Street art w pełni czyli Full Moon Party w Warszawie

Co łączy Polskę z Tajlandią? Wydawałoby się, że niewiele – u nas jakby trochę zimniej, buddystów  mniej, a ostatniego króla pożegnaliśmy już jakiś czas temu. Mimo to trzech pomysłowych warszawiaków postanowiło przeszczepić z Azji do Europy Środkowej ideę cyklicznych imprez, które odbywają się w każdą pełnię księżyca. Full Moon Party obchodziło niedawno drugie urodziny.

Raz w miesiącu, przy blasku idealnie okrągłego księżyca, plaża Haad Rin Nok na tajskiej wyspie Koh Phangan staje się świadkiem zabawy na cztery fajerki. Jeśli wierzyć relacjom, bawi się na niej wtedy kilkanaście tysięcy osób z całego świata, które sączą alkohol – czemu by nie – z wiaderek, zapominając do godzin porannych o bożym świecie. Dla mniej wytrwałych przygotowane są specjalne strefy do spania, a żądni kolejnych wrażeń mogą ostrzyć sobie zęby choćby na odbywające się dwa razy w miesiącu Half Moon Party – tym razem już nie na plaży, lecz w dżungli.  Do Tajlandii jednak daleko i bilety nie najtańsze – na szczęście Warszawa ma własne Full Moon Party.

280×180

– To była zupełnie spontaniczna inicjatywa – wspomina jeden z organizatorów, streetartowiec SC Szyman. – Razem z Jarkiem Chrobocińskim i Piotrkiem Świąteckim spotkaliśmy się któregoś razu i od słowa do słowa doszliśmy do wniosku, że chcemy coś wspólnie zrobić. Piotrek akurat wrócił parę dni wcześniej z Tajlandii i był zachwycony tym, co tam się dzieje, więc opcja z FMP narodziła się dość naturalnie – wyjaśnia. Stołeczna edycja jest nieco skromniejsza, ale ma wielką wartość dodaną, o którą zatroszczył się właśnie Szyman. – Każdy z nas wniósł do tego projektu coś od siebie: Jarek  udostępnił lokal, a ja zaproponowałem, żeby na nasze wydarzenia zapraszać artystów, którzy mieliby na żywo malować wielkoformatowe obrazy – tłumaczy. Formuła ta najwyraźniej się przyjęła, bo od startu w lutym 2014 r. odbyło się już ponad 20 imprez, na których malowały znaczące postaci rodzimego urban artu. Przez dłuższy czas Full Moon Party odbywało się w Paterze na ul. Świętokrzyskiej, dwie ostatnie edycje gościły natomiast w Planie B na placu Zbawiciela. Lokalizacja najprawdopodobniej jeszcze się zmieni – tak samo jak zmienne są dni, w które można wpaść na FMP. Z naturą się nie wygra, dlatego jeśli chce się zobaczyć, jak kolejni artyści pokrywają sprejami płótno o wymiarach 280 na 180 centymetrów, to trzeba poświęcić niekiedy wieczór w środku tygodnia. Jak zauważa Szyman, frekwencja na wszystkich imprezach jest podobna – niezależnie od tego, czy pełnia księżyca w danym miesiącu przypada na wtorek, czy na sobotę. – Udało nam się stworzyć imprezę środowiskową, ale zarazem otwartą na osoby z zewnątrz, które przychodzą do nas pogadać, poznać twórców i po prostu dobrze się bawić. Zależy nam na kameralnej atmosferze, żeby wszyscy czuli się swobodnie – zarówno artyści, jak i publika – wyjaśnia.

full–moon-party-krik

Z przyczajki

Do tej pory w ramach cyklu malowali (oraz przygotowali okolicznościowe koszulki z autorskimi nadrukami) m.in. Roem, Pener, Seikon, Wiur, Krik, Someart czy Simpson – te ksywki nie są obce żadnemu fanowi urban artu. Zapytany o swoją ulubioną pracę, która powstała podczas Full Moon Party, Szyman odpowiada wymijająco: – Nie potrafię wskazać jednej konkretnej, ale jeśli chodzi o sam proces tworzenia, najbardziej zapadł mi w pamięci częstochowski duet Monstfur. Brali się do tego płótna z przyczajki – coś tam kombinowali, podchodzili, nie podchodzili – ale gdy ruszyli, to pół godziny i pół pracy gotowe. Później przerwa na piwo, drugie pół godziny i skończone – śmieje się. Podobnie jak w grudniu, kiedy to pełnia księżyca wypadła w Wigilię, w marcu czeka nas chwilowa przerwa od Full Moon Party. Powód? Panowie szykują na 7 kwietnia wystawę podsumowującą to, co działo się na ostatnich 12 imprezach, składających się na drugi sezon cyklu. Podobny wernisaż odbył się przed rokiem w Centrum Promocji Kultury na Pradze i – jak podkreśla Szyman – spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem. Tym razem wielkoformatowe płótna będzie można obejrzeć na Brackiej 20 w starym dworku, w którym do niedawna działał klub Huśtawka. Panowie mają w planach także wydanie albumu podsumowującego wszystkie dotychczasowe edycje – ale zanim to nastąpi, czeka ich kolejny rok fullmoonowych eventów.

Wydarzenie na facebooku

full–moon-party-koxu

Tekst: Jacek Baliński, foto: Maciek Kiepurski

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *