Popiół z Kryptona

W ubiegłym roku Superman obchodził 80. urodziny, w tym doczekał się tysięcznego numeru o swoich przygodach. Wydawca zdecydował się uczcić to, zapraszając do pracy nad jubileuszowym numerem cenionych twórców, a sam komiks jest dużo grubszy niż zwykle. Nazwiska na okładce naprawdę robią wrażenie, liczyłem też, że taka okazja zostanie wykorzystana i do hołdu, i do próby nie tyle redefinicji, ale jednak chociaż alternatywnej perspektywy. W tej swoistej antologii znalazły się bardzo różnorodne krótkie komiksy, które do pewnego stopnia można traktować jako podsumowania ośmiu dekad Kryptończyka na Ziemi. Ze względu na skrótowość fabuł raczej jest to zbiór dla fanów obeznanych z biografią Supermana. Nie ma w tym nic złego. „Action Comics” #1000 spełnia swoje zadanie, choć jest bardzo zachowawczy i kompletnie bez pazura.

Te historyjki pokazują dobitnie, że czytelnik nie trafił na osiemnastkę, tylko na potańcówkę w domu starców. Ani wydawca, ani uznani twórcy nie zdecydowali się lub nie potrafili zrobić czegoś, co miałoby w sobie jednocześnie powiew świeżości i pokazywało potencjał postaci. Zamiast tego jest mielenie znanych wątków i przywoływanie dawnych wrogów. Nawet aspekt społeczno-rodzinny fabuł o Supermanie, który można ciągle traktować jako pewne novum, został zaprezentowany bardzo sztampowo. Oczywiście kilka komiksów jest ciekawych treściowo, graficznie lub formalnie (jak „Wewnętrzny wróg”, „Wóz” czy „Pięć minut”), ale żadna nich nie porywa i nie zapada specjalnie w pamięci. Czytając tysięczny numer Supermana, cały czas czułem zapach popiołu. Tym intensywniejszy, im miałem wrażenie, że wypalił się nie tylko potencjał postaci, ale także wielcy twórcy. Może trzeba było pozwolić uczcić Kryptończyka młodym lub niezależnym twórcom? Marudzę, ale muszę przyznać, że jak na trykociarki komiks nie jest źle.

Tekst: Łukasz Chmielewski
Action Comics #1000
antologia
Egmont 2019