie ubranymi gośćmi sączącymi aperitivo. Włosi są mistrzami opakowywania pewnych czynności w piękne skojarzenia czy obrazy, nie sądzisz?

L: Masz rację. Ale włoskich smaków można próbować, nie ruszając się z kraju. Dla mnie wielkim odkryciem były np. włoskie koktajle. Nigdy nie kojarzyłam tego kraju z koktajlami, utożsamiam go głównie z winem, z prosecco.

V: To tak jak ja!

L: Widzisz. A dziś włoskie koktajle rosną w siłę, są definiowane na nowo, obserwujemy wielki powrót wermutów. Dla mnie to bardzo ciekawe, bo ja pamiętam Martini z czasów liceum. Ale wtedy w najlepszym razie łączyło się je ze sprite’em. A to dla mnie zdecydowanie za słodkie połączenie. Potem na jakiś czas Martini zniknęło z mojej świadomości i nagle znów się pojawiło, ale już jako składnik ciekawych koktajli.

V: Chcesz powiedzieć, że twoje pierwsze eksperymenty z alkoholem były właśnie z wermutem?

L: Na to wychodzi. To jest ciekawe, bo wermut odpowiadał na różne potrzeby w zależności od etapu mojego życia. Teraz mój ulubiony koktajl aperitivo to Martini Fiero&Tonic. Lubię lekką goryczkę przełamaną bąbelkami toniku.

V: Twoje gusta smakowe przechodzą metamorfozy?

L: Odkąd pamiętam, byłam wszystkojadem. Kiedy byłam mała, potrafiłam pałaszować lody owinięte w szynkę i pytałam, dlaczego muszą być słodkie, a nie ma takich o smaku wędliny. Uwielbiałam golonkę, ale zjadałam z niej tylko skórę, bo mięso było dla mnie bez smaku. Jadłam kawior i śledzie. Ciekawe jest to, że nigdy nie robiło mi różnicy, czy to jakieś drogie, fancy potrawy, czy tańsze, powszechnie dostępne. Rodzice wyrobili we mnie przekonanie, że liczy się smak, a nie to, czy coś jest drogie. Nigdy wędzony łosoś czy owoce morza nie były lepsze od pajdy chleba z masłem czy smalcem.

V: Możesz polecić jakieś przepisy na szamkę z wermutem?

L: Robię głównie słodkie rzeczy, ponieważ mój tatuś, podobnie jak jego tatuś, czyli mój dziadek, jest cukiernikiem. Ale nie tylko. Wermuty są megaesencjonalne, ich smak to wyciąg z wielu ziół, więc z powodzeniem mogą być bazą dla supermarynaty do mięs czy owoców morza. Znam świetny przepis na małże z wytrawnym martini i wychodzą rewelacyjnie.

V: Dzięki Włochom mamy pizzę, wino, wermut i skutery. Ale nie tylko. W latach 80. w Polsce zapanowała moda na italo disco.

L: Italo disco gra na tych samych nutach co disco polo. Mnie akurat niespecjalnie się podoba, ale lubię, jak ludzie się szczerze bawią.

V: Jeśli nie muzyka, to może kino? Włoskie filmy to przepiękne kadry, zmysłowe kobiety, wnętrza gustownie urządzonych domów i te sceny jedzenia, po których człowiek dostaje ślinotoku

L: O tak, włoskie kino zdecydowanie bardziej mnie interesuje. Ostatnio duże wrażenie zrobiły na mnie „Tamte dni, tamte noce” Luki Guadagnino. To przepięknie sfilmowany, zmysłowy obraz, który idealnie oddaje atmosferę włoskiego lata. No i trzeba pamiętać, że włoska kultura jest nieodłącznym elementem kultury amerykańskiej. Robert de Niro, Martin Scorsese wyraźnie zaznaczyli włoski sznyt w hollywoodzkim kinie. Mój tata zaszczepił we mnie fascynację ich filmami – pamiętam, jak siedzieliśmy do późnej nocy i oglądaliśmy wszystko, co włoskie i co denirowskie (śmiech).

V: Jak myślisz, dlaczego Polki tak bardzo podobają się włoskim facetom?

L: Przede wszystkim chyba dlatego, że są blondynkami. To dla nich egzotyczne.

V: No tak, ale to tylko wygląd. Czy są jakieś cechy charakteru polskich dziewczyn, które

L: Na pewno lubią w nas to, że jesteśmy otwarte na zabawę, dużo się śmiejemy, jesteśmy charakterne, ale też np. umiemy gotować. Nie bez znaczenia jest też to, że pochodzimy z tego samego kręgu kulturowego i religijnego. Polski natomiast widzą Włochów jako rodzinnych, odpowiedzialnych, mocnych i zaradnych mężczyzn. Z moich obserwacji wynika też, że w obecności włoskich facetów Polki uruchamiają w sobie jakąś taką południową kokieteryjność.przypadły do gustu makaroniarzom?