Pakt z diabłem – jak Depp trzęsie Bostonem

Gdyby filmy gangsterskie podzielić na kolory, „Pakt z diabłem” można byłoby określić jako smolisty. Kolor ma tu zresztą duże znaczenie. Reżyser przypatruje się ciemnej stronie ludzkiej natury, pogoda w Bostonie, gdzie rozgrywa się akcja, jest zawsze pod psem, dnie wyglądają tu jak noce, a jedyną żywą barwą, która powraca na ekran, jest czerwień krwi.

Scott Cooper sięgnął po prawdziwą historię Jamesa „Whiteya” Bulgera, mafiosa, który w latach 70. i 80. XX wieku trząsł ulicami Bostonu, by później trafić na listę najbardziej poszukiwanych przestępców w Stanach Zjednoczonych. Reżyserowi nie posłużyła ona jednak do wiwisekcji przeszłości, dociekań nad przebiegłością gangstera, zbadania mechanizmów, które tak długo pozwoliły mu uprawiać przestępczy proceder, ani do zadania pytania o to, czy jego historia mogłaby się dziś powtórzyć. Cooper woli przeszłość mitologizować. Historię swojego bohatera przedstawia więc po łebkach. Jego współpracę z FBI i skomplikowaną relację z bratem senatorem pokazuje bez tłumaczenia jej fundamentów ani konsekwencji. W rezultacie widz zastanawia się, jak to możliwe, że nikt z otoczenia uwikłanych w protekcję mafiosa gliniarzy niczego się nie domyślił.

Mimo że reżyser największą wagę przykłada do realizmu, ponosi na tym polu porażkę. Bronią się jedynie wspaniała scenografia i krajobrazy, które sprawiają wrażenie, jakby ekipa naprawdę odbyła podróż w czasie do drugiej połowy XX wieku. Ale w tym pięknie odtworzonym uniwersum nie ma miejsca na psychologiczną prawdę.

Przyjemność z projekcji można więc czerpać jedynie wtedy, gdy odpuścimy sobie zadawanie pytań, uwierzymy, że tak to po prostu było. Amatorzy klasycznego kina gangsterskiego nie powinni mieć z tym problemów.

Pod tym kątem „Pakt z diabłem” jest satysfakcjonujący. Idzie pod prąd obowiązujących dziś w tym gatunku tendencji. Tradycyjna narracja rozpoczyna się od wzlotu, a kończy się na upadku Bulgera. Z bohaterem można nawet sympatyzować. Ma charyzmę i gadane, ale wcielającego się weń Johnny’ego Deppa raczej z tej roli nie zapamiętamy. Aktor, który przyzwyczaił nas do wykorzystywania swojej ekspresji, tym razem gra oszczędnie. Niestety scenariusz nie pozwala Deppowi bohatera pogłębić. W efekcie po wyjściu z kina więcej jesteśmy w stanie powiedzieć o jego karykaturalnej charakteryzacji niż postaci, w którą się wcielił.

„Pakt z diabłem”
(„Black Mass”)
reż. Scott Cooper
obsada: Johnny Depp, Joel Edgerton, Benedict Cumberbatch, Kevin Bacon
USA 2015, 122 min
Warner Bros., 16 października

Dodaj komentarz