Pieśń słonia – Xavier Dolan znów zabija matkę

Xavier Dolan and Bruce Greenwood in a scene from Charles Binamé's film Elephant Song. Credit: S¾©bastien Raymond/Seville.

Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/valkea/domains/aktivist.pl/public_html/wp-content/themes/aktivist/inc/single-rating.php on line 30

Ten irytujący uśmiech Xaviera Dolana. Według mnie zawsze bardziej pasował do ról psychopatycznych morderców niż neurotyków zmagających się z uczuciowymi rozterkami.

Do tego samego wniosku musiał dojść reżyser Charles Binamé. W filmie Kanadyjczyka cudowne dziecko kina, twórca obsypanych nagrodami „Mamy” i „Wyśnionych miłości”, wciela się w postać niestabilnego psychicznie Michaela. Chłopak jeszcze w dzieciństwie trafił na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego. Bystry i znudzony życiem w izolacji, uprzyjemnia sobie czas manipulowaniem personelu. Tuż przed Bożym Narodzeniem nadarza się kolejna okazja do zabawy – w tajemniczych okolicznościach znika psychiatra prowadzący jego terapię. Michael widział się z nim ostatni. By skupić na sobie uwagę, sugeruje, że wie, co się z nim stało. Do gry wkracza wówczas doktor Green, dyrektor placówki, któremu zależy na nadszarpniętej reputacji szpitala.

Jeśli po „Pieśni słonia” ktoś spodziewa się emocjonalnej huśtawki na miarę „Mamy”, może po seansie być nieco rozczarowany. Binamé to reżyser powściągliwy i przynajmniej jeśli chodzi o psychologię postaci – mniej wnikliwy. Bardziej niż na zgłębianiu emocjonalnych zawiłości skupia się na wprowadzaniu do fabuły wolt – ujawnianiu w odpowiednim momencie skrywanych faktów i demaskowaniu kłamstw. To też sztuka – choć akcję filmu ograniczył właściwie do jednego pomieszczenia, to przez prawie dwie godziny udaje mu się przykuć uwagę widza. Nie powiodłoby się to bez właściwych aktorów.

Dolan szarżuje. Kokietuje, lawiruje między agresją a poufałością, szczerzy się i eksponuje białe ząbki. Jest irytujący – i świetnie sprawdza się jako pacjent, który odwraca role i terapeutyzuje swoich lekarzy na kozetce. Umiejętnie podważa władzę białego kitla, wyczuwając słabe strony swoich rozmówców. W konwencjonalnym hollywoodzkim filmie robiłby to dlatego, że byłby zły lub głęboko zraniony, u Binamégo dużo znaczenie ma natomiast czysta przyjemność gry w kotka i myszkę. Trzeba przyznać, że postać Michaela intrygowałaby mniej, gdyby rolę powierzono innemu aktorowi. Dolan puszcza bowiem oko do świadomego widza, nawiązując do swoich własnych filmów i poruszanych w nich tematów. W końcu w „Pieśni słonia”, tak jak chociażby w debiucie Kanadyjczyka, na pierwszy plan również wysuwa się kwestia neurotycznych relacji z matką i jej pożądanej, zmyślonej lub faktycznej śmierci. Xavierowi kroku dotrzymują bardziej doświadczeni i stonowani Bruce Greenwood jako dyrektor i dawno niewidziana na ekranie Catherine Keener w roli nieszczęśliwej pielęgniarki.

Oparta na sztuce teatralnej „Pieśń słonia” to stylowe, sprawnie zrealizowane kino gatunkowe, któremu udaje się ominąć większość klisz filmów szpitalnych. To także zabawna przestroga dla wszystkich terapeutów. Nie znają dnia ni godziny, gdy używane przez nich sztuczki obrócą się przeciwko nim.

„Pieśń słonia”
(„Elephant Song”)
reż. Charles Binamé
obsada: Xavier Dolan, Bruce Greenwood, Carrie-Anne Moss, Catherine Keener
Kanada 2014, 100 min
Tongariro Realising, 4 września

Zobacz także:

Love – reż. Gaspar Noé

Jak mało w kinie potrzeba, by wywołać oburzenie i wzbudzić kontrowersje. W 2015 roku wystarczy pokazać w 3D niesymulowane sceny seksu, penisa w wzwodzie i ejakulację wprost w publiczność, by zostać uznanym za prowokatora i hochsztaplera. Czytaj więcej>>

The Maccabees – Marks to Prove It

Ten londyński kwintet zawsze był raczej obietnicą niż jej spełnieniem. Grają od dziesięciu lat, ich oficjalny debiut pojawił się na rynku, gdy nowa rockowa rewolucja właśnie wydawała agonalne tchnienie, co wtedy budziło obawy o sens istnienia kolejnej gitarowej kapeli. Czytaj więcej>>

Jesień z serialami. Nowe amerykańskie produkcje, które warto mieć na oku

Wśród zapowiedzi amerykańskich stacji telewizyjnych jest kilkadziesiąt premierowych tytułów. Wiele z nich zniknie po pierwszym sezonie, sporo jest też typowych formatów o dzielnych policjantach, lekarzach i innych przedstawicielach służb, dzięki którym cała Ameryka może rano spokojnie zjeść płatki. Czytaj więcej>>

Dodaj komentarz