Rączki na stół – krakowska szkoła haftu

Łączy ich krzyżyk, dzieli prawie wszystko. Najmłodsza uczestniczka kursu miała 4 lata, najstarsza grubo po 80tce. Są przeróżnych zawodów i orientacji, raz w tygodniu siadają przy wspólnym stole w pracowni artystki i wyhaftowują swoje życie. Jedni na tamborku wylewają nieszczęścia, jak pierwszy uczestnik kursu, który zasłynął haftem „Szymon jesteś głupi. Szymon wróć!”, który stał się potem tytułem wystawy prac uczniów Drożyńskiej, inni głośne internetowe memy, jak „Jestem gorszego sortu”. – Nie raz haftowaniem wyciągnęłam się z odmętów rozpaczy – przyznaje założycielka szkoły Monika Drożyńska. – Dla mnie haftowanie to działalność terapeutyczna – dodaje. I opowiada o swoich początkach, kiedy szukała sposobu na przepisanie obraźliwych haseł wymalowanych na krakowskich blokach. – Nigdy wcześniej nie haftowałam, ale pomyślałam, że to najlepszy sposób na odregowanie tej sytuacji – tłumaczy. Prace z cyklu „Haft miejski” były wyświetlane na ekranach reklamowych przez kilka miesięcy w kilku miastach w Polsce. Szczególne oburzenie wywołał tamburynek z napisem „Zimo wypierdalaj!”. Skandalami Drożyńska jednak specjalnie się nie przejmuje, ma w końcu misję. – Nawiązując do Gombrowicza chcę skończyć z upupianiem haftu. Chcę pokazać, że to fajne zajęcie dla fajnych babek i facetów w XXI wieku – żartuje.

haft

Do tego stopnia fajnych, że jedna z pierwszych lekcji zakłada haftowanie aktu męskiego. Jest więc nagi pan i tłum tamburynków zręcznie oddających anatomiczne szczegóły. Najbliższy kurs w „Złotych Rączkach” zaczyna się 11 stycznia. W programie 12 godzin haftowania. Koszt, wliczając materiały, to 200 zł, ale artystka zakłada też możliwość rozliczenia się w barterze. W cenie szczególnie są domowe obiady, tłumaczenia na angielski albo gotowość do roznoszenia ulotek. – W kursie nie chodzi tylko o to, żeby się spotkać i wyhaftować paprotkę. To coś więcej. Nazwanie tego zostawiam uczestnikom. To się dzieje między słowami – opowiada Monika. A właściwie między krzyżykami. Co jednak powie się miedzy tamburynkami, zostaje z nimi albo na nich. Trzeba tylko pamiętać, że nie można za bardzo się zagadać, bo jak mówi Drożyńska, wszystko na tkaninie wyjdzie. Złote Rączki to wbrew pozorom nie szkoła haftu, ale koncentracji i międzyludzkich relacji. Umiejętność cenniejsza, niż krzyżyk płaski.

(W tekście zostały wykorzystane wypowiedzi artystki opublikowane w tekście „Wyszywanka nie tylko na dwie ręce” Moniki Jagiełło i w materiale wyemitowanym przez TVP2)