Oko – Tego już nie odzobaczysz #8 czyli Nowy Teatr dla Aktivista

Są oswojeni. Już tu są. Nie trzeba ich wprowadzać, zapraszać ani umawiać. Wiedzą, jak się poruszać, potrafią zniknąć. Ale też być tym najważniejszym okiem, odniesieniem.

Fotografowie w teatrze. Trwają spory, czym jest i czym być powinna fotografia teatralna. Wierną dokumentacją, mapą pamięci, polem interpretacji? Klasyk polskiej fotografii, Wojciech Plewiński, twórca nowego rozdziału w historii fotografii teatralnej, nie mógł usiedzieć w wyznaczonym mu rzędzie za stolikiem reżysera, potrafił wedrzeć się nieraz na samą scenę. Żądał podniesienia mocy światła specjalnie do zdjęć, wdrapywał się na drabinę, szukał perspektywy, która nigdy nie miała być udziałem widzów. A jednocześnie jego fotografie nie sprzeniewierzały się dziełu. Naruszał, by rozszerzyć pole, wytyczyć nowe drogi dla fotografii w teatrze. Już dzisiaj nikt nie ma wątpliwości, że fotograf to artysta. Dziedzina dawno się wyemancypowała, jednak teatr wciąż pozostaje polem starcia artystów, wizji i dominacji. Kwestia uznania ma swój wymiar także na polu prawa. Słynne są spory, czy prawa autorskie do zdjęć happeningów Josepha Beuysa należą do artysty, czy do fotografa, czy fotografie przedstawiające autoteatr Witkacego, w tym słynny emblematyczny portret „Przerażenie wariata”, są dziełem Stanisława Ignacego czy Józefa Głogowskiego, który nacisnął migawkę. Ten ostatni dylemat wyjaśnił dobitnie na drodze prawnej kolekcjoner twórczości Witkacego, inny wielki fotograf teatralny, Stefan Okołowicz, oddając zasłużone autorstwo i prawa fotografowi. Nie ujmując Witkacemu konceptu, reżyserii zdarzenia i dramaturgii miny, nie pozwolił jednak na zredukowanie fotografa do roli realizatora technicznego.

Droga Magdy Hueckel prowadzi przez scenografię. Tak sobie siebie wymyśliła. Jej przewodniczką była Małgorzata Szczęśniak. Przyprowadziła ją i dała prawo do swobody. Dla Tomka Tyndyka teatr jest naturalnym środowiskiem, mija 20 lat od jego debiutu na scenie. Bartosz Warzecha też jest aktorem, pochodzi z teatralnej rodziny. Przewodnikiem Krzysztofa Bielińskiego był Krystian Lupa. Natalia Kabanow była graficzką w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Do jednego z projektów potrzebne jej były zdjęcia na już.

Jest ich więcej, ale nie za dużo. Jeszcze kilkoro. Wśród nich jeden szczególny, znowu swój, a niezupełnie ujawniony. Piotr Polak. Sytuacja „Na Tyndyka”: on tam po prostu już jest. Widzi to, czego inni nie widzą. I nie zobaczyliby, nawet gdyby tam byli. Jego fotografie są inne niż fotografie Tomka, który szuka abstrakcji. Są czułe, ale nie czułostkowe. Ich naturalnym środowiskiem jest Instagram. Jeżeli chcecie zobaczyć teatr i świat od strony, której istnienia nawet nie podejrzewacie, sprawdźcie @lackstone i @nowy_teatr.

Ważną pracę badawczą nad tą formą fotografii wykonuje Instytut Teatralny, organizując Konkurs Fotografii Teatralnej, wystawy laureatów i spotkania, a także wydając albumy, jak choćby ostatnio „Tomek Tyndyk / Teatr”. Fotografie teatralne wydawane w formie monograficznych albumów największych twórców teatru to też zjawisko względnie nowe. Pierwszy był „Warlikowski – teatr” w 2006 r. Poprzednie publikacje traktowały fotografię teatralną jako dodatek, w końcu stała się główną bohaterką. Kolejne albumy poświęcone były Krystianowi Lupie i Grzegorzowi Jarzynie. Stanowią niezwykłe świadectwo twórczości każdego z reżyserów. „Jeden spektakl może być zilustrowany przez kilku fotografów, i widać wtedy różnicę spojrzeń. Tak jest w wypadku Magnetyzmu serca [Jarzyny] – u Weroniki Szmuc jest chropawy i melancholijny, u Jacka Marczewskiego – emocjonalny, u Stefana Okołowicza – efektowny. Wszystko prawda, był i taki, i taki” – pisała Joanna Targoń w Dwutygodniku.

Wielu zastanawia się, jak złamać szyfr, dostać się z aparatem na scenę lub w kulisy. Pokazują portfolia i przekonują, że mogliby inaczej, jeśli nie lepiej. Snują wizje reportaży z backstage’u. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, że to praca w ekstremalnych emocjonalnie warunkach. „Fotografuje się w dużych nerwach, w stresie” – opowiadała Magda Hueckel o swojej pracy. Standardem jest fotografowanie prób generalnych, kiedy spektakl jest jeszcze w różnym stopniu niegotowy. Twórcy są zdenerwowani, wprowadzają zmiany. Trzeba zbudować relacje w taki sposób, żeby szybko stracić status intruza. Niepokój spowodowany pojawieniem się aparatu przekuć w zaufanie do siebie. Aktorzy muszą wiedzieć, że mogą liczyć na dyskrecję fotografa.

Trzeba szukać przejścia. Teatr nie rozdaje kart dostępu. Ze swojej fotogeniczności robi hermetyczną zagadkę dla zaklinaczy. Ma focha jak aktorka na próbie medialnej. Kluczem jest miłość.