Polskie Debiuty 2014 Studio Munka

Krótki metraż to trudna forma. Trzeba opowieść skondensować, nie trwonić minut na zbędne wątki, a jednocześnie tak rozłożyć akcenty, by nie pozostawić wrażenia szkicowości. Mieć o czym opowiedzieć – to też się przydaje, gdy myśli się o reżyserce. Wydany po raz ósmy boks „Polskie Debiuty” to dobra okazja, by przejrzeć się temu, o czym myślą młodzi twórcy, jakie kino i estetyka ich interesuje, a także dowiedzieć się, kto prawdopodobnie będzie nadawał ton w najbliższych latach. 14 filmów krótkometrażowych, które powstały dzięki programom „30 Minut” i „Pierwszy Dokument”, to panorama możliwości, ale i bolączek polskich reżyserów. W tym roku niemal wszyscy kurczowo trzymają się tematyki blokowisk – tych współczesnych, stojących pod znakiem dresiarstwa, i PRL-owskich, obleczonych w nostalgię za dzieciństwem; bogatych na modłę TVN-owskich seriali lub biednych zdartą meblościanką i linoleum w przedpokoju. W tych przyciasnych metrażach rozgrywają się małe wielkie dramy, w których role rozdano według znajomego klucza – jak Chyra, to tatuś pijus i niechluj, jak Ostaszewska, to wariatka z nieobecnym spojrzeniem. Traumy przeszłości, przyszłość bez perspektyw – ten odcinek już oglądaliśmy. Co na tle tej chałupniczej estetyki się wyróżnia? Wystylizowany, nasycony barwami i świadomy absurdalnej konwencji „Mały palec” Tomasza Cichonia – o sprawiedliwości, którą grupce dresiarzy wymierza właściciel wietnamskiego baru. W podobnym przybytku spotykają się bracia z „Psubrata” Marii Zbąskiej – wnikliwej, niestroniącej od gorzkiego humoru opowieści rodzinnej, której dużym atutem są pomysłowe zdjęcia. Również rodzinne „Na dystans” ma fajnie poprowadzony wątek z inwalidą-symulantem, oldschoolowy sznyt oraz niepotrzebną współczesną klamrę. Z kolei z ogranego motywu zablokowanej windy sporo wyciągnął Maciej Marczewski w „Grach”. Zupełnie nie udała się za to próba małżeńskiej satyry („Naturalni”), a nadzieje na swojski horror („Dom na końcu drogi”) zostają pogrzebane, gdy się okazuje, że mamy do czynienia z toporną psychodramą (panowie, od śmierci Kieślowskiego minęło 20 lat!). Jedno jest pewne – operatorów kamery nadal mamy kapitalnych. Natomiast na tytuły na miarę zeszłorocznego „Mazurka” czy „Jak głęboki jest ocean?” musimy jeszcze poczekać. [Mariusz Mikliński]

DVD

3A!

Dodaj komentarz