Ślepnąc od dźwięków, czyli pierwszy polski serial do słuchania

Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że w jakimś polskim serialu zostaną wykorzystane 3 kawałki mojego ulubionego zespołu Run The Jewels, to kazałabym mu puknąć się w czoło. Ba – gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że w jakimś polskim serialu muzyka będzie grała jedną z kluczowych ról, to nie uwierzyłabym mu. Jednak gdy dowiedziałam się, że Krzysztof Skonieczny szykuje ekranizację książki Jakuba Żulczyka, zabłysł w mej głowie płomyczek nadziei. Skonieczny bowiem od dawna związany jest z przemysłem muzycznym, zrobił kilka świetnych teledysków (w tym słynne klipy dla Jamala i Mistera D.), a w jego fabularnym debiucie „Hardkor Disco” muzyka odegrała niebanalną rolę. Gdy potem przeczytałam, że muzykę do serialu skomponowali Marcin Masecki i Mirt, zaś za dobór ścieżki dźwiękowej odpowiedzialny był sam reżyser, nie mogłam się doczekać efektów ich pracy. Dodatkowo moją uwagę zwróciły wypowiedzi Skoniecznego w jednym z wywiadów promujących „Ślepnąc od świateł”, w których mówił on o nim jako o „pieśni miłosnej dla Warszawy”, zaś o grze aktorów – jako o „jazzującej grupie”. „Tu muzycznie musi wydarzyć się coś ciekawego” pomyślałam. I faktycznie – oglądając ten, de facto, 8-godzinny film, nie wierzyłam nie tylko własnym oczom, ale i uszom. Ale po kolei.

Gdy na początku pierwszego odcinka młody mężczyzna kupuje przed Wigilią bilety lotnicze do Buenos Aires, z głośników leci „Boskie Buenos” Maanamu. „No nie, to pójście na łatwiznę” pomyślałam „Jak tak dalej pójdzie, to pewnie usłyszymy dużo kolęd i piosenek o dragach, powtarzającym się motywem będzie „Blinded By The Lights”, a główny bohater pewnie coś zarapuje, skoro gra go raper.”. Na szczęście Skonieczny miał zupełnie inny pomysł i co i rusz zaskakiwał. Owszem, pojawia się tu „You Need The Drugs” Westbam, jak i hit The Streets, ale to jednorazowe przypadki. Po pierwsze, już po kilku odcinkach stało się jasne, że grany przez Kamila Nożyńskiego Kuba jest prawdziwym melomanem – w samochodzie słucha Chopina, w domu ćwiczy do wspomnianych już Run The Jewels (odtwarzanych nie byle jak, bo z winyla), chwili spokoju i wytchnienia szuka w studiu koncertowym Polskiego Radia, chodzi do sklepów z płytami. Skonieczny postanowił więc przybliżyć widzom tę postać właśnie przez pryzmat jej muzycznych upodobań. Podobny zabieg wykonał z kolejnymi pojawiającymi się w serialu miejscami: w klubie Betlejem (grającym śp. Nową Jerozolimę) wybrzmiewa długi fragment „Duel 35” Zamilskiej, zaś w klubie go go – „CoCo” O.T. Genasisa, a obrazy te mogłyby spokojnie stanowić fragmenty klipów do w/w kawałków. Zresztą w serialu są dwa faktycznie nakręcone teledyski – pierwszy do „Od braci dla braci” rapera Pioruna (oklaski dla Skoniecznego za tę rolę!) z logo „Sztywniutko” od razu nasuwającym na myśl logo „Prosto” – to też specjalnie na potrzeby serii nagrana piosenka, która jest hołdem reżysera dla polskiego hip hopu (i ponoć została przez to środowisko ciepło przyjęta). Drugi klip to pojawiający się w 6. odcinku obraz do przejmującej piosenki Myslovitz pt. „Nienawiść”, odśpiewanej przez kilku bohaterów; i choć nigdy nie przepadałam za tym zespołem, to oglądając tę scenę miałam ciarki.

 

Ale na tym nie koniec. W „Ślepnąc od świateł” pojawia się też sporo drobnych muzycznych smaczków: gdy scena ma miejsce w kościele, wieńczy ją występ chóru; gdy inna scena odbywa się w wietnamskim zakładzie krawieckim, mamy śpiewające szwaczki; gdy przenosimy się do prosektorium, jego pracownicy słuchają opery; wreszcie grana przez Ewę Skibińską celebrytka nastawia „Poszłabym za tobą” i wykonuje taniec erotyczny na stole. Są też momenty, w których Skonieczny używa muzyki do swoistej zabawy z widzem – w scenie imprezy u Mariusza (Cezary Pazura) nie słyszymy wesołych dźwięków, a wręcz mroczny utwór Modarata „A New Error”, który idealnie obrazuje podejście Kuby do tego, co tam się dzieje. Z kolei w scenie pobicia Malucha z głośników sączy się kojąca kolęda w wykonaniu Beaty Rybotyckiej i Zbigniewa Preisnera. Muzyka ma tu też funkcję dawkowania napięcia – gdy akcja się zagęszcza, słyszymy niepokojącą elektronikę Mirta; gdy widz potrzebuje chwili wytchnienia, słyszy spokojne (choć czasem zwodnicze) pianino Maseckiego; gdy zaś robi się naprawdę gorąco, Skonieczny serwuje nam kawałki Siekiery. Mieszanka wybuchowa? Nie, to bardzo starannie dobrana ścieżka dźwiękowa, której odkrywanie sprawiło mi wielką frajdę. A czołówka z piękną piosenką Scotta Walkera? Scott Walker w polskim serialu to dopiero niespodzianka.

Skonieczny wykonał kawał dobrej roboty i ja jego serial zapamiętam nie tylko ze względu na świetną grę aktorów czy piękne zdjęcia, ale za obsadzenie muzyki w jednej z głównych ról. „Ślepnąc od świateł” to zamknięta opowieść, ale już nie mogę się doczekać kolejnego projektu tego młodego reżysera i strzygę uszami.

Tekst: Anna Chojnacka