Pardon, To Tu, czyli gdzie? Co dalej z najpopularniejszym klubem jazzowym w Warszawie

fot. Petra Cvelbar

Przyszła jesień, a wraz z nią szaruga nie tylko za oknem, ale i na stołecznej scenie jazzowej awangardy. Kiedyś, za czasów nieodżałowanego Powiększenia i starej dobrej Kulturalnej, na myśl o zakończeniu lata promieniałam z radości, bo wiedziałam, że sezon koncertowy zaczyna się w najlepsze. A gdy otworzyło się jeszcze Pardon, to tu, potrafiłam kilka wieczorów w tygodniu spędzać w klubach, słuchając występów prawdziwych tuzów avant jazzu. Rob Mazurek? Proszę bardzo. Matana Roberts? Jak najbardziej. Colin Stetson. Oczywiście. A to tylko krople w morzu gwiazd, które niegdyś regularnie odwiedzały Warszawę. Coś zaczęło się chrzanić wraz z zamknięciem Powiększenia i ta luka pozostaje dla mnie do dziś niezapełniona.

Kulturalna zmieniła nieco muzyczne klimaty, a Pardon, to tu trzymało się dzielnie, ale koniec końców musiało się wynieść ze swojej siedziby przy Placu Grzybowskim (a w jej miejscu już wyrósł nowy biurowiec). Odnalezienie nowej lokalizacji dla klubu o takim profilu okazało się zadaniem niemal niewykonalnym. Na szczęście z odsieczą przybył Nowy Teatr, który na okres letnich miesięcy użyczył PTT przestrzeni swojej świetlicy i nagle to lato zaczęło się kojarzyć z wysypem świetnych offowo-jazzowych koncertów. W ciągu zaledwie kilku tygodni w tym roku tymczasowe lokum klubu prowadzonego przez Daniela Radtke i Magdalenę Dudek odwiedzili m.in. wspomniany już Rob Mazurek, Mats Gustafsson, Ken Vandermark, Paal Nilssen-Love, Marcin Masecki, Raphael Rogiński oraz zespoły Alameda 5 i Księżyc. Cóż to było za lato!

A teraz, z końcem miesiąca, to wspaniałe miejsce znowu przestanie działać. Ile przyjdzie nam czekać na kolejne otwarcie? Dobrze poinformowane źródła zdradziły mi, że „intensywnie pracują” nad znalezieniem czegoś na stałe. Trzymam kciuki! Pewne jest to, że gdziekolwiek Radtke i Dudek osiądą, fani dobrej muzyki podążą za nimi.

Tekst: Anna Chojnacka

Dodaj komentarz