Piłką w ryj!

#Szamo
Krzysztof Stanowski
Wydawnictwo Buchmann
A!A!A!A!A!

Dziesięć lat temu mój znajomy, zjeżdżając schodami ruchomymi w jakimś dużym centrum handlowym, zobaczył jadącego w drugą stronę Grzegorza Szamotulskiego. Bez zastanowienia zaczął do niego machać i krzyczeć: „SZAMO! SZAMO!”. #Szamotulski spojrzał na niego i odkrzyknął: „Dla ciebie, kurwa, #PanSzamo”. Można by to uznać za niezbyt miłe, ale pan #Szamo po prostu taki jest, a potwierdzenie znajdziecie w książce, którą „napisał” wraz z Krzysztofem Stanowskim.

„Auto”biografia Szamotulskiego to zbiór kilkudziesięciu historii i anegdot, w których przekleństwa ścielą się gęsto, po Smudzie jedzie się ostro, #Kubicki wychodzi na chama, a #AdamLedwoń okazuje się postacią żywcem niemalże wziętą z filmów Guya Ritchiego. „Szamo” to lektura lekka, lektura, która wywołuje nagłe wybuchy śmiechu, za które jest ci potem głupio przed współpasażerami w autobusie. Choć trzeba też przyznać, że historie, które opowiada #Szamo, są również dołujące.

#Szamotulski jest tym typem człowieka, który nie żałuje niczego z przeszłości. Dla mnie osobiście duża część tych historii ma o wiele większy ciężar gatunkowy niż może się na pierwszy rzut oka wydawać. Łatwość, z jaką #Szamotulski opowiada o pieniądzach w piłce, szokuje (zwłaszcza historie o korupcyjnym życiu Wójcika), a lekkość pisania o tym, jak stracił szansę grania w takich klubach jak Inter (sic!!!) czy Glasgow Rangers dołuje. „Szamo” to książka przezabawna, pozycja obowiązkowa dla każdego fana sportu w ogóle, nie tylko futbolu. Równocześnie jest to zapis kariery nie w pełni udanej. Jeszcze nigdy nie było mi tak przykro się śmiać.