OFF Festival 2018. Relacjonujemy festiwal wspólnie z Bolesławem Chromrym

rys. Bolesław Chromry

W tym roku podeszliśmy do sprawy relacji z OFF Festivalu nieco inaczej. Wszystko dzięki pomysłowi Bolesława Chromrego, który rozochocony ostatnim Odsłuchem na łamach Aktivista sam zaproponował, że opisze i dołączy swoje wrażenia z katowickiej imprezy. Opisze, a przede wszystkim narysuje to, co widział i słyszał w Dolinie Trzech Stawów. Nie mogliśmy się nie zgodzić na tę współpracę!


Aktivist: Off Festival to impreza, na której ciężko czuć się źle, nawet kiedy line-up sypie się w trakcie, jak w latach ubiegłych, czy niedługo przed festiwalem występ odwołuje ulubiony artysta (dlaczego Chastity Belt?). To miły muzyczny piknik, który nie ma nic wspólnego z imprezami, które słowo „piknik” mają faktycznie w nazwie.

Bolesław Chromry*: To był mój wielki mały powrót do Doliny Trzech Stawów zwaną w 2018 roku Doliną Charlotty. Na szczęście nic się tu nie zmieniło i czułem się jakbym odwiedził dawno niewidzianą rodzinę. A że nie jestem zbyt rodzinny, to pierwszego dnia czułem się nieswojo.

Bishop Nehru

Aktivist: Jeden z lepszych i bardziej energetycznych koncertów tegorocznego OFF-a. Miło było zobaczyć chłopięcą radość na twarzy tego działającego na rapowej scenie od prawie dekady 21-letniego (!) nowojorczyka, który skakał w tłum, jednocześnie kręcąc Instastory, a potem wciąż niesiony na rękach wrzucał je do sieci. I przy tym wszystkim świetnie sobie radził „na mikrofonie”.

The Como Mamas

Aktivist: Hajp przed tym koncertem był przeogromny i chyba zabił trochę rzeczywistość. A może tak po prostu miało być? Ekstremalnie prosto. Bo Ester, Angela i Della z miasteczka Como wyszły na Scenę Leśną, przedstawiły się i śpiewały przez godzinę o Jezusie. Dla jednych było to „ok”, dla innych „too much”.

The Brian Jonestown Massacre

Chromry: W 2018 roku robię rzeczy, które powinno się zrobić przed śmiercią. W marcu byłem w Neapolu. W kwietniu w kościele. W sierpniu zobaczyłem The Brian Jonestown Massacre na żywo i wciąż żyję. Chętnie opowiem o Aperol Spritzu za 1 euro w Neapolu, tym bardziej o zwyczajach księży, natomiast co do TBJM mam do powiedzenia tylko tyle, że na tym koncercie bardziej ode mnie nudzili się sami muzycy.

Aktivist: Po tym koncercie gwiazda Antona Newcombe trochę zgasła w moim sercu. To był bardzo monotonny show, złożony jakby z jednego, nieskończenie długiego i ciągnącego się utworu. Publiczność hipnotyzował jedynie stający na środku Joel Gion, tamburyniarz-legenda. Jeśli kiedyś będzie was kusiło, żeby iść na koncert BJM, obejrzyjcie sobie lepiej najlepszy dokument muzyczny ever, czyli „Dig!”. A jeśli już widzieliście, obejrzyjcie jeszcze raz.

rys. Bolesław Chromry

Yasuaki Shimizu

Chromry: Scena eksperymentalna jest ekstremalna. Głównie dlatego, że nie da się w niej oddychać ani poruszać. Zwłaszcza, kiedy ma się do czynienia z człowiekiem, któremu Colin Stetson powinien polerować saksofon. I nawet stojąc z boku, ale blisko sceny, czyli tam gdzie dogorywają ludzie wymagający pomocy medycznej albo osoby, które z jakichś powodów nie mogą przestać gadać, słuchałem tego koncertu w absolutnej ciszy i skupieniu. I oni też.

The Mystery Lights

Aktivist: „Nie idź na tych nudziarzy” – rzucili znajomi okupujący piwną strefę, kiedy biegłem spóźniony na występ tej retro-psychodelicznej brooklyńskiej formacji. Nie żałuję jednak ani minuty tego perfekcyjnie gitarowego koncertu. Oprócz oczywiście tych minut, które straciłem, bo się spóźniłem.

M.I.A.

Chromry: Dżentelmenów poznaje się po tym jak kończą, dlatego występ M.I.A. zakończyłem po dwóch piosenkach podążając tuż za panem premierem Jerzym Buzkiem. Zastanawiają mnie dwie rzeczy. Czy Rojkowi przyszło do głowy, że źle wydał pieniądze. I co Buzek robił na backstage’u.

Aktivist: To, co wyszło podczas koncertu z M.I.A. zdecydownie nie było tym, co chciałem oglądać. Diwa przez duże D dawała z siebie niewiele i nic jej się nie podobało. Czy naprawdę odsłuch był za cicho? Czy te butelki były aż takim problemem, żeby nimi ciskać? Czy M.I.A. naprawdę „kiedyś pierwsza nas ostrzegała przed Internetem”? Widać było też, że Gwiazda nie jest zbyt miła dla swoich współpracowników. Jej didżejka i hajpwomenka, która zdecydowanie ratowała ten show, usłyszała od niej w czasie koncertu: „nie stój obok mnie, jesteś za wysoka”. Niby się zaśmiała, ale potem już do końca trzymała dystans minimum 2 metrów. A ludzie i tak mieli to wszystko gdzieś i strzelali z palców na „Paper Planes”.

rys. Bolesław Chromry

Egyptian Lover

Aktivist: Trudno zliczyć ile już w historii OFFa widzieliśmy koncertów, podczas ktorych starsi artyści uzbrojeni w proste instrumenty klaskali, a młodzi ludzie wpadali w ekstazę. Wszystkie łączyło jedno – odbywały się w dusznej atmosferze przepełnionej Sceny Eksperymentalnej. Egyptian Lover też miał to „coś”, ale po 20 minutach takiej zabawy rozbolały nas dłonie.

Sobota

Chromry: W sobotę wróciłem do formy. I do czasów, kiedy na koncertach krzyczałem „więcej czadu!”.

Sorja Morja

Chromry: Nowa piosenka Sorji, w której Szymon Lechowicz śpiewa „oko za oko” jest już takim sztosem, że przynajmniej dla tego utworu warto biegać po ich koncertach. A grają non stop. Wolałbym jednak, żeby przestali jeździć po Polsce i nagrali nową płytę, do której zrobię im okładkę oczywiście.

Aktivist: Sorja Morja, która – jak sama napisała – „na potrzeby OFF Festivalu wchłonęła swój ulubiony zespół”, czyli Enchanted Hunters, zabrzmiała dzięki temu bardzo mocno i dostojnie. Dobra wiadomość dla fanów – wygląda też na to, że Sorja szykuje nową płytę – oprócz swojego standardowego materiału z debiutu i granego często na koncertach coveru Młodego Osy, zagrali też zupełnie nową piosenkę. Czekamy na więcej.

rys. Bolesław Chromry

Derya Yıldırım & Grup Şimşek

Chromry: Przed ich koncertem posiłkowałem się TYM nagraniem. I nim nasiąkłem, bo na scenie ekstremalnej czułem się jak na nadmorskiej promenadzie. Czyli najlepiej.

Aktivist: Gdyby nie brzmienie lutni, którą posługuje się Derya Yıldırım oraz jej opowieści o myśliwych i tradycjach Anatolii, ten zespół mógłby pochodzić dosłownie z każdego kraju. Uniwersalne, piękne i wzruszające.

Moses Sumney

Chromry: Rzadko widzę moją żonę płaczącą ze wzruszenia, a nie na przykład dlatego, że jej coś niemiłego powiedziałem.

Aktivist: Różne powody przywiały ludzi do namiotu, w którym w sobotni wieczór urzędował Moses Sumney. Ale nawet dla tych, którzy schronili się w nim po prostu przed ulewnym deszczem, na pewno kojący głos i brzmienie gitary pieśniarza trafiły do TOP 5 tegorocznej imprezy.

rys. Bolesław Chromry

…And You Will Know Us by the Trail of Dead

Aktivist: Jestem w stanie wyobrazić sobie, że fałsze i niedoskonałości na koncercie teksańskiego zespołu mogły niektórych odstraszyć, a ciągłe rotacje perkusja-wokal mogły irytować, ale dla fanów takich jak ja, wysłuchanie na żywo ich najlepszej chyba płyty „Source Tags & Codes” było, delikatnie mówiąc, dość przyjemnym doświadczeniem.

Bo Ningen

Chromry: Na tym koncercie bawiłem się z Jimem Jarmuschem i Tildą Swinton, która wciąż jest wampirzycą. Było ekstra. A japońskie myszy z Marsa na backstage’u wyprawiały z tymi gitarami większe cuda niż na scenie.

Aktivist: Perfekcja w każdym calu – dźwiękowym i wizualnym. Taniec włosów i misterium gitar. Cały koncert próbowałem namówić znajomych, żeby jednak do mnie dołączyli, próbując uchwycić telefonem grzywy i moshowanie, ale ostatecznie nikt się nie skusił. Niech żałują.

Skalpel Big Band

Aktivist: Przez cały, całkiem przyzwoity w sumie koncert towarzyszyła mi jedna myśl: czy ten big band nie jest czasem zbyt „big”?

Wednesday Campanella

Chromry: Moja koleżanka powiedziała, że ten koncert był kąpielą dla jej zmysłów. I można się śmiać z tych słów, ale nie można się z nimi nie zgodzić. W co drugiej reklamie telewizyjnej lektor mówi o tym, że ogranicza nas wyobraźnia. I to prawda. Nas tak, natomiast Suiyōbi no Campanera w ogóle.

Charlotte Gainsbourg

Chromry: Wydawało mi się, że jestem świadkiem nagrania koncertu dla francuskiej telewizji Arte. I że rzecz dzieję się na początku lat osiemdziesiątych. Charlotte Gainsbourg stała się hologramem swojego ojca. A kiedy zaśpiewała „Charlotte for ever” wszystkie gwiazdy spadły z nieba.

Aktivist: Wymuskany i dopracowany show. Z jednej strony piękny, ale będący też czymś na skrzyżowaniu kampanii jeansów i artystycznego performance’u. No i bardzo instagramowalny!

Niedziela

Chromry: W trzeci dzień festiwalu naszła mnie refleksja, która nachodzi mnie podczas każdego trzeciego dnia festiwalu. Mianowicie – dlaczego festiwal nie może trwać 2 dni?

Aktivist: Próbowałem wejść w ten dzień kilkukrotnie. Najpierw za pomocą No Age, które pokazało, że koncepcja tego typu duetów powoli się wyczerpuje. Później poprzez projekt Bass Astral x Igo, którego zamiary nie do końca pozostają dla mnie jasne i na zmianę „czułem to”, a potem nie mogłem znieść. Ukojenie przynieść miał dopiero Ariel Pink…

Ariel Pink

Aktivist: Cóż to był za zły koncert. Na Ariela spadły podobno wszystkie plagi egipskie, łącznie ze zgonami w rodzinie i odejściem ukochanej dziewczyny. To trochę tłumaczyło, dlaczego był „in a bad bad mood”, ale nie znaczyło, że mógł odwalić taką fuszerkę. Wytrzymałem 20 minut, nie licząc, że się podniesie. Nie podniósł się.

Chromry: Nie wiem, czy Ariel był zmęczony, naćpany czy załamany. I nie chcę wiedzieć. Ariel to Ariel. Czasem w formie, czasem bez formy, czasem w ogóle. W Katowicach było gdzieś między tymi dwoma ostatnimi, co nie zmienia faktu, że na tego człowieka nie da się nie patrzeć. Do zobaczenia, Ariel.

Clap Your Hands Say Yeah

Aktivist: Kiedy przyszedłem na ich namiotowy koncert prosto z nieudanego Ariela Pinka, grali akurat „Satan Said Dance” i publiczność szalała. „To jest energia, to jest to!” – pomyślałem. Niestety później trochę to wszystko siadło, bo „Some Loud Thunder” to płyta dobra, ale chyba nie aż tak, żeby grać ją w całości na festiwalach.

Big Freedia

Chromry: Ten koncert był absolutnie super i elo.

Aktivist: To fascynujące skrzyżowanie Beyoncé i Jaya-Z w jednej osobie, podlane sporą dawką twierkingu i voguingu w wykonaniu niesamowitego tanecznego duo (a czasem trio), dało najlepszy chyba koncert tegorocznego festiwalu. Ten erotyczny mixtape będzie się jeszcze długo kręcił w naszych głowach.

Zola Jesus

Chromry: Wyobraźmy sobie Lanę Del Rey, która zakłada ciuchy z gotyckiej kolekcji H&M i słucha Diamandy Gallas i Dead Can Dance. A potem wkracza na Scenę Leśną i gra za długi koncert.

Grizzly Bear

Aktivist: Urwałem się z tego koncertu po dwóch utworach, by pobudzić się przy irlandzkim techno. Or:la poszła jednak w odstawkę, kiedy uświadomiłem sobie, że być może robię największy z możliwych festiwalowych błędów. Wróciłem, ale to nie był najlepszy z możliwych koncertów zamknięcia, który mógłbym wyobrazić sobie na katowickiej imprezie. 

Jacques Greene

Aktivist: Walka ze zmęczeniem za pomocą tańca jest super. Ale tylko dla tych młodych. I dla tych po mefedronie. Ja niestety musiałem pójść do domu, bo jedyne na czym mogłem się skupić, to szukanie kawałka trawnika do przekimania. Nie zmienia to faktu, że był to jeden z najlepszych koncertów i nie wiem dlaczego tak dobrych producentów ustawia się na tym festiwalu w porze sekstelefonów na Polsacie.

Tekst: Bolesław Chromry, Zdzisław Furgał
Rysunki: Bolesław Chromry


*Znany z kąśliwych rysunków, ironicznych mądrości i prześmiewczych coachingowych żonglerek Bolesław Chromry w swoich pracach regularnie przemyca muzyczne inspiracje i chętnie dzieli się nowymi odkryciami. W ostatnim numerze magazynu Aktivist dzielił się z nami swoimi ulubionymi płytami.

22 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *