Supernatural. Recenzujemy nowy film Joachima Triera, „Thelma”

Joachim Trier kazał nam czekać, ale było warto. „Thelma” – jego najnowszy, czwarty film – to trzymający w napięciu, mroczny thriller o dojrzewaniu i odkrywaniu własnej tożsamości z nadprzyrodzonymi mocami w tle. Zupełnie inny niż „Głośniej od bomb” czy „Oslo, 31 sierpnia”, które przyniosły reżyserowi sławę.

Thelma (fascynująca Eili Harboe) pochodzi z surowego, chrześcijańskiego domu pełnego reguł i zakazów. Ojciec nigdy nie poświęcał jej dużo czasu, a jeśli chciał ją czegoś nauczyć, to tego, czym jest piekło i jak można do niego trafić. Młoda kobieta uwalnia się z rodzinnego więzienia, dopiero wyjeżdżając na studia do Oslo. W uniwersyteckim kampusie nawiązuje znajomości, po raz pierwszy próbuje zakazanych używek i powoli zaczyna czuć, że żyje. Sytuacja Thelmy zmienia się jednak fundamentalnie, gdy poznaje Anję (Kaya Wilkins) – piękną, pewną siebie, popularną studentkę. Niespodziewana fala uczuć obezwładniających bohaterkę przytłacza ją i powoduje fizyczne wręcz cierpienie.

W filmie Triera akcja toczy się w spokojnym tempie, a reżyser buduje napięcie za pomocą starannie zaaranżowanych scen. Nigdy nie gubi wątku, nie pozwala sobie na zbyt wiele dygresji czy rozproszenie uwagi widza. To odróżnia „Thelmę” od filmów hollywoodzkich, ostentacyjnie epatujących grozą. Jeśli więc podobały wam się „Uciekaj!”, „Coś za mną chodzi” i „ Babadook” – to może być coś dla was. W „Thelmie” to, co najbardziej przerażające, podawane jest ostrożnie i trzyma w napięciu aż do niespodziewanego finału.

Tekst: Magdalena Maksimiuk

obsada: Eili Harboe, Kaya Wilkins, Henrik Rafaelsen
Norwegia/Francja/Dania/Szwecja 2008, 116 min
Gutek Film, 8 czerwca

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *