PRO8L3M opowiedział nam o swojej debiutanckiej płycie w wielkim czarnym BMW

Trzeba to wyhuśtać odpowiednio – jednym głosem stwierdzają Oskar i Steez, snując plany na temat debiutanckiego albumu formacji PRO8L3M. Bo choć tę nazwę kojarzą dziś już nie tylko fani rapu, to ich debiutanckie LP dopiero przed nimi. Zanim jednak pierwszego czerwca płyta trafi do rąk słuchaczy, warszawski duet zaprosił nas, byśmy spędzili z nimi dzień. – Rano mamy do nagrania zwrotki do dwóch numerów, później jakieś spotkania, a na koniec… obrabujemy bank, szykuj się, wchodzisz pierwszy – ostrzegali.

Wciskam jedyny guzik na domofonie bez przyporządkowanego numeru mieszkania. Głośniczek szumi i trzeszczy, kiedy przeciągły pisk oznajmia mi otwarcie drzwi do klatki. Wnętrze żoliborskiej bramy zupełnie nie tłumaczy dobrej sławy, jaką cieszy się ta dzielnica pośród agentów nieruchomości i kierowanych modą poszukiwaczy „fajnych” miejsc pod deizajnerskie apartamenty. Kibicowskie hasła przeplatają się z przedinternetową formą hejtingu, wymalowane sprejem odezwy do narodu mieszają się z wydrapanymi w tynku podpisami ekip, które spotykały się tu zapewne jeszcze w latach 90. Domofony nie były przecież wtedy standardem, a młodzież szukała ustronnych miejsc, żeby w spokoju omówić nową rapową kasetę, którą ktoś przegrał od kumpla, i uraczyć się skrętem, którego zawartość ktoś inny – równie uczynny – przywiózł zza otwartej wreszcie zachodniej granicy. Wypaczone przez dekady drewniane drzwi skrzypią, kiedy wychodzę na podwórko. Starsza pani ochrzania młodego chłopaka, którego pies podlał właśnie pedantycznie zadbany klomb kwiatów: „Jak pan może pozwalać, żeby tak sikało pana zwierzę na cudzą pracę”. No a pracy, trzeba przyznać, wykonała tu sporo i cała kamieniczna studnia zieleni się na wiosnę. Gdybym był lokatorem któregoś z okolicznych mieszkań, bardziej jednak przeszkadzałby mi zapewne równy, miarowy bit, który nieustannie przygrywa w tle; bas niesie się po ścianach budynku, pogwizd syntezatora wprawia w drżenie okna sutereny. – Na górze jest gabinet terapeutyczny, więc im to ryje czosnek na pewno – z cwaniackim uśmiechem, chwilę po przywitaniu mówi Piotrek Szulc, hiphopowemu środowisku znany lepiej jako Steez83, didżej związany przez lata z takimi składami jak Hemp Gru, JWP/BC czy Sokół i Marysia Starosta, a dziś przede wszystkim połowa duetu PRO8L3M. – Początkowo mieli nawet do nas o to jakieś pretensje, ale musieli zrozumieć, że my tu pracujemy, każdego dnia przychodzimy na kilka godzin do roboty, a że naszym fachem są stopy, werble, bas i wersy, to już taka specyfika tego zawodu. Robimy płytę, więc teraz do końca kwietnia będzie jeszcze nieraz głośno.

studio

Recykling popkultury
Pierwszego czerwca ukaże się debiutancki album PRO8L3M-u, jeden z najbardziej wyczekiwanych krążków na krajowym rynku hiphopowym. Duet, w skład którego poza odpowiedzialnym za produkcję całości Steezem, wchodzi raper Oskar, na ten hajp zaczął pracować w 2013 r., kiedy ukazała się ich debiutancka EP-ka „C30-C39”. I choć z początku wydawało się, że ta brawurowo nawinięta, surowa, acz chwytliwa, drugoobiegowa produkcja nie wyjdzie poza rapowy underground, to wraz z premierą klipu do utworu „Tori Black” coraz więcej osób zaczęło mieć ten sam PRO8L3M… i to, czy utożsamiają się oni z kulturą hiphopową, przestało mieć wielkie znaczenie. Charakterystyczne logo zespołu widziałem już przecież naklejone i na szybach tanich taksówek, i na laptopach „kreatywnych” z agencji reklamowych. Kiedy jakiś czas temu gadałem z koleżką technomanem, to na moje zawołanie „jakaś lipa” od razu odpowiedział cytatem z numeru „Dwa Trzynaście”: „no to będzie problem”, a inny ziomeczek wspominał mi ostatnio, że t-shirt tej właśnie ekipy pomógł mu załatwić jakąś sprawę na poczcie, bo „wie pan, mój starszy syn też słucha tego zespołu”. Pokolenia dzisiejszych dwudziesto i trzydziestokilkulatków w ten lub inny sposób wyrosły przecież na rapie. Jedni znali na pamięć wszystkie teksty ze „Skandalu” Molesty i malowali znaczki Wu-Tang Clanu na okolicznych śmietnikach, a inni umieli zanucić tylko „Gangsters Paradise” Coolio i nie wiedzieli nawet, że numer, do którego machają głową, grając w „Tony Hawk Pro Skater” na PlayStation, nagrał duet High and Mighty. – Spędziliśmy kilka lat, jeżdżąc samochodem Oskara po osiedlu i słuchając w kółko tych samych płyt Notoriousa czy Mobb Deep – z nostalgią w głosie wspomina Steez, który lekcje z historii hip-hopu odrabiał latami, będąc didżejem, a także współorganizatorem edukacyjno-imprezowego cyklu Rap History Warsaw. W studiu nagraniowym, w którym się spotykamy, pierwsze, co rzuca się w oczy, to wielkoformatowe zdjęcia przedwcześnie zmarłych tuzów mikrofonu – Big L’a, Big Puna i Eazy’ego E. Oskara, który właśnie wpadł do studia spóźniony, w szarej bluzie z jakże pasującym do jego postury hasłem „One Man Army”, łączy z tymi raperami ten sam rodzaj szorstkiej charyzmy, „level 8 w chamstwie” – jak sam nawija w jednym z numerów z nadchodzącej płyty. – „Skandalu” słuchałem przez cały rok na okrągło, tylko tej płyty. Szczerze mówiąc, to nie byłem fanem muzyki rap. Bardziej jarałem się tym, że ta płyta akurat wtedy opisywała najlepiej to, co się działo wokół mnie, i to, co ja sam robiłem, dlatego chyba słuchałem tylko tego – stwierdza autor jednych z najbardziej obrazowych wersów w krajowym rapie ostatnich lat. Steez od razu podchwytuje temat: – To, co my robimy, ma formę rapu, ale jest uniwersalne – opowiada o tym, co się dzieje albo nawet o tym, co się będzie dopiero działo. To jest recycling popkultury, ciągle przetwarzanie tego, co już było. W kawałku „2040” przerabiamy sampel muzyczny, przerabiamy wideo, Oskar, pisząc tekst przekminia, nad czym zastanawiają się futurologowie, a prognozowanie przyszłości to przecież też jest dzisiaj popkultura. Ten kawałek to tak, jakbyś to wszystko wrzucił do miksera i wlał w formę nazwy PRO8L3M.

Żywioł live
„Ty, małolat, gospodarz wznosi toast pierwszy. Eee, ja chciałem tylko… Siadaj, co tak sterczysz! Da ci teraz zgred patenty, jak pić wódkę. Eee, tak? Słuchaj – dbaj o nerki jak i trzustkę, więc wyrzuć te serki, szam dziś tłuste. Eee, a jak jestem wczorajszy? Możesz albo walnąć klina albo nie przychodzić wcale, jak masz skimać na stole, z łbem w rosole; zawsze możesz się odświeżyć. Eee, tylko jak? Ja pierdolę” – w głośnikach słychać wyraźnie dwie osoby gadające ze sobą w nagrywanym właśnie numerze „Toast”, który tra na debiutancki album PRO8L3M-u. Zaprawiony w bojach zgredzik swym donośnym, przepitym głosem instruuje pisz- czącego młokosa, jak obchodzić się z flaszką. Kiedy jednak zziajany jak po sprincie Oskar opuszcza kabinę do rejestrowania wokali, okazuje się, że był tam sam, a cały dialog nawinął za jednym razem, zmieniając barwę głosu prawie co wers. – Długą, powiedzmy półtoraminutową zwrotkę, ciężko jest przewinąć tak, żeby w każdym momencie wszystko było idealnie. Oczywiście, jak nawijasz ta-da-ta-da, da się to zrobić, ale jak bardziej kombinujesz, to jest niemożliwe, a może ja się tak pluję, że nie potrafię… – zastanawia się Oskar, łapiąc oddech po właśnie nagranej połowie numeru. Każdą zwrotkę nagrywa kilkanaście razy, aż wreszcie obaj ze Steezem są zadowoleni z efektu – z artykulacji, rozłożenia akcentów i emocji włożonych w tekst. – Pewnie moglibyśmy to kleić po cztery wersy, wybierać tylko najlepsze i wtedy wszystko byłoby perfekcyjne. Jednak kiedy później słucham tych za jednym razem nagranych zwrotek, to nawet te gorsze miejsca, w których podczas nagrywania czułem, że nie jest idealnie, brzmią tak, jak powinny. To nie jest kwestia rytmiki, bardziej ewentualnych błędów fonetycznych, artykulacji czy emocji, jakie udało się włożyć. Poza tym jest to jakby bardziej żywe, ma w sobie żywioł „live”. Tak po prostu lubię – tłumaczy Oskar.

Wizja przyszłości
Z każdym kolejnym podejściem do zwrotki raper nadaje jej więcej żywiołowości i luzu. W jednym wersie podkreśli zagubienie małolata, by w kolejnym wyśmiać go jeszcze dotkliwiej, nawijając ustami zgreda. – W tym kawałku to nie ten Oskar, który tu siedzi, poucza tego gnojka. Bo choć ma on spore rozeznanie w temacie, to jeszcze nie jest takim zgredem. Ma jakieś 40-50 lat – rejestrując kolejne podejścia, Steez tłumaczy niuanse fabularne płyty, która cała od początku aż po zamykający ją, upubliczniony już cyberpunkowy singiel „2040” rozgrywa się w coraz późniejszych planach czasowych. – Konwencja trochę nam ułatwia robotę, bo jak usiedliśmy do pracy nad płytą, to przez miesiąc myśleliśmy nad jej koncepcją i dopiero, jak znaleźliśmy koncept, ruszyliśmy z nagrywaniem. Też jednak nie trzymamy się pomysłu jakoś bardzo kurczowo – niektóre numery tworzą ramy tej konwencji, a niektóre trzeba w nią jakoś wpisać. Ten kawałek o piciu np. mógłby przecież rozgrywać się dzisiaj, ale dzieje się w przyszłości, kiedy Oskar jest już starszym typem. Tak samo jest z otwieraniem drzwi chipem w innym numerze czy tym, że panna w jeszcze innym zamiast ukraść gościowi portfel hackuje mu konto. To są takie „wstrzyki” z przyszłości. Bo rzeczywistość za 10, 15 czy 25 lat nie będzie zupełnie inna. Tak samo ludzie będą pili, tak samo będą kradli, tak samo będą chamscy i pazerni – twierdzi Steez, w którego bibliotece można znaleźć niejedną pozycję fantastycznonaukową. Utwory domykające krążek opowiadają o wirtualnych zbrodniach, dronach, podróżach orbitalnych i furach odpalanych na autopilota, artefaktach rodem z science fiction, które w większości jednak zaczynają się już pojawiać w naszej codziennej rzeczywistości. – Lubię zdiggować temat – przyznaje Oskar. – Jeśli nawijam o piciu wódki, nie muszę jednak do tego jakoś szczególnie ambitnie podchodzić, bo raczej wiem, co chcę powiedzieć. Ale jeśli numer ma się rozgrywać w 2040 r., to robię risercz. Piotrek podrzuca jakieś pomysły z książki, którą akurat czyta, internet też jest oczywiście ogromnym źródłem wiedzy o przyszłości. Finalnie jednak do tego typu kawałków i tak nie tra a to, co najpewniej się wydarzy, ale to, co jest moim zdaniem najciekawsze do opowiedzenia.

Rap jak Tarantino
– Muszę tu spropsować Oskara za to, jak bardzo plastyczna jest jego twórczość. To nie jest rap, którego formuła się w pewnym momencie wyczerpie – Steez zachwala kolegę z zespołu, którego teksty na najnowszy krążek układają się w fabułę rodem ze zwichniętego, pełnego retrospekcji i wyskoków w przyszłość osiedlowego science fiction, chwilami groteskowego, innymi razy mocno autorefleksyjnego gangsterskiego kina, w którym ze swoich narkotykowych i seksualnych przygód trzeba się w końcu rozliczać na terapii, a wyprawę na miasto może utrudniać… zamach terrorystyczny. – Nasz rap jest jak filmy Tarantino. Naszą muzyczną podróż możemy prowadzić przez różne stylistyki. To niczym nieograniczone pole możliwości. Wydaje mi się, że prędzej może się to znudzić niż skończyć. PRO8L3M to nie jest formuła, która się zużyje czy przeterminuje. To jest PRO8L3M. Jakiś się zawsze znajdzie – mówi Oskar. Jako że z jednym właśnie się chłopaki mierzą, musimy się przenieść z Żoliborza na Śródmieście, gdzie Steez i Oskar mają już umówione spotkanie z ekipą studia projektowego Full Metal Jacket, które pracuje w tym samym czasie nad oprawą wizualną ich krążka. Choć problem związany jest z identyfikacją graficzną, która już od pierwszych zapowiedzi „C30-C39” była dla nich bardzo ważna, cała droga upływa na rozmowach o muzyce. Kiedy mkniemy Wybrzeżem Kościuszkowskim wielką, czarną betą wyglądającą jak rekwizyt z gangsterskiego filmu, Steez, wyprzedzając kolejne auta, głośno zastanawia się nad tym, jak zaprezentować skończoną płytę słuchaczom: – Może powinniśmy ją wrzucić do sieci nie tylko w pojedynczych kawałkach, ale też w całości? Zrobiliśmy tak z „Art Brut”, bo to było dla nas ważne, żeby ludzie posłuchali tego krążka od A do Z, a nie wiem, ile osób dziś nadal tak robi. Mam jednak nadzieję, że ktoś sobie siądzie, skręci dobrego blanta i przesłucha tę płytę od początku do końca, żeby zrozumieć, że to jest kompletna rzecz. To nie będzie jak książka czy film z linearną fabułą, będzie tam mnóstwo różnych powiązań, których śledzenie wydaje mi się po prostu fajne – zaznacza z entuzjazmem, wysiadając z samochodu, dla którego cudem znalazł miejsce przy gęsto zastawionej Marszałkowskiej. I zamykając auto pilotem, dodaje jeszcze tylko: – Wierzę w to do tego stopnia, że jestem gotów sprzedać to BMW, żeby włożyć moją działę w to nasze niezależne wydawnictwo.

osk2

Klasa dodatku
Dotychczasowe wydawnictwa PRO8L3M-u (poza wspominaną EP-ką, w 2014 r. wypuścili jeszcze mixtape) ukazały się pwod szyldem niezależnej oficyny RHW Records i dystrybuowane były tylko w drugim obiegu. Brak tych płyt w Empikach nie przeszkodził jednak Oskarowi i Steezowi sprzedać wszystkich 3500 sztuk „Art Brut”, ich drugiego krążka przeplatanego dialogami z „Wielkiego Szu” i „Sztosu”, konceptualnego albumu opartego w całości na samplach z polskiego electro popu z lat 70. i 80. To właśnie ta płyta zwróciła na duet uwagę nie tylko hiphopowego światka i ustawiła poprzeczkę dla ich pełnoprawnego, pierwszego albumu bardzo wysoko. – Chciałbym, żeby w każdym aspekcie to było lepsze niż to, co zrobiliśmy do tej pory. Wiem jednak, że trudno te rzeczy porównywać, bo będzie to coś zupełnie innego – tłumaczy Oskar. Spotkanie w siedzibie zaprzyjaźnionej ekipy projektantów, którzy na warsztacie mają w tym samym czasie i okładki kilku rapowych płyt, i albumy ze zbiorami malarstwa Muzeum Narodowego, ma jednak charakter nieco kryzysowy. Jeden z pomysłów, na jakie wpadli wszyscy wspólnie myśląc nad identyfikacją wizualną PRO8L3M-u, okazał się wcześniej wykorzystany przez innego artystę. – To było coś, co wiązało treść kawałków z okładką, z teaserami, z YouTubem, z całą rzeczywistością, ale spokojnie poradzimy sobie i bez tego – jest już nowy koncept. Swoją drogą ja dopiero po doświadczeniach, które wynieśliśmy z dwóch poprzednich produkcji, wiem, jak ważne są te wszystkie rzeczy dookoła muzyki i… teraz się nimi jaram. Wcześniej musieli mnie do tego wszystkiego przekonywać, bo mnie promocja nie obchodziła – jak słucham cudzej muzyki, to nie oglądam teaserów, nie słucham skitów, przewijam to wszystko, często nawet refreny przewijam, żeby dojść do mięsa, które mnie interesuje. Dopiero niedawno dostrzegłem wartość dodatków, które razem z muzyką tworzą całość. Zresztą dla mnie robienie tego było po prostu przyjemne.

– Dobra, lecimy, bo już jesteśmy spóźnieni na spotkanie z gościem, który będzie nam robił pierwszy teledysk. Jedziesz z nami? – pyta Steez, a mi przypomina się kawałek zwrotki, którą kilka godzin wcześniej słyszałem kilkanaście razy w żoliborskim studiu „spóźniam się, bo mi się spóźnia sikor, dług jest na czas, chociaż wsadziłem wczoraj w pudła tysiąc, brud weź, a zostaw gadki pseudo-kurwa-vipom, te zmarszczki nie od podjeżdżania pod klub taryfą, ból nadal nauczką, trumna nadal trumną, umiar mam za późno…”. Ostatnie słowa skłaniają mnie, by odmówić, bo wieczór już późny, a i tak wszystkiego, o czym dziś gadaliśmy, nie pomieszczę w tym tekście. Bank zrobimy innym razem. – Też wolałbym mieć nieograniczony czas, robić wszystko tak, jak mi wygodnie, i dopiero po zamknięciu płyty zajmować się dalszymi krokami – mówi Oskar, kiedy odprowadzam ich do samochodu. – Ale mieliśmy po drodze różne perypetie i teraz wychodzi na to, że musimy zamknąć wszystko do końca miesiąca. Trzeba się zmobilizować i robić, nie ma czasu na balangi i nie to żebym był jakimś abstynentem przez ostatnie dwa miesiące, ale tu gdzieś w weekend muszę odpuścić, skąd indziej zerwać się wcześniej, bo rano nagrywka; trzeba się temu poświęcić. Traktuję to bardzo poważnie – zaznacza na odchodnym Oskar, który w 2030 r. nie chce zapewne wylądować na terapii, jak to się dzieje na nadciagającym krążku PRO8L3M-u

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *