Straight Outta Compton – hit o Ice Cubie i Dr. Dre od piątku w kinach

Ten film okazał się niespodziewanym hitem za oceanem. Gangsta rap ma więcej fanów, niż przewidzieli rynkowi analitycy.

Opowieść rozpoczyna się w latach 80. XX wieku w tytułowym Compton, czarnym mieście w hrabstwie Los Angeles. Rasowe antagonizmy mają się tu w najlepsze, nadużywająca siły policja czuje się bezkarna, tak samo jak narkotykowi dilerzy, wulgaryzmy robią za przecinki i językową identyfikację pochodzenia. Do opisywania rzeczywistości służy zaś rap – pełen agresywnych tekstów i niecenzuralnych zwrotów. Witajcie w kolebce tego gatunku muzyki. Historię gangsta rapu oglądamy na przykładzie pionierskiej grupy N.W.A.

Jak to w filmach o narodzinach gwiazdy, nie obędzie się bez kilka punktów obowiązkowych. Mamy więc i chciwego menadżera, i waśnie między członkami składu, i zwątpienie we własny talent, i dramatyczne zwroty akcji w życiorysach poszczególnych raperów. Siłą filmu Graya jest to, że klisze biograficznego kina muzycznego w jego filmie podane są z humorem i służą czemuś więcej niż opowiedzenie historii N.W.A. Reżysera cechuje bowiem socjologiczne zacięcie. Jego perspektywa jest szeroka, znacząco wychodzi poza życiorysy Eazy-E, Dr. Dre, Ice Cube’a, MC Rena i didżeja Yelli. Film zaczyna się jak klasyczne obrazy o bokserach, w których najpierw zapoznawaliśmy się z kondycją Ameryki lat 70. XX wieku, żeby następnie zobaczyć, jak chłopakom pozbawionym męskich wzorców trenerzy boksu zastępują ojców i pchają do zwycięstwa – nie tylko na ringu, ale przede wszystkim w życiu. W „Straight Outta Compton” sport zastąpiła muzyka, pięści – zjadliwe teksty. Zabrakło jedynie autorytetów. Mieszkańcy Compton nie uznają ich ani w życiu, ani w muzyce. Rodzinę wybierają sami: tę tradycyjnie pojmowaną zastępuje im grupa przyjaciół. Nazywają siebie braćmi.
Obraz Graya to barwny portret generacji, która choć wychowana w mieście bezprawia potrafiła stworzyć własny etos, hodować idee i krzewić je wśród fanów. Świetnie wychodzą reżyserowi sceny, w których porozumienie na linii artysta-publiczność wykracza poza histeryczne krzyki na widowni. Jak na koncercie w Detroit, kiedy słuchacze widząc, jak policja traktuje raperów, wzniecają zamieszki. Słabsi wreszcie dostają głos.

Szkoda jedynie, że Gray jest bezkrytyczny wobec swoich bohaterów. W filmie właściwie nie pojawiają się tematy, które w czasie boomu na gangsta rap budziły najwięcej kontrowersji, jak choćby mizoginizm i homofobia raperów. O tym, jak kolorowa mniejszość próbowała przesunąć wektor niechęci z czarnoskórych na mniejszość seksualną, uwydatniając przy tym swoją męskość kosztem kobiet, w filmie zupełnie się milczy. To o tyle paradoksalne, że przedstawiciele nurtu najzacieklej walczyli o prawo do mówienia wszystkiego. Czyżby teraz, kiedy Ice Qube i Dr. Dre występują jako producenci filmu, dawne ideały przestały się liczyć i artyści sami poddali się autocenzurze?

„Straight Outta Compton”
(„Straight Outta Compton”)
USA 2015, 147 min
United International Pictures Sp z o.o., 4 września

Zobacz także:

Love – reż. Gaspar Noé

Jak mało w kinie potrzeba, by wywołać oburzenie i wzbudzić kontrowersje. W 2015 roku wystarczy pokazać w 3D niesymulowane sceny seksu, penisa w wzwodzie i ejakulację wprost w publiczność, by zostać uznanym za prowokatora i hochsztaplera. Czytaj więcej>>

The Maccabees – Marks to Prove It

Ten londyński kwintet zawsze był raczej obietnicą niż jej spełnieniem. Grają od dziesięciu lat, ich oficjalny debiut pojawił się na rynku, gdy nowa rockowa rewolucja właśnie wydawała agonalne tchnienie, co wtedy budziło obawy o sens istnienia kolejnej gitarowej kapeli. Czytaj więcej>>

Jesień z serialami. Nowe amerykańskie produkcje, które warto mieć na oku

Wśród zapowiedzi amerykańskich stacji telewizyjnych jest kilkadziesiąt premierowych tytułów. Wiele z nich zniknie po pierwszym sezonie, sporo jest też typowych formatów o dzielnych policjantach, lekarzach i innych przedstawicielach służb, dzięki którym cała Ameryka może rano spokojnie zjeść płatki. Czytaj więcej>>