Oto 5 artystów, dla których warto wybrać się na festiwal Wschód Kultury – Inne Brzmienia

Kolejny raz w samym centrum Lublina posłuchać będzie można światowej sławy gwiazd, a także nowych muzycznych odkryć, znanych do tej pory tylko wtajemniczonym. Wszystko w ramach festiwalu Wschód Kultury – Inne Brzmienia, który odbędzie się pomiędzy 28 czerwca i 1 lipca. Nietrudno domyślić się, że wśród bogatego tegorocznego line-upu jest kilku takich artystów, których po prostu nie sposób odpuścić. Takich, dla których warto przyjechać na Inne Brzmienia z drugiego końca Polski i po prostu rzucić wszystko. Specjalnie dla was typujemy naszą specjalną muzyczną 5-tkę. 


George Clinton & Parliament Funkadelic (29 czerwca)

Bez wątpienia to on i jego zespół są główną gwiazdą lubelskiej imprezy. Trudno się dziwić – podczas swojej trwającej kilkadziesiąt lat kariery amerykański multiinstrumentalista nie tylko wydawał genialny album za genialnym albumem, które na zmianę pokrywały się złotem i platyną, czy ponad 20 lat temu, wraz ze swoim kolektywem Parliament-Funkadelic trafił do słynnego Rock and Roll Hall of Fame. Przede wszystkim był jednym z tych artystów, którzy przedstawili światu muzykę funk. Oczywiście – swoje zasługi w tej muzycznej edukacji mają też James Brown czy Sly Stone, ale to właśnie George Clinton uważany jest za największego innowatora tego gatunku oraz twórcę tzw. P-Funku, który z łatwością mieszał go z takimi gatunkami, jak na przykład acid jazz, soul, r’n’b czy blues.

Cokolwiek Clinton nie zagra, jego styl rozpoznawalny jest na kilometr, a lista osób, która – nie bójmy się tego powiedzieć – miała zaszczyt z nim współpracować, ciągnie się w nieskończoność. I nie tylko są to osoby ze świata jazzu czy funku, instrumentaliści i wokaliści najwyższej próby. To także kultowe zespoły, które produkował i u których gościnnie się pojawiał, (Red Hot Chili Peppers i Primal Scream tylko otwierają tę listę) oraz hip-hopowcy – Tupac Shakur, Wu-Tang Clan, Snoop Dog czy Kendrick Lamar. Takiego muzycznego CV nie ma w zasadzie nikt. Do polski George Clinton przyjedzie ze swoją ponad dwudziestoosobową orkiestrą. Umówmy się – odpuszczenie takiej energetycznej bomby byłoby po prostu grzechem.

Saul Williams (1 lipca)

Moc i charyzma, które biją od Saula Williamsa to trudna do zdefiniowania sprawa. To po prostu się czuje, gdzieś głęboko w ciele, gdzie nie wiadomo, czy wciąż mamy do czynienia z sercem czy duszą. W miejscu, gdzie rodzą się ciarki. Tym bardziej, że nowojorczyk uderza wielokanałowo, drażniąc wizualnie i dźwiękowo. Jego kariera to zresztą trochę historia jak z filmu – i to takiego, który powstał. W 1998 roku Williams zagrał bowiem główną rolę w świetnie przyjętym filmie „Slam”. Był już wtedy legendą poetyckich slamów i tak jak jego filmowy Ray zapragnął wejść w świat hip-hopu. To, że mu się to udało, to za mało powiedziane Już jego pierwszy album, głośny „Amethyst Rock Star” z 2001 roku narobił w środowisku sporo zamieszania. Tym bardziej, że produkował go człowiek-legenda, Rick Rubin. Z Saulem Williamsem współpracować przez lata chcieli wszyscy – Nine Inch Nails, Marsa Volta, The Fugees, Erykah Badu czy lider ruchu bitników Allen Ginsberg. W Lublinie wystąpi solo, ale nie ma co narzekać. Dzięki temu ten jeden z najważniejszych głosów współczesnej Ameryki wybrzmi najlepiej jak tylko można. Wystarczy dobrze się wsłuchać. 

Atari Teenage Riot (30 czerwca)

Mocny głos na lubelskim festiwalu. Zarówno muzycznie, bo to w końcu zespół, uchodzący za pionierów nurtu digital hardcore, a także jeśli chodzi o przekaz. Założyciel ATR, Alec Empire, nigdy nie ukrywał, że w twórczości chodzi mu o punk. Powstanie kapeli na początku lat 90. w Berlinie, tuż po upadku muru, było haustem świeżego powietrza na tamtejszej alternatywnej scenie oraz ciosem między oczy, wymierzonym w środowiska nazistowskie. Anarchiści z Atari Teenage Riot wypowiadali się zarówno na scenie, łącząc gitarowy punk i hardcore z ciężką elektroniką oraz momentami z breakbeatem i hip-hopem, jak i poza nią. To zresztą zespół nie do zdarcia, który przetrwał wielką wewnętrzną tragedię, a także kolejne solowe kariery poszczególnych członków. Taki, który nieustannie poszukuje nowego muzycznego języka i ma coś ważnego do powiedzenia. Co to będzie tym razem? Dowiemy się już wkrótce ze sceny Innych Brzmień. 

 

Lech Janerka (29 czerwca)

Ikona, instytucja, fundament polskiej muzyki alternatywnej. Każdy, kto choć trochę zna się na muzyce, wymieni to nazwisko w swoim TOP 10 najbardziej wpływowych krajowych artystów. Obojętnie czy działał jako Klaus Mittfoch, czy solowo, Lech Janerka  nigdy nie bał się wyrażać siebie i nigdy nie poszedł na kompromisy. Nawet, kiedy osiągnął wielki i zasłużony komercyjny sukces, zrobił to po swojemu, używając oryginalnych środków. Dobra rada – w twórczość Lecha Janerki trzeba zanurzyć się po same uszy, wsłuchać się w każdy dźwięk i każde słowo na jego albumach. „Historia podwodna” czy „Fiu Fiu” to w końcu pełnoprawne dzieła sztuki, które zasługują na pełne skupienie.  Na koncercie na Innych Brzmieniach polecamy stanąć w pierwszym rzędzie, zabrać młodszych i starszych i po prostu chłonąć ten niezwykły przekaz. Mówimy to bez cienia wątpliwości – Lech Janerka to prawdziwy skarb polskiej kultury.  

Wczasy (1 lipca)

Raz na jakiś czas na polskiej scenie trafia się prawdziwa perła. Łatwo odróżnić ją od kolejnych kopii zagranicznych zespołów z zeszłego sezonu czy sztucznie kreowanych przez wytwórnie festiwalowych pewniaków. Wczasy to idealna mikstura – oryginalny i szczery duet, wywołujący uśmiech, ciarki podniecenia i przede wszystkim rodzący pytanie: jak taka prostota, może działać tak idealnie? Daleko im do doskonałości, ale właśnie w tym drzemie ich alternatywna siła. Nie boją się mieszać w swoim projekcie elektroniki, disco, synth popu czy nu romantic, nie wstydzą się otwierać przed publicznością i puszczać muzyczne oko oraz odlatywać w surrealizm. Muzyka Wczasów chwyta po prostu za serce. Poza tym, na Innych Brzmieniach wystąpią na samym końcu, zamykając imprezę. Będzie to trochę symboliczne – cały festiwal obfituje w końcu w liczne odniesienia do klimatów lat 80. i 90., a Wczasy są idealnym przedstawicielem tego nurtu, a trochę oczywiste. Koncert tego duetu to gwarant dobrej zabawy, po którym w głowach festiwalowiczów może zrodzić się tylko jedna myśl: muszę być tu za rok. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *