Pan Daijing „Lack”, czyli czysta, grzeszna przyjemność

Drugie tegoroczne wydawnictwo Pan Daijing to intensywny przelot. Pochodząca z Chin, a zamieszkała w Berlinie artystka zaprasza słuchacza w przerażającą otchłań wypełnioną erotyką i uwodzicielstwem. Daijing z gracją godną akrobaty przeskakuje pomiędzy stylistykami i – co najważniejsze – wychodzi z tej ekwilibrystyki obronną ręką.

„Lack” podszyty jest orientalną nutą i odpowiednią dawką kuszącego, lekko masochistycznego piękna. Słychać na nim echa różnorodnych gatunków: w rytm surowej elektroniki czerpiącej ze skandynawskiego black metalu (kłania się również Celtic Frost ze swoim opus magnum „Monotheist”) pojawiają się strach i gęsia skórka, a w „Act of the Empress” opętańczy taniec techno.

Pozornie szorstki materiał zaskakuje szerokim spektrum melodyjnych ornamentów, wyróżniających się wśród noise’owego brutalizmu. Pan Daijing rozwija swoje muzyczne uniwersum w bardzo świadomy sposób. Jej debiutancki album jest ciekawszy niż styczniowa EP-ka A „Satin Sight” i wydaje się jedynie wstępem do czegoś naprawdę imponującego. Industrialne biczowanie potrafi zaboleć, ale to przecież czysta, grzeszna przyjemność.

Wytwórnia dorzuca kolejną perełkę do swojej kolekcji – w tym roku wydali już świetnego Chino Amobi czy składankę „Mono No Aware”, a w poprzednich latach takich artystów jak HELM, Valerio Tricoli, Yves Tumor czy Steven Warwick. Tym samym PAN wyrasta na lidera eksperymentalnych labeli.