Shazam! Potworne Stowarzyszenie Zła

Jeżeli można powiedzieć o jakimś komiksie, że jest uroczy, to z pewnością „Shazam! Potworne Stowarzyszenie Zła” na takie miano zasługuje. I obojętnie, czy jesteście dorosłymi facetami lub kobietami, nastolatkami, czy dzieciakami – tytuł ten z pewnością przypadnie wam do gustu.

Komiks stworzony przez Jeffa Smitha (tak, to ten koleżka od „GNATA!”) wychodzi w Polsce w dość szczególnym momencie, kiedy kina wyświetlają film „Shazam!”. Po lekturę mogą więc śmiało sięgnąć ci, którzy chcą sobie zrobić rozgrzewkę przed seansem, jak i wszyscy, którzy film już widzieli i teraz chcą zgłębić uniwersum superbohatera w czerwonym trykocie.

Shazam to postać w Polsce raczej mało znana. Za to za Oceanem jest to jeden z najsłynniejszych bohaterów DC Comics. Co ciekawe, kryje się za nią…dzieciak. Dokładnie Billy Batson, który po wypowiedzeniu magicznego słowa „Shazam!” przemienia się w dorosłego mięśniaka z wizerunkiem błyskawicy, zdobiącym jego rozbudowaną klatę.

W „Potwornym Stowarzyszeniu Zła” poznajemy Billy’ego jako bezdomnego, wrażliwego chłopca, starającego się przeżyć na ulicy. Jego życie wygląda dość ponuro do momentu, w którym wsiada do tajemniczego metra, które zawozi go do pewnego czarodzieja. Czarodziej obdarza malca mocą i stawia w roli superbohatera mającego bronić naszą planetę przed złem, przy okazji informując go, że nie jest na świcie do końca sam, ponieważ posiada zaginioną siostrę, o której istnieniu nie miał pojęcia. Wkrótce Billy poznaje zarówno ją, jak i swojego pierwszego przeciwnik, Mister Minda, dowodzącego szajką gadających aligatorów, olbrzymich robotów i przekupnych polityków.

Już po pobieżnym przekartkowaniu komiksu rzuca się w oczy fakt, że jest to lektura skierowana głównie do młodszych odbiorców. Kolorowe, przejrzyste i przypominające współczesne telewizyjne seriale animowane plansze czyta się naprawdę przyjemnie. Sama historia pozbawiona jest spodziewanego infantylizmu i nie odstraszy od siebie starszych czytelników. Jest w niej miejsce zarówno na magię, zwierzęta przybierające ludzką postać, jak i na zagadnienia związane ze współczesną fizyką. Jeff Smith odwalił kawał dobrej roboty, naprawdę warto się z nią zapoznać.

Tekst: Archer