Ruszają studia o… Beyoncé!

Beyonce, studia o beyonce

W San Antonio, na University of Texas, utworzono nowy kierunek – Black Women, Beyoncé & Popular Culture. Nie będzie to nauka piosenek, choreografii do Single Ladies, czy analizowanie stylu ubierania się gwiazdy. Kierunek ma zwrócić uwagę na znacznie ważniejsze i ciągle aktualne kwestie równości płci i tolerancji. W pakiecie znajdą się więc zajęcia o show-biznesie, feminizmie i gender. Łączenie Beyoncé i feminizmu, jak zwykle, wzbudziło niemało emocji.

bey

Plan zajęć

Wykładowcy wraz ze studentami, w oparciu o karierę artystki będą omawiać na zajęciach role pochodzenia, płci, a także politykę. Wykłady mają dotyczyć nie tylko wizerunku gwiazdy, ale przede wszystkim współczesnego feminizmu. Teksty amerykańskiej gwiazdy zostaną przeanalizowane m.in. pod kątem równości płci i seksualności w życiu publicznym, pod lupę wzięte zostaną także mini eseje napisane przez artystkę i większość jej przemówień.

Podobny kurs powstał wcześniej na Rutgers University.

„Chcę, aby moi uczniowie stali się bardziej świadomi popkultury, tego, co spożywają codziennie. Mam nadzieję, że ludzie zaczną doceniać to, co Beyoncé robi pod względem feminizmu i co ona oznacza dla rasy i płci”

przekonywał prowadzący zajęcia doktorant Kevin Allred.

Współczesny feminizm, czy bałagan standardów?

Nazywana Queen Bey. Ma tytuł najpiękniejszej kobiety świata, najbardziej wpływowej gwiazdy, sama siebie określa jako feministkę. Kobiety w jej piosenkach są niezależne finansowo, silne, pewne siebie, ale i seksowne. Feminizm według Beyoncé to ideologia, którą powinna wyznawać każda świadoma kobieta: głosi równość płci, prawo do szczęścia, szacunku, satysfakcji. Mimo głoszonych przez siebie poglądów, Beyoncé pozostaje solą w oku wielu feministek na całym świecie. Epatowanie seksualnością, używanie nazwiska swojego męża, noszenie kusych sukienek, nazywanie dziewczyn w piosenkach „dziwkami”, tuż po przekonywaniu, że są „paniami swojego losu” dzielą środowisko feministek, które przyjmują wobec artystki skrajnie różne postawy.

No właśnie. Niespójny bałagan podwójnych standardów, czy nowoczesna interpretacja feminizmu?

Nie ulega wątpliwości fakt, że Bey udowodniła, że dzięki pracy i rozwijaniu talentu można osiągnąć sukces. Pokazała także, że można pogodzić założenie rodziny z zajmowaniem się własną karierą. Piosenki, których słuchałam w gimnazjum, traktowały o niezależności, o spełnianiu marzeń, a także o odrobinie egoizmu, byciu przyjacielem ze swoim własnym ciałem. Były pierwszymi hymnami kobiet, które – dzięki temu, że były powszechnie znane i puszczane w radiu – dane mi było poznać i pokochać. Wokalistce nie można odmówić wyrazistości pisanych przez siebie tekstów. A to, że o sile kobiet śpiewała machając pupą w obcisłej, cekinowej sukience nie przeszkadzało mi nigdy w odbiorze. Ba, obraz ten podkreślał przekaz i krzyczał – „Patrz, jestem piękna, silna, nie wstydzę się mojego seksapilu, jestem jego świadoma”.

Beyoncé stale angażuje się w kampanie na rzecz szerzenia idei empowermentu kobiet. Wizerunkowo i finansowo wspiera Chime or Change,  dzięki czemu powstały cztery projekty, które wspomogły kobiety na całym świecie w dziedzinie zdrowia, edukacji i prawa; wzięła także udział w głośnej kampanii „Ban Bossy”.

To jedna strona medalu. A druga? Kontrowersje wokół warunków panujących podczas tworzenia jej ubrań kolekcji Ivy Park na Sri Lance (to moja główna zagwozdka i problem w ocenie gwiazdy), momentami – brak spójności w głoszonych przez siebie poglądach (dawniej B. odcinała się całkowicie od określania siebie jako „feministka”, potem wystąpiła na scenie przed ogromnym neonem „Feminist”).

beyonce, feminism

bell hooks (która swoje imię i nazwisko nakazuje pisać małą literą), od lat pozostająca w opozycji do nurtu feminizmu jako dążenia do równości kobiet i mężczyzn, twierdzi, że Beyoncé to „terrorystka, która kradnie feminizm”.
Pozostaje jednak pytanie, czy zabieranie prawa do nazywania samą siebie feministką nie jest przypadkiem…niefeministyczne?

1 komentarz

Dodaj komentarz

-->