„Searching”: Z zimną krwią (recenzja)

Głównym bohaterem „Searching” jest zdesperowany ojciec zaginionej nastolatki, który boleśnie zdaje sobie sprawę z wpływu, jaki na nasze życie ma nowoczesna technologia. O tym, że nie jest łatwo zachować zimną krew w obliczu czyhającego na każdym kroku cyberzagrożenia, widz przekonuje się podczas niełatwych stu minut seansu, siedząc na skraju kinowego fotela i nerwowo gryząc paznokcie.

Trudno uwierzyć, że „Searching” to pełnometrażowy debiut młodego Amerykanina Aneesha Chaganty. Każda scena jest tu dokładnie przemyślana i wycyzelowana w stopniu, którego spodziewalibyśmy się raczej po bardziej doświadczonym twórcy. Filmowy ojciec, postawiony w sytuacji bez wyjścia, popełnia błędy i co chwilę gubi trop, a następnie odkrywa kolejne elementy intrygi, w którą wplątana jest jego ukochana córka.

Chaganty zdecydował się na bardzo odważny zabieg formalny – cała akcja rozgrywa się na ekranach różnych urządzeń: komórki, komputera i telewizorów. I z każdym kolejnym kliknięciem sytuacja bohaterów staje się trudniejsza, a rozwiązania nie widać. Reżyser wzorowo odrobił lekcje z „Telefonu” Schumachera, „Azylu” Finchera czy „Locke’a” Knighta, którzy fantastycznie radzili sobie z ograniczonymi przestrzeniami, niewielką liczbą zaangażowanych aktorów i sytuacjami na granicy prawdopodobieństwa. „Searching” na tle tych produkcji wypada naprawdę świetnie – film, po którym może nie spodziewacie się wiele, okaże się jednym z najbardziej ekscytujących obrazów początku jesieni!

Tekst: Magdalena Maksimiuk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *