SZA – „CTRL”. Płyta kobiety wyzwolonej

źródło: materiały promocyjne

Wytwórnia Top Dawg Entertainment ma to do siebie, że niektórych swoich podopiecznych trochę zaniedbuje, nie dając im szansy, by stali się pierwszoplanowymi postaciami w portfolio firmy. Tak przez lata było z artystką o pseudonimie SZA. Wszyscy twierdzili, że debiut będzie świetny, ale jakoś nikt jej specjalnie nie miał zamiaru w tym pomóc. Po tym, jak „CTRL”w końcu trafiło do słuchaczy, z łatwością można stwierdzić, że faktycznie – jest dobrze. Jak artystka poradzi sobie dalej, trudno wyrokować i żeby się przekonać, będziemy musieli chwilę poczekać.

Debiut SZA to płyta wyzwolonej kobiety. Tym razem nie mamy wokalistki, która, jak Beyonce, wychwala swoje pożycie seksualne z mężem, a dziewczynę odnajdującą się w świecie seksualnej wolności, która sprawia jej w sumie wiele bólu. Artystka nie boi się śpiewać o dzieleniu chłopaka z inną kobietą, o zdradzie i opuszczeniu. Muzycznie SZA nie nagrała nigdy lepszych rzeczy niż utwory, które znalazły się na wydawnictwie. „Love Galore” zachwyca delikatnością i minimalizmem idealnie odzwierciedlającym jej podejście do r’n’b. Z Kendrickiem w „Doves in the Wind” znowu bliżej jej klasycznych bitów hip-hopowych. Ale nie brakuje też zapożyczeń z indie-rocka, neo-soulu czy po prostu popu. SZA być może nie dopnie się nigdy na szczyty list przebojów, ale rozkocha w sobie wystarczająco dużo fanów, abyśmy mogli się zachwycać jej twórczością przez lata.