Przeżyj to jeszcze raz – „Gloria Bell” (Recenzja)

Fot: M2 Films

„Gloria Bell” to niezwykły przypadek – amerykański remake nakręcony przez reżysera pierwowzoru, który niemal klatka w klatkę odtwarza swój film z 2013 r. Ryzykowny krok, ale dzięki niemu nagrodzony Oscarem za „Fantastyczną kobietę” Sebastián Lelio może dotrzeć ze swoją świetnie napisaną historią do widzów, którzy nie wpadliby na pomysł, by obejrzeć chilijską produkcję. Co innego komediodramat z Julianne Moore w roli głównej. Amerykańska aktorka z powodzeniem zastąpiła więc świetną Paulinę Garcíę, a zamiast Santiago de Chile oglądamy ulice Los Angeles. Tytułowa bohaterka Gloria Bell jest rozwiedzioną matką dwojga dzieci, która na nowo szuka szczęścia. Gdy na jednym z dancingów poznaje urokliwego Arnolda (dobry John Turturro), wydaje się, że los się do niej uśmiechnął.

Gloria sama też zaczyna coraz częściej się uśmiechać. Sprawy komplikują się, gdy się okazuje, że jej nowy mężczyzna, również rozwodnik, nie potrafi w pełni zaangażować się w nową relację, wciąż zasłaniając się obowiązkami rodzinnymi. „Gloria Bell” jest intrygującym portretem ludzi w średnim wieku, którzy muszą sobie przypomnieć, że nie ma nic złego w myśleniu o własnym szczęściu i stawianiu siebie na pierwszym miejscu. Film posuwa się nawet dalej – odrobina egoizmu to warunek szczęścia. Sebastián Lelio, przenosząc opowieść na amerykański grunt i niewiele zmieniając w jej wydźwięku, wyraziście podkreślił uniwersalny przekaz swojego obrazu. Wraz z doskonałymi aktorkami stworzył niezwykle wyrazisty, prawdziwy i złożony portret współczesnej kobiety.

Tekst: Michał Kaczoń

„Gloria Bell”
reż.  Sebastián Lelio
obsada: Julianne Moore, John Turturro, Michael Cera
USA/Chile 2018, 102 min
M2 Films, 24 maja