Swingowy czwartek! Byliśmy w warszawskim Klubie SPATiF

Opowieści o SPATiFie znaliśmy głównie z książek Tyrmanda, Hłaski, Nowakowskiego, a także z miejskich legend. Na mieście mówiono o tym, jak prof. Jan Kott oberwał tu za niepochlebną recenzję, pisarz Janusz Głowacki śpiewem wyrażał swój niepochlebny stosunek do ubecji. Czytaliśmy o słynnej ćwiartce wódki w głównej sali, o wymianie myśli między Antonim Słonimskim, a Adamem Ważykiem i o tym, że to własnie tutaj Maklakiewicz wymyślił słynny monolog inżyniera Mamonia o polskim kinie.

W czasach świetności lokalu – od lat 50. do końca lat 70. – spotykali się tam aktorzy, literaci, artyści, filmowcy, tajniacy, prostytutki, warszawscy bywalcy – bywanie w SPATiF-ie było oznaką prestiżu. Romanse, plotki, awantury, wiersze, powieści… To tu wielkie umysły bawiły się, awanturowały, pracowały, tworzyły i czekały na propozycje.

Budynek w Alejach Ujazdowskich wciąż jest siedzibą Związku Artystów Scen Polskich (następcy Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru i Filmu). Niestety, po pewnym czasie podupadać zaczęło nie tylko jego wnętrze, ale także frekwencja i prestiż. o SPATIFiE na chwilę całkowicie zapomniano.

Od stycznia tego roku, postanowiono wskrzesić legendę i tchnąć w nią nowego ducha. Klub przeszedł remont. Nowy SPATiF ma mieć czynną do późna część restauracyjną i bar, a oprócz niego salę klubową, w której pięć razy w tygodniu będą się odbywały wydarzenia kulturalne: koncerty, pokazy filmowe, spotkania autorskie i formy aktorskie, koordynowane przez ZASP. Planów jest niezwykle dużo, harmonogram pęka w szwach, a my postanowiliśmy zobaczyć na własne oczy, jak teraz prezentuje się wnętrze warszawskiego klubu i jak bawią się w nim goście.

Już w momencie przekroczenia progu klubu, widać, że całość utrzymana jest w klimacie przedwojennej Warszawy. Fantastyczne żyrandole, historyczny, dekoracyjny sufit, retro bar, szatniarz we fraku, bujne rośliny, ceglane ściany pokryte zdjęciami znanych i stałych bywalców… Do tego stojące przy barze panie przebrane w kolorowe sukienki w kropki, panowie w koszulach i wypastowanych butach do tańca. Nietrudno jest tu poczuć artystyczną, młodzieńczą energię. Wehikuł czasu naprawdę zadziałał!

Wczorajszego wieczoru parkiet zapełnił się w oka mgnieniu. Wszystko dzięki niebywałej energii zespołu The Real Gone Tones. Sukienki w kropki wirowały w rytmach rockabilly, R’n’b, swinga i country z lat 50. Zespół zaprezentował własny materiał inspirowany nagraniami takich muzyków jak: Charlie Feathers, Glen Glenn, czy Janis Martin, a także covery starych, dawno zapomnianych kawałków.

The Real Gone Tones

Marla Marvel – vocals/acoustic guitar,
Little Jim – double bass,
Boppin’ Bob – drums,
Gregory Pick – guitar,
Simon Paco Núñez – harmonica/vocals.

Po koncercie wybór tanecznych, amerykańskich nagrań retro przedstawił DJ KUCZIJO (Dookoła Rockandrolla)

W Warszawie powstaje coraz więcej minimalistycznych miejsc. Małe potrawy na wielkich talerzach, białe, sterylne wnętrza, elektroniczna muzyka. Jeśli retro, to tylko w połączeniu z nowoczesnością.
SPATiF konsekwentnie postawił na klasykę. Ciężkie wnętrze na moment onieśmiela, potem wciąga w swój klimat całkowicie i mrozi w zegarkach czas. Po kilku godzinach wyszliśmy z klubu z poczuciem czystej, beztroskiej radości – porozmawialiśmy z sympatycznymi i wyjątkowo zdolnymi barmanami (podczas wizyty koniecznie poproście o drinka na bazie ginu z mleczną pianką!), potańczyliśmy swinga, porozmawialiśmy z ciekawymi osobistościami i zobaczyliśmy w ludziach to, co lubimy widzieć najbardziej – ciekawość drugiego człowieka i otwarty umysł.

Czy o SPATiFie za kilkadziesiąt lat będą mówić w kontekście naszych czasów? Mamy nadzieję! Tu klimat retro w klasycznym ujęciu przeplata się z debiutami, premierami, współczesnymi zespołami i artystami. To tradycja z nowoczesnością w ciekawym wydaniu.
Trzymamy kciuki za kolejne imprezy w SPATiFie i do zobaczenia wkrótce!