Przejedź się na festiwalu, czyli rozczarowania 2014

Lato kojarzy się z beztroską, możliwością spania do południa i spędzania czasu na przyjemnościach. Do błogiego lenistwa tęsknimy już od pierwszego dnia spędzonego w szkole, na uczelni, w pracy. Jest jednak coś jeszcze. Festiwale.

Od kilku lat wróży im się rychły koniec, a jednak wciąż wzbudzają mnóstwo emocji. I to niemal przez cały rok. Organizatorzy toczą boje o najgorętsze nazwiska sezonu. Fani z kolei z niecierpliwością wyczekują pierwszych ogłoszeń, śledzą nowinki na temat artystów, którzy wystąpią podczas kolejnych edycji letnich imprez, licząc na to, że będzie to ich idol. Skrzętnie odkładają każdą złotówkę i odmawiają sobie udziału w koncertach w ciągu roku. Wszystko po to, by latem móc pojawić się w którymś z najgłośniejszych miejsc na festiwalowej mapie Polski.

Tymczasem nie zawsze wszystko dzieje się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Zmiany w harmonogramach oraz opóźnienia w występach są już standardem i możemy spuścić na nie zasłonę milczenia. To mało znaczące przewinienia, na które – choć wpływają na jakość całego przedsięwzięcia – można przymknąć oko. Są jednak takie wpadki, które trudno wybaczyć. Tylko w tym roku było ich kilka.

Orange Warsaw Festival

Na pierwszy ogień rzucamy warszawski festiwal Orange Warsaw z iście gwiazdorskim line-upem (i horrendalnymi, jak na polskie realia, cenami karnetów).

Zdjęcie fragmentu zawalonej sceny na Orange Warsaw Festival bardzo szybko obiegło wszystkie serwisy internetowe. Mark Damon, basista grupy the Pretty Reckles, której występ został całkowicie odwołany, umieścił fotografię na własnym profilu na Facebooku. Wystarczyła chwila, by wiadomość trafiła do szerokiego grona odbiorców.

Na szczęście do wypadku doszło w momencie, gdy pod sceną nie było jeszcze publiczności. Bezpieczeństwo to rzecz nadrzędna podczas masowych imprez. Tym bardziej oczekuje się go od organizatora z takim doświadczeniem. Wypadki tego typu na długo pozostają w pamięci i silnie wpływają na wizerunek wydarzenia.

Podobnie jak nagłośnienie. Jeszcze długo po zakończeniu OWF dało się słyszeć, że podczas tegorocznej edycji pozostawiało wiele do życzenia. Uczestnicy wydarzenia, którzy przejechali setki kilometrów, by na żywo posłuchać swojego ulubionego artysty, mogli czuć się zatem co najmniej rozczarowani tym, że zamiast słów piosenek i melodii, słyszeli dudnienie. To wręcz niewybaczalne. No, chyba że założeniem tegorocznej edycji było pokazanie sylwetek artystów, a o umiejętnościach muzycznych w kontraktach mowy nie było. To by wiele wyjaśniało.

Nie mniej jednak to całkiem kiepsko jak na imponujące wręcz doświadczenie w organizowaniu wydarzeń takiego formatu, prawda?

Festiwal Pozytywne Wibracje 

Pharrell Williams to jedno z najgłośniejszych nazwisk mijającego sezonu. Singiel pt. „Happy” przyniósł artyście spory rozgłos. Tym samym ogłoszenie jego występu w ramach festiwalu Pozytywne Wibracje wywołało wielkie poruszenie, a także spowodowało zwiększenie ilości lajków na profilu festiwalu. Cóż, mając na względzie stan gorączkowy, do którego przyczyniła się ta jedna piosenka w ostatnim czasie, trudno wyobrazić sobie mniejszą euforię wobec takiej wiadomości. Sukces wydawał się być murowany.

Radość nie trwała jednak zbyt długo. Niespełna dwa tygodnie przed festiwalem organizatorzy poinformowali o tym, że gwiazda nie pojawi się w Warszawie.

Dziwną sprawą natomiast było to, że w związku z odwołanym występem Pharrella cała impreza stanęła pod znakiem zapytania. Czyżby Amerykanin stanowił trzon całego przedsięwzięcia? Ciekawe jak na takie postawienie sprawy zapatrywali się pozostali artyści?

To jednak nie wszystko. W zaistniałej sytuacji obiecano posiadaczom biletów wyznaczenie nowego terminu i nowy zestaw gwiazd, które miały wynagrodzić im doznany zawód. Anielska cierpliwość potencjalnych uczestników nie została jednak nagrodzona. Tegoroczną edycję odwołano.

Tauron Nowa Muzyka

Pod ostrzałem stanął również katowicki festiwal. Dlaczego? Kluczem do odpowiedzi na to pytanie jest jedno z najgłośniejszych nazwisk ostatnich miesięcy – Chet Faker. Za jego sprawą zarówno bilety na koncert otwarcia, jak również czterodniowe karnety rozeszły się w oka mgnieniu. Wszak występ Australijczyka miał być pierwszym w Polsce. Dodatkowo artysta miał wystąpić w kościele, co zapowiadało się bardzo interesująco.

Z nieznanych organizatorom przyczyn występ Cheta został odwołany na trzy dni przed rozpoczęciem festiwalu. Reakcja była szybka – znaleziono zastępstwo. Aż trudno jednak uwierzyć, że pasja, z jaką pisali o negocjacjach, nie pozwoliła im poznać powodu, którym, jak się później okazało, była ponoć infekcja.

Wiele do życzenia pozostawiały również kwestie informacyjne. Opieszałość w odpowiedzi na zapytania uczestników festiwalu lub ich kompletny brak potęgowały niezadowolenie. No i z pewnością nie świadczą dobrze o poziomie organizacji.

Niełatwo zapomnieć przy tym o trudnościach, jakie w całej sytuacji sprawiła kwestia zwrotu biletów. Nie można bowiem dziwić się, że osoby, które zakupiły wejściówki na pierwszy dzień wydarzenia wyłącznie ze względu na osławionego już producenta, chciały je zwrócić. To jednak nie było takie proste.

Brak przepływu informacji pomiędzy organizatorem a punktami sprzedaży, odsyłanie z pytaniami w inne miejsce, brak odpowiedzi i milczący telefon – to tylko część przewinień w tej kwestii. Najbardziej żenujące natomiast było tłumaczenie zawiedzionemu posiadaczowi biletu, że przecież impreza się odbędzie. A że w innej formie? Przecież to prawie żadna różnica.

To tylko najgłośniejsze przykłady. Wielu z was zna ich pewnie znacznie więcej. Zwykle przechodzą bez echa, bo w obliczu całej otoczki wydarzenia tracą na znaczeniu. Nie zmienia to jednak faktu, że w jego trakcie potrafią przeszkodzić w odbiorze muzyki.

10 najlepszych gifów, które stworzyliście podczas Festiwalu Tauron Nowa Muzyka 2014