Pete Rock – PeteStrumentals 2


Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/valkea/domains/aktivist.pl/public_html/wp-content/themes/aktivist/inc/single-rating.php on line 30

Grubo ponad dekadę temu, kiedy byłem jeszcze nastolatkiem, ilekroć zdarzył mi się przypływ gotówki, wydawałem ją na winylowe single z rapem. Nie po to jednak, żeby skreczować, nagrywać mixtape’y i cieszyć się szacunkiem ziomków oraz umizgami dziewcząt, bo jestem wielki pan DJ, ale po to, żeby słuchać podkładów.

Instrumentalny hip-hop zyskiwał dopiero autonomię, a o scenie bitowej nikt jeszcze nawet nie śnił, więc tym kilku zboczeńcom, którzy z samplem, perkusją i basem chcieli poobcować sam na sam, zostawały właściwie tylko dwunastocalowe płyty z jednym numerem lub dwoma. Podczas gdy większość podążała za wersami MCs i pukała się w czoło na samą myśl o słuchaniu monotonnych – bądź co bądź – „bezgłośnych” wersji, ja znajdowałem spokój i radość w dobrze przyciętej pętli, do której ktoś dołożył mocne bębny. I tak to sobie leciało bez większych zmian przez trzy, cztery, pięć minut…

Pete Rock miał w tym względzie szczególne zasługi. Każdy z kilku singli, które wyprodukował i które miałem na stanie, do dziś trzeszczy jakby nie na półce był trzymany, ale w piwnicy domu… zniszczonego przez trzęsienie ziemi. Peter Phillips – jak naprawdę nazywa się nowojorska legenda bitmaszyny – miał bowiem tę specyficzną przypadłość, że lubił się chwalić samplami. Nawet w ostatnie kilka taktów numeru potrafił wpleść nowy motyw wyciągnięty z jakiegoś starego jazzowego czy soulowego szlagieru. Poza tym odrobił też lekcje z jamajskiej basologii i wiedział, jaka siła drzemie w stopach i werblach nietkniętych kwantyzacją. Dlatego pewnie J Dilla patrzył na niego z podziwem, raperzy ustawiali się do niego w kolejce, a dziś… pamiętają o nim tylko ci, dla których cykl Rap History Warsaw jest raczej powtórką z rozrywki niż kopalnią odkryć. Pete Rock zawsze bowiem cenił sobie surowość – sam na sam z MPC czuł się najlepiej, a nowe trendy miał w głębokim poważaniu. Czas upływał mu na grzebaniu w płytach, a nie kłanianiu się kolejnym pokoleniom słuchaczy; nie w eurodance’owych hitach z satelity, ale w nagranych dekady temu frazach i groove’ach szukał recepty na perfekcyjny bit.

Teledysk promujący jego najnowsze wydawnictwo – trzeci w jego karierze i pierwszy od 11 lat album instrumentalny – obrazuje to podejście lepiej niż kolejne zdania tekstu. Dwa głośniki, krzesło, stół i bitmaszyna, na której Piotrek Skała – jak z czułością zwykli go nazywać polscy fani – w skupieniu wybija kolejne takty numeru „Cosmic Slope”. Tak właśnie powstała zapewne druga część „PeteStrumentals”. Zgrabnie, acz nie zawsze delikatnie pocięte dęciaki i klawisze kleją się do równie szorstkich co rozkołysanych bębnów, wokalne sample raz po raz dopowiadają pojedyncze słowa do historii snutej przez bas i perkusje, a ja znów czuję się jak w 1996 roku, kiedy wpadł mi w ręce singiel Public Enemy z remiksem Pete’a Rocka. Jakby klub Low End Theory w LA nigdy nie powstał, jakby bity nie zyskały swojego autonomicznego miejsca na muzycznej mapie świata, jakbym na powrót obcował z czymś, co jest poniekąd niepełne, a jednak często dużo bardziej intrygujące niż produkt „finalny”.

Pete Rock
„PeteStrumentals 2”
Mello Music Group

Zobacz także:

The Maccabees – Marks to Prove It

Ten londyński kwintet zawsze był raczej obietnicą niż jej spełnieniem. Grają od dziesięciu lat, ich oficjalny debiut pojawił się na rynku, gdy nowa rockowa rewolucja właśnie wydawała agonalne tchnienie, co wtedy budziło obawy o sens istnienia kolejnej gitarowej kapeli. Czytaj więcej>>

Hemlock Ernst & Madlib – Trouble Knows Me

Co to za pomysł, żeby gość, który na co dzień mruczy w synthopopowej kapelce, nawijał na bitach Madliba? – pomyślałem na wieść o EP-ce „Trouble Knows Me”… Czytaj więcej>>

Jesień z serialami. Nowe amerykańskie produkcje, które warto mieć na oku

Wśród zapowiedzi amerykańskich stacji telewizyjnych jest kilkadziesiąt premierowych tytułów. Wiele z nich zniknie po pierwszym sezonie, sporo jest też typowych formatów o dzielnych policjantach, lekarzach i innych przedstawicielach służb, dzięki którym cała Ameryka może rano spokojnie zjeść płatki. Czytaj więcej>>

Dodaj komentarz