„Suspiria” – zagrajmy to jeszcze raz

W 1970 roku Dario Argento po raz pierwszy założył czarne rękawiczki i naostrzył noże. Ten charakterystyczny gest stal się znakiem rozpoznawczym w wielu włoskich kryminałach „giallo”. Powolne ujęcia kamery na dłonie w skórzanych rękawiczkach, lśniące, naostrzone noże, które za chwilę zanurzą się w ciele niewinnej ofiary – to niemal intymny moment spotkania widza z mordercą i zaglądanie do jego świata.

Każdą scenę w „rękawiczkach” Argento odgrywał sam, nie dlatego, jak mówił w jednym z wywiadów, że go to w jakiś sposób fascynowało, ale dlatego, że tylko on umiał zagrać tę rolę najlepiej. Chciał mieć sceny doprowadzone do perfekcji. I muzykę.

Ptak o kryształowym upierzeniu, kadr z filmu

Swoje pierwsze giallo – Ptak o Kryształowym upierzeniu,1970 r., otwierającym trylogię zwierzęcą (Cztery muchy na szarym aksamicie, 1971 r., Kot o dziewięciu ogonach, 1971 r.) Argento ozdobił ścieżką dźwiękową samego Ennio Morricone. Nie był jednak z tej współpracy zadowolony. Reżyser chciał bowiem straszyć nie tylko krwawymi scenami, ale i muzyką. Po zakończeniu współpracy z Morricone do kolejnego filmu giallo – Głęboka czerwień (Profondo rosso, 1975 r.), Dario potrzebował świeżej krwi, która tchnie element grozy do jego filmów. Pierwotnie muzykę miał przygotować pianista jazzowy Giorgio Gaslini, ale Argento znów nie był zadowolony z efektów. Brzmienie jakiego szukał znalazł w młodym, dopiero raczkującym zespole, Oliver/Cherry Five, później znany dzięki jego filmom jako Goblin.

Argento wykazał się niezwykłą odwagą ufając nam. Nie spodziewaliśmy się takiego sukcesu ścieżki dźwiękowej Profondo rosso” – Claudio Simonetti*

Nikt się nie spodziewał. Nawet sam Argento.

Ścieżka dźwiękowa do Głębokiej czerwieni powstała szybko, bo zaledwie w dziesięć dni i pod wpływem impulsu. „Mieliśmy po 20 lat – wspomina Maurizio Guarini – nie myśleliśmy zbyt wiele nad tym, co robiliśmy, to był instynkt”.

Instynkt do eksperymentowania z muzyką. Grupa nie planowała również kariery związanej z filmem. Grali to, co ich wtedy fascynowało. Obracali się w kręgach jazzu, rocka oraz klasyki. W latach 70. pojęcie rocka progresywnego dopiero się kształtowało. I do dziś, w wywiadach, nie lubią szufladkowania. Jako zespół chcieli być unikalni – to im się udało. Wystarczy włączyć jakikolwiek utwór i po kilku sekundach już wiadomo, że to Goblin.

Soundtrack Profondo rosso sprzedał się we Włoszech nakładem miliona egzemplarzy w zaledwie kilka miesięcy. A za film, w 1976 r., Argento otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera podczas prestiżowego międzynarodowego festiwalu filmowego – Sitges. Ale Głęboka czerwień, to nie był jeszcze Goblin. Dopiero w kolejnym filmie Argento Odgłosy (Suspiria, 1977 r.) – otwierającym kolejną trylogię Trzech Matek– zespół odnalazł swój styl i wyspecjalizował się w nowej, nieokreślonej muzyce, która grała, najprościej ujmując,  rockowo-jazzową… grozę.

Tym razem to nie będzie typowe giallo z seryjnym mordercą. „Suspiria” to film o czarownicach. Potrzebuję muzyki, która sprawi, że widzowie będą czuć ich obecność na każdym kroku – Argento.

Goblin pracował nad ścieżką do Suspirii przez trzy miesiące, dzień i noc. Eksperymentowali z instrumentami – sięgali po buzuki, tabla, a także Melotrona, Moog system 55 i „niebiańską” Celestę. Tchnęli w soundtracka ducha czarownic, podkładając własne głosy. To dzięki tej ścieżce ukształtował się ich styl, brzmienie, jakiego nikt wcześniej nie tworzył.

Suspiria jest również ważnym filmem dla Argento. Mimo że jego obrazy przesiąknięte są kiczem i półamatorskim aktorstwem, można w nich dostrzec delikatne niuanse, przebłyski geniuszu, których nie da się porównać z żadnym innym twórcą, szczególnie widać to w tym filmie – plastyczne, wręcz teatralne sceny, prowadzone powoli i precyzyjnie, oraz przeszywająca muzyka. Ścieżka dźwiękowa w jego filmach i technika filmowania z jaką ją połączył była w owym czasie czymś zupełnie nowym. Muzyka stała się nie tylko tłem, ale klamrą spinającą całość, bez której niektóre filmy Argento byłby… przeciętne.

Suspiria, kadr z filmu 

Soundtrack Suspirii nadal fascynuje. Dźwięki otwierające film wykorzystane zostały w międzynarodowym zwiastunie do filmu Czarny Łabędź (Black Swan, 2010 r.). Jednak pomimo sukcesu muzycznego i niuansów w twórczości Argento widać pewną niepewność. Reżyser nie nawiązał współpracy z Goblin przy kolejnych dwóch filmach trylogii Trzech Matek. Jakie znaczenie miała muzyka, wie każdy kto widział te dwa filmy – Inferno, 1980 r., nie uratowała nawet ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Keitha Emersona (Emerson, Lake and Palmer) i współpraca z Claudio Simonetti z Goblin, już po rozpadzie zespołu, przy ostatniej części trylogii – Matka Łez (La Terza madre), którą Argento nakręcił dopiero w 2007 r.

Ciemności, kadr z filmu

Między tymi filmami ich drogi schodzą się jeszcze w 1978 r., kiedy razem tworzą ścieżkę dźwiękową do filmu Zombi, znanego jako Świt żywych trupów. Następnie na kilka lat w duecie Argento-Goblin zapada cisza. W tym czasie zespół stworzył udaną ścieżkę do horroru Joe’go D’Amato Mroczny instynkt (Buio Omega, 1979 r.) oraz do kilku innych mniej znanych filmów. Reżyser powrócił do współpracy z Goblin w składzie – Simonetti/Pignatelli/Morante, w 1982 r. przy kolejnym giallo pt. Ciemności (Tenebre). Film nie porywa, niemniej Goblin ratuje obraz świetną muzyką, ale w tym filmie dawkuje ją oszczędnie.

Argento wciąż czegoś szukał, eksperymentował. Błądził. Czasem wychodził z tego dziwaczny miszmasz. Widać to dokładnie w następnym filmie, klasycznym kryminale z elementami horroru – Phenomena, 1985 r. Ponownie angażuje do współpracy Goblin, ale już w okrojonym składzie. Tym razem stawia na rockową ścieżkę dźwiękową, na której umieszcza również inne zespoły, między innymi Iron Maiden. Eksperyment okazuje się klapą. Muzyka zupełnie nie współgra z obrazem, a film przechodzi bez echa. Jednak ścieżka dźwiękowa znów znajduje swoich fanów, tylko niewiele w niej Goblin

Phenomena, kadr z filmu

Po tym filmie zespół powoli schodzi ze sceny. Argento kręci kolejne filmy. Jedne lepsze, drugie gorsze, ale raczej te gorsze.

Pod koniec lat 70., skończyła się jakaś era muzyki. Nie odnajdowaliśmy się już w muzyce lat 80. Była zupełnie inna. Nie mieliśmy już nic nowego do powiedzenia (…) Jednak po 30 latach Goblin jest bardziej znany niż pod koniec lat 70. i stał się kultowym zespołem. Trudno to wytłumaczyć – Simonetti.

Trudno się z tym nie zgodzić. I dokładnie to samo można powiedzieć o Dario Argento.

Do współpracy wrócili jeszcze w roku 2001 przy filmie Bezsenność (Non ho sonno), ale Argento znów nie zachwyca. Wyraźnie nie odnalazł się we współczesnych czasach, za to Goblin pokazał, że wciąż umie tworzyć dobrą muzykę do tego gatunku filmowego.

Nie lubię tego filmu, ale muzyka Goblin ryje czaszkę, jak zawsze – komentuje soundtrack do Bezsenności.

Bezsenność, kadr z filmu

Jednak zespół nic nowego już nie nagrywa.

Claudio Simonetti, który był najbardziej aktywny w filmach po rozpadzie zespołu, refleksyjnie i odważnie wypowiada się o współczesnej muzyce filmowej: „Oglądam wiele filmów, ale muzyka nie zostaje w pamięci. W latach 60. i 70., po obejrzeniu filmu powiedziałbym: „wow, ta muzyka jest piękna”, jak w Gwiezdnych Wojnach czy Egzorcyście. Teraz, oglądam wiele dobrych filmów, ale muzyka to tylko muzyka w tle. Nic specjalnego. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że niełatwo jest stworzyć coś nowego” – z tym też trudno się nie zgodzić.

* Cytaty pochodzą z wywiadów z zespołem i reżyserem, tłum. własne.

Tekst: Magdalena Zaporowska 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *