Poznajcie Jana Pfeifera, autora nietypowego Instrumentu Miejskiego

Najpierw obserwował. Szybko zauważył, że ludzie używają technologii, żeby się od siebie odizolować. Zamiast rozmawiać, patrzą w telefony i zatykają uszy słuchawkami. – A ja uznałem, że zrobię odwrotnie. Chciałem zaprojektować coś, co sprawi, że ludzie będą się spotykać i wspólnie działać – mówi Jan Pfeifer, autor Instrumentu Miejskiego. To barierka ze szczeblami, na których można zagrać dowolną melodię.

– Gram na perkusji i uczę się grać na pianinie, a mój projekt jest połączeniem obu instrumentów. Któregoś razu posze- dłem do parku Bródnowskiego, w którym często bywałem w dzieciństwie. Zauważyłem, że w kwestii zabaw parkowych niewiele się zmieniło: dzieciaki dalej lubią biegać wzdłuż barierek, uderzając w nie patykiem. Wpadłem na pomysł, żeby zrobić instrument montowany w barierce. Tylko ten patyk mi nie pasował – nie chciałem, żeby był potrzebny do grania – tłumaczy Jan.

Na początku chciał, żeby rurki w barierkach same generowały fale akustyczne. Po prostu uderzasz w rurkę i rozlega się dźwięk określonej wysokości. Zależało mu też, żeby instrument był diatoniczny, czyli żeby odstępy pomiędzy dźwiękami odpowiadały białym klawiszom na fortepianie. – Spędziłem sporo czasu w swoim warsztacie, gniotąc różne rurki i uderzając w nie. Sprawdzałem, jaki wydają dźwięk w zależności od kształtu i materiału, z jakiego są zrobione. W końcu doszedłem do wniosku, że nie uda mi się stworzyć harmonicznego instrumentu bez pomocy komputera – opowiada. Przeszukując internet, natknął się na urządzenie, do którego podłącza się sensory dotykowe i głośnik. Po dotknięciu któregoś przedmiotu słyszymy przypisany do niego dźwięk. – Obawiałem się wykorzystania w projekcie elektroniki. Przecież nie jestem inżynierem Ale po tym, gdy znalazłem konkretne rozwiązanie w internecie, okazało się, że mój brat ma coś podobnego. Przetestowaliśmy pomysł. Instrument działał, więc zabrałem się do konstruowania – tłumaczy.

Finalny prototyp Instrumentu Miejskiego działa w bardzo prosty sposób. Kiedy trzymasz rękę na szczeblu barierki, słyszysz przypisany do niego dźwięk. Gdy puszczasz – dźwięk się urywa. Jedną z pierwszych okazji, kiedy chętni mogli przetestować instrument, była wystawa końcoworoczna Akademii Sztuk Pięknych. – Sporo ludzi podchodziło do barierki. W pewnym momencie pojawił się gość. Rozpracował szybko, jak działa instrument, i po minucie wyszło mu „Panie Janie”. Ktoś inny podszedł niedługo później i wykonał na barierce „Kurki trzy”. Można zagrać wszystko – opowiada Pfeifer. Zależało mu, żeby jego wynalazek miał przemysłowy charakter i żeby nie wyróżniał się na tle normalnych barierek. – Nie chciałem, żeby Instrument był inwazyjny i wyglądał jak rzeźba sztuki nowoczesnej, której działanie tłumaczy tabliczka i której strzeże ochroniarz. Byłoby super, gdyby Instrument nie był w żaden sposób oznaczony. Wyobraź sobie, że spacerujesz po parku, dotykasz przypadkowo barierki i nagle się okazuje, że możesz sobie coś zagrać W najbliższym czasie Jan pokaże swój projekt na holenderskich dniach dizajnu w Eindhoven. Dla tych, którzy chcieliby wypróbować go w Warszawie, mamy złą wiadomość: na razie Instrument Miejski nie ma swojego stałego miejsca.

tekst: Jonasz Tołopiło