Poznajcie Darię Woszek, której film będzie miał szansę ubiegać się o Oscara

Psi upór

Gdyby Daria Woszek lubiła dresiarskie tatuaże, to powinna na lędźwiach wydziarać sobie „per aspera ad astra”. Tak w skrócie wygląda kariera reżyserki „Hycla”, który wkrótce będzie miał szansę ubiegać się o Oscara.

Nie lubi przegadanych filmów, kina psychologicznego i przekonania, że fabuła to odbicie rzeczywistości. Według Darii Woszek, reżyserki nagrodzonego w Gdyni „Hycla”, film powinien operować metaforą, być przypowieścią, a nie skupiać się na wiernym odzwierciedleniu świata. Jej krótki metraż opowiadający o ekscentrycznym porywaczu psów, który kradnie zwierzęta, żeby potem bohatersko je zwracać, wygrał Rhode Island International Film Festival i walczy o miejsce na oscarowej shortliście. Olbrzymi sukces reżyserki poprzedziły cztery lata ciężkiej pracy, bo jak sama Daria powtarza, kino gatunkowe to przede wszystkim warsztat. A ten zdobywa się latami.

Krew, pot, pointy

Z wykształcenia teatrolożka. Od zawsze wiedziała, że chce zajmować się sztuką, choć to, że robi filmy, dla niej samej jest trochę zaskoczeniem. – Wychowałam się w kulisach Opery Śląskiej, gdzie moja mama była solistką baletową. Patrzyłam na krew, pot i kontuzje i wiedziałam, że nie chcę mieć nic wspólnego z baletem. Teatr jednak zawsze mnie pociągał, wybrałam więc teatrologię, a zaraz po niej planowałam pójść na reżyserię teatralną – mówi Daria. Jej plany zmieniły się, kiedy postanowiła zarejestrować spektakl przygotowany na zaliczenie przedmiotu podczas studiów. – Włączyłam kamerę i zrozumiałam, że nagranie nie oddaje tego, co dzieje się na scenie. e obraz będzie płaski i jeśli chcę opowiedzieć o emocjach, to muszę zabrać się do kręcenia na serio. Dlatego się zabrałam i ze spektaklu zrobiłam mój pierwszy film – dodaje reżyserka. Na Wydział Radia i Telewizji w Katowicach zdawała dwukrotnie. Po pierwszym oblanym egzaminie reżyser Marcin Wrona namówił ją, żeby została na wydziale jako wolny słuchacz. Zdecydowała się, a rok później nie dość, że zdała bez problemu, to jeszcze dostała propozycję asystentury przy filmie „Chrzest” Wrony. Współpraca okazała się punktem zwrotnym w karierze Darii, bo to Marcin pokazał jej, jak się robi kino gatunkowe. – W Polsce z kinem gatunkowym nie jest najlepiej. Za mało jest mistrzów, jak Skolimowski, którzy pokazują zupełnie wymyślone światy. Marcin był reżyserem, który to potrafił – opowiada Daria i dodaje, że choć ukończenie „Hycla” zawdzięcza głównie Maciejowi Sobieszczańskiemu, który ją „dociskał”, to i Wrona maczał w tym sukcesie palce. – Czytał pierwsze wersje scenariusza i komentował – mówi. Scenariusz „Hycla” oparty na noweli Jagody Janowskiej, która jest także jego współautorką, rodził się przez dwa lata. W tym czasie Daria zdążyła wywrócić go do góry nogami i posklejać na nowo pod okiem nauczycieli ze szkoły Wajdy, gdzie kontynuowała swoją edukację. – Przy tym projekcie nauczyłam się wszystkiego – od pisania po pozyskiwanie funduszy. W szkole poprzestaje się zwykle na pierwszej, a czasem drugiej wersji scenariusza, a filmy realizuje się z minimalnym budżetem, co w efekcie oznacza zaciąganie długów. Miałam tego dość – mówi Daria, która po trzech latach zdecydowała się opuścić szkołę. Również z tych powodów.

Za dobre kino

Producenta znalazła sama i choć nie może powiedzieć, jaki był budżet jej 32-minutowego filmu, to oglądając go, nie ma się wątpliwości, że powstał w profesjonalnych warunkach. – Usłyszałam nawet zarzut, że mój film jest za dobrze zrobiony – śmieje się Daria, która z polskim światkiem filmowym ma trochę na pieńku. Może dlatego, że otwarcie mówi, że nie chce robić festiwalowych filmów dla kolegów, tylko rzeczy, na które chodzi się do kina. „Hycel” to rodzaj jej wizytówki, bo w planach ma zrobienie z niego pełnego metrażu. – Kiedy pierwszy raz spotkałam się z moim producentem, powiedziałam mu, dokąd chcę dojść. Byłam pewna, że go przekonałam – wspomina. Doszła faktycznie tam, gdzie chciała, a nawet dalej. Nagroda w Gdyni i szansa na miejsce w grupie filmów, które mogą ubiegać się o nominację do Oscara, to marzenie wielu. Nie obeszło się jednak bez trudnych momentów. – Po czterech latach ciężkiej pracy, wielokrotnego odrzucania projektu i zmian film ruszył na tourn e po festiwalach. I nie stało się nic, przeszedł bez echa. – Chciałam się pakować i zakładać gdzieś w ciepłych krajach hipisowską komunę z moją przyjaciółką. Ale wtedy dostałam nagrodę w Stanach i znowu poczułam, że mam energię – tłumaczy Daria, która może nie została primabaleriną jak mama, ale na pewno odziedziczyła po niej upór. Bez niego by się nie udało. I mimo że Daria nie lubi mówić o trudnościach, to nie byłoby „Hycla”, gdyby nie wszystkie przeszkody pokonane po drodze.

FILM: HYCEL / THE DOGCATCHER from Piotr Mendelowski PSM on Vimeo.

 

  • Jagoda Janowska

    jako autorka wspomnianej w tekście noweli, oraz WSPÓŁAUTORKA scenariusza filmu (o czym już nikt nie napisał), po raz kolejny domagam się korekty pisowni własnego nazwiska w tekście powyżej – nazywam się Jagoda JANOWSKA, a nie „Jaworska”. Pisałam w tej sprawie do autorki tekstu – bez odpowiedzi i, jak widzę, bez skutku.

  • Jagoda Janowska

    JANOWSKA!!! Nie Jaworska, nie JanKowska. Redakcjo, serio?? Olgo Święcicka, może za trzecim razem uda Ci się poprawnie zapisać moje nazwisko? Czekam z uprzejmym zainteresowaniem.