Nostalgia w podświadomości

Sascha Borchardt aka Monoloc to doświadczony niemiecki producent. Oprócz licznych singli i EP-ek, ma na swoim koncie dwa długogrające albumy. Ostatni z nich – The Untold Way – ukazał się pod koniec ubiegłego roku i zebrał same pozytywne oceny. W najbliższą sobotę, 14 stycznia, przekonamy się o tym na żywo, bo Monoloc zagra wyczerpujący DJ-set w stołecznym klubie Smolna.

Muzyka, jaką stworzyłeś na swoim drugim albumie The Untold Way jest zaskakująco łagodna i ma intrygującą, kosmiczną aurę. Nie jestem pewien, jak zaklasyfikować ten album: czy to jeszcze techno do słuchania w klubie, czy bardziej emocjonalna podróż. Jaki był twój cel w stworzeniu takiej płyty?

Głównym przeznaczeniem tego albumu jest słuchanie go w domu. Moim zdaniem większość muzyki zasługuje na to, żeby słuchać jej w spokoju i w pełnym skupieniu. Z drugiej strony uważam, że tego typu elektroniczna płyta musi być dobrze dobraną wypadkową wysokich i niskich bitów. Z tego powodu na The Untold Way znajdują się trzy kawałki, które wyróżniają się na tle pozostałych szybkim tempem.

 

Podczas słuchania The Untold Way pojawia się silne uczucie nostalgii. Tęsknisz za konkretnymi dźwiękami ?

Tworzę muzykę prawie od dwudziestu lat i zawsze staram się dużo słuchać i poznawać nowe dźwięki i kompozycje. Na pewno inspiracje wpływają na mnie jako producenta, ale też jako osobę. Sprawne ucho wychwyci to w mojej twórczości, która, jak wspomniałeś, nie jest pozbawiona elementu nostalgii. Nie potrafię jednak przytoczyć konkretnych melodii, których mi brakuje, to raczej kwestia podświadomości.

 

Wplatasz do swojej muzyki nietypowe elementy, takie jak zmysłowy dub/dancehall w No GHSTS czy odrobina burialowego pierwiastka w Cloning Society. Takie zabiegi trochę wybiegają poza surowe, niemieckie techno.

Nie słucham jedynie techno i nie ograniczam się do jednego gatunku. Jestem sporym fanem dubstepu, co zresztą można często wyłapać w moich setach – lubię je urozmaicać o tego rodzaju utwory. Do głównych nieelektronicznych inspiracji zaliczyłbym również hip-hop, który darzę sporym uczuciem. Ogólnie staram się, żeby w mojej muzyce przenikały się różne style, bo to nadaje jej odpowiedniej różnorodności. Procesu twórczego nie da się jasno skalkulować i przewidzieć, a niektóre występujące w nim elementy potrafią niekiedy zaskoczyć samego twórcę. Dźwięki samoczynnie ewoluują, co też wynika z moich licznych eksperymentów.

 

Poza byciem muzykiem, prowadzisz także swój niewielki label Smallroom Music. Jakie to uczucie być za sterami wytwórni? Wciąż daje ci to satysfakcję?

Przyznaję, że w ciągu kilku ostatnich lat aktywność mojej wytwórni mocno spadła. Jednak bardzo lubię tego typu pracę – daje mi dużo radości i wspomnianej satysfakcji. Myślę, że w niedługim czasie coś w tym kierunku powinno się wydarzyć i mam na myśli zupełnie nowy label. Miejcie oczy i uszy otwarte.

 

Czy doczekamy się twoich występów live? Do tej pory grywałeś jedynie sety DJ-skie.

Póki co, granie DJ setów daje mi dużą frajdę i skupiam się właśnie na tym aspekcie. Aczkolwiek w drugiej połowie 2017 roku można spodziewać się live actów z mojej strony.

 

Muszę zapytać o twój ulubiony gatunek w kinematografii, bo The Untold Way brzmi jak soundtrack do mrocznego, dystopijnego obrazu science-fiction.

Science-fiction albo horroru. To chyba dlatego, że w obu tych gatunkach muzyka odgrywa ogromną rolę w budowaniu odpowiedniego nastroju. Bez dobrego soundtracku nie byłoby mowy o atmosferze ciągłego niepokoju i wzbudzania w widzach elementu napięcia czy zaskoczenia. Jako najważniejsze dla mnie filmy wymieniłbym pierwsze trzy części Obcego.

 

Na Twoim facebookowym profilu zamieszczasz sporo zdjęć przedstawiających architekturę. Masz jakiś ulubiony styl, czerpiesz z tej dziedziny konkretne inspiracje?

Tak naprawdę moje zdjęcia niewiele różnią się od muzyki, którą tworzę. W obu przypadkach dominuje uczucie melancholii, mrocznej atmosfery. Uwielbiam przedramatyzowaną fotografię tak samo jak intensywne techno.

 

Benjamin Damage z wytwórni 50Weapons powiedział mi kiedyś, że fascynuje go berlińska dzielnica Marzahn, w której kończył nagrywać swój album. Jakie są twoje ulubione miejscówki w mieście, w którym żyjesz?

Świadomie przeprowadziłem się do dzielnicy Prenzlauer-Berg, gdzie czuję się najbardziej komfortowo i ta okolica daje mi największą przyjemność z mieszkania. Nie dość, że jest w świetnym miejscu komunikacyjnym, to jeszcze zawiera kilka urokliwych kątów, do których bardzo lubię zaglądać. Kocham swoje mieszkanie m.in dlatego, że urządziłem w nim swoje prywatne studio. Do tego w tej dzielnicy mam masę przyjaciół, z którymi spędzam sporo czasu, np. latem uwielbiamy przesiadywać w pięknym Friedrichshainer Park. O tej porze roku całe miasto tętni życiem, o czym możemy przekonać się na własnej skórze.