Świadomość granic – rozmawiamy z Olą Hamkało

Foto: Sonia Szóstak

A jak wygląda twoja dieta, kiedy pracowa sinusoida osiąg maksimum?

Niestety słabo, na planie stołuję się zazwyczaj w barobusach. Oczywiście istnieją diety pudełkowe – smaczne i zbilansowane, korzystają z nich niektórzy koledzy, zawsze im trochę zazdroszczę – lecz robienie filmu to przygoda zbiorowa, doświadczenie wspólnotowe. Jedziemy w jednym wagoniku rollercoastera. I jemy z jednego gara. Oferta barobusu jest zazwyczaj dosyć uboga, zwłaszcza wegetariańska. Zapotrzebowanie kaloryczne dla niemięsożernych zaspokajane jest serem, klasyka to zapiekanka na cieście francuskim. A praca na planie pożera mnóstwo energii. Doprawiam śmieciowe żarcie kupowanym w necie superfoodem typu młody jęczmień. To nie jest smaczne, ale ma skondensowane wartości odżywcze.

Nie przytyłaś na tych zapieksach.

Ostatnio spadł mi trochę apetyt, który zawsze miałam ogromny, zwłaszcza jako karmiąca matka. W konsumpcji kalorii pomagała mi córka. Ostatnio odstawiłam ją od piersi, pewnie stąd obniżka zapotrzebowania. Generalnie odżywiam się zdrowo, a jak mam czas, to bardzo zdrowo. Potrzeba matką wynalazku – sama nauczyłam się gotować. Po trupach. Najpierw był makaron z knorrem. Potem się zorientowałam, że można do tego podsmażyć mięso. A następnie, że knorr w ogóle nie jest mi potrzebny. Pomogły mi w tym też magazyn „Kuchnia” i książka „Kuchnia Kryszny”, która jako pierwsza nauczyła mnie, jak ciekawie wykorzystywać warzywa.

O matko, ale jednak jesz mięso.

Bardzo rzadko i tylko z określonych źródeł. Nie z wielkich ferm. Głównie wołowinę, której hodowla jest najmniej ekstensywna. Jem też słodycze, pysznej bezy nigdy nie odmówię. Gdy organizm podpowiada, że musisz coś zjeść, nie możesz mu odmawiać. Zachowanie balansu nie jest takie proste…

Foto: Sonia Szóstak

Czy imprezowa Ola sprzed dekady poznałaby dzisiejszą?

To zabrzmi starczo, ale wyrosłam z używek – i to sporo przed ciążą. Oczywiście, że by poznała, bo zawsze stawiałam sobie cele. Ciągle stawiam, moje życie nigdy nie przybrało formy bezmyślnego trwania. Choćby w kwestii imprez. Nie żałuję ani jednej, ani minuty urwanego filmu, młodość się musi wyszumieć. Dobrze wiedzieć, jakie owo szumienie ma zalety i zwłaszcza – jakie wady. Zaczynając od tego, że ciału jest smutno – a lubię być w stanie korzystać z całego spektrum możliwości organizmu – skończywszy na kwestiach motywacyjnych. Na kacu cała energia idzie na dojście do siebie. Nie o to mi chodzi w życiu, chcę, aby każdy dzień był możliwością, nie koniecznością. Do tego moralniaczki, poznałam swój cień. Ponieważ go znam, nie musimy się witać co piątek.

Byłaś królową dancehallu, rastafariańskich parkietów.

Zaraziła mnie siostra cioteczna, którą odwiedzałam w Lublinie. Miałam z 15 lat, tamtejsza scena reggae była dobrze rozwinięta. Klub Graffiti co roku wybierał tzw. Dancehall Queen, Emilia była mocno wkręcona. Dancehall to kontrolowane, ubrane w formę, uprawianie miłości z całą salą. A seksualność jest dla mnie bardzo ważną formą… emanacji człowieczeństwa. Wyjątkowym stymulantem w wielu sytuacjach. Jako ludzie cywilizowani staramy się nad nim panować. Od sześciu lat jestem w małżeństwie i mam – mamy – do siebie zaufanie. Dzięki temu nie muszę się wstydzić swojej „puli seksualnej”. Jako 29-letnia kobieta wiem o swojej seksualności więcej niż wiedziała ta nastoletnia Ola, i potrafię z niej korzystać świadomie.

Foto: Sonia Szóstak

Starość to radość?

To świadomość. Przez wiele lat żyłam w sprzeczności z samą sobą. Chociażby banalna z pozoru kwestia długości włosów. Zawsze chciałam mieć krótkie, ale wszyscy uważali, że ścięcie loków to beznadziejny pomysł. A ja nie wiedzieć czemu słuchałam tych „wszystkich”. Zmiana fryzury miała być rewolucją w wyglądzie, a stała się rewolucją w głowie. Poczułam się wolna w decydowaniu o sobie. Jakiś czas temu skróciłam jeszcze bardziej. Dziś jestem w stanie odważyć się na różne rzeczy, zidentyfikować swoje potrzeby. Sprawdzam. Gdy grałam w „Big Love”, czyli już sześć lat temu, to była taka emanacja seksualności. Zbyt mocna dla mnie wówczas. Tzn. ja byłam z nią okej, ale świat wokół miał problem. Traktował mnie opresyjnie. Nastąpił clash, kompletnie nie rozumiałam tej sprawy. Jestem aktorką. Jestem okej ze swoim ciałem. Rozebrałam się w filmie w ramach pracy. Mąż też był z tym okej, też to rozumiał. Jednak w wywiadach zaczęłam uciekać od rozmawiania na ten temat, chciałam udowodnić, że jestem „kimś więcej”. Rola chłopczycy w „Disco polo” miała pokazać, również mnie samej, że mogę zupełnie inaczej.

Dodaj komentarz