„Silver Apples” Clinging to a Dream

Koncert na małpę i oscylator

Silver Apples to zespół, o którym najczęściej dyskutuję w sklepach płytowych odwiedzanych notorycznie podczas każdej z moich podróży. Nieważne, czy byłem akurat w Madrycie czy Stambule, właściciele tych przybytków zawsze w końcu wyciągali któryś z nielicznych albumów tej grupy, po czym następowała zupełnie niekurtuazyjna wymiana ochów, achów i innych westchnień. Założony pod koniec lat 60. nowojorski projekt, którego trzonem jest wokalista-wynalazca Simeon Coxe, w swoim dorobku skupia wszystko, czego amatorzy muzycznych osobliwości zdają się poszukiwać pośród zapominanych przez świat winylowych krążków. Każda z nielicznych pozycji w dyskografii tego składu tętni bowiem niespotykaną innowacyjnością, kwaśną, psychodeliczną wizyjnością i zupełnie osobną, zgoła osobliwą atmosferą. Zanim jeszcze ukuto takie terminy jak krautrock, indie rock czy… jakikolwiek właściwie inny termin określający gatunek współczesnej muzyki tanecznej, perkusista Danny Taylor bębnił już do szalonych, minimalistycznych pasaży wychodzących z oscylatorów (swego rodzaju „praprzodków” późniejszych syntezatorów) Coxe’a.

Ich zgrzytliwe, acz piękne, elektroniczne piosenki wyprzedzały swoje czasy o całe dekady. Nie jest szczególnym zaskoczeniem, że ich twórczość nie spotkała się wówczas ze szczególną aprobatą, a że w dodatku linie lotnicze Pan Am wytoczyły im proces o bezprawne użycie logotypu na okładce drugiego krążka, Jabłonie przeszły w stan wieloletniej hibernacji. W latach 90. powrócili jednak w glorii mitycznych wręcz pionierów, by trasę koncertową zakończyć… wypadkiem samochodowym, w którym Simeon skręcił kark. I choć przeżył to tragiczne wydarzenie, nie mógł już dłużej grać na swoim dziwnym, obsługiwanym właściwie całym ciałem instrumencie. W międzyczasie Taylor zmarł w swoim mieszkaniu w Nowym Jorku. Co wydawać się mogło końcem tej tragicznej wersji historii Sugar Mana, skończyło się jednak wprost nieprawdopodobnym nowym otwarciem, gdy Portishead – podczas festiwalu, którego kuratorem był zespół – zaprosili na scenę… Silver Apples.

Po kilku koncertach Coxe prezentuje oto światu zupełnie nowy – pierwszy od 19 lat – studyjny album swojego macierzystego składu. Płytę zgrzytliwą, acz piękną, innowacyjną i wizyjną, osobną czy też zgoła osobliwą. Płytę, o której miłośnicy dźwiękowej progresji będą dyskutować w sklepach muzycznych jeszcze za kilkadziesiąt lat. Płytę, której nie sposób opisać nikomu, kto nigdy nie słyszał, jak brzmią Srebrne Jabłka. A jeśli ktoś nigdy nie miał okazji tego zrobić, powinien szybko nadrobić zaległości. Szczególnie jeśli mendzi nieustannie, że wszystko już było, więc nie ma nic złego w kopiowaniu cudzych pomysłów.


„Silver Apples”
Clinging to a Dream
Chicken Coop
5A!
MUZYKA