Niestety, nie wierzę w Tłusty Czwartek, czyli felieton kulinarny i przepis na pączka z dżemem bekonowym!

Trochę to wykluczające, bo fajnie wierzyć w rytuały, jakoś to człowieka osadza w zbiorowości. Niestety, ja nie wierzę w Tłusty Czwartek.
To znaczy, nie zrozummy się źle – to nie tak, że Tłustego Czwartku nie lubię. Ja przepadam za Tłustym Czwartkiem, ponieważ przepadam za każdym rodzajem zbiorowego szaleństwa. Od paru lat Tłusty Czwartek dostarcza mi zatem prawdziwej radości. A to, co od lat mnie fascynuje, jeśli chodzi o Tłusty Czwartek, to :

Kolejki.
Każdego roku staram się wybierać najdłuższą drogę do pracy, żeby pooglądać sobie ludzi w kolejkach. Jeśli nie mogę – nadrabiam zaległości na Facebooku. Robię zdjęcia „przed” i „po”. Fascynuje mnie, że jeszcze wczoraj mogłam wejść wszędzie i dostać każdą ilość pączków od ręki, a dziś już nie. Dziś trzeba stać, odczekać swoje. Chciałabym, żeby ktoś bardziej konsekwentny policzył za mnie czas spędzany przez Polaków w kolejkach po pączki. Chciałabym, żeby ktoś o tym nagrał fabułę albo dokument, choćby etiudę! Czekam ciągle, może właśnie w tym roku wybuchną zamieszki wywołane brakiem pączków w najbardziej obleganych punktach Warszawy. Czekam na pierwsze ofiary starć o pączki, jak jedna z moich znajomych, która każdej zimy czeka na komunikat o „pierwszych ofiarach mrozów”.

Zaskakujące miejsca, w których ofercie pojawiają się pączki.
To jeden, jedyny dzień w roku, w którym, jak z moich dotychczas prowadzonych niedbale badań wynika, pączka lub faworki dostać można w : kiosku, na poczcie, w zakładzie fotograficznym na dalekiej Woli, na basenie w jednej z podwarszawskich miejscowości. Tyle dotychczas, ale kto wie, dokąd zaprowadzą nas kolejne lata! Pączki rozdają Ci w pracy. Naprawdę myślę, że, gdyby się nad tym pochylić, fakt zapewnienia pączka pracownikowi składa się na jego całościową ocenę pracodawcy. To powinno znaleźć się w ankietach.

Hipokryzja.
Kto, u licha, przestrzega dziś postu? Tłusty czwartek, o ile dobrze kojarzę, ma być tłusty dlatego, by pofolgować sobie do przesytu przed Wielkim Postem. Czyli potem nici, basta, nope, zero. Tymczasem my, owszem, zjadamy nieprzyzwoite ilości pączków, ale nie zauważyłam by następował po tym okres wstrzemięźliwości. Nie wiem czy obroty cukierni i kawiarni spadają znacząco po ostatnim czwartku karnawału. Nie mam i pewnie nigdy nie będę mieć co do tego pewności. Ale jeszcze nigdy nie powstrzymało mnie to przed wygłaszaniem kategorycznych sądów.

Słodki Czwartek.
Zawsze czułam się niepocieszona faktem, że w Tłusty Czwartek można bezkarnie chwalić się ilością zjedzonych pączków, natomiast nic nie usprawiedliwia jedzonych przeze mnie porcji boczku. Zawsze miałam dobrą intuicję. Czułam, że należy podchodzić z większą konsekwencją do etymologii – gdyby nasi przodkowie chcieli, żebyśmy jedli pączki z konfiturą, nazwali by go Słodkim Czwartkiem. Ale ten czwartek jest, Moi Drodzy, tłusty. W tym roku moja niesprecyzowane przekonanie nabrało realniejszych kształtów. Zrobiłam research, przez co rozumiem leniwe błądzenie w odmętach internetu, i przeczytałam, że w Tłusty Czwartek jadano pączki, owszem, ale ze smalcem i słoniną. To brzmi uczciwiej. Wierzę w smalec i słoninę. Warto było czekać.

Dziś zatem moje dream-come-true, spełnienie najskrytszych, najbardziej rozpustnych fantazji o cholesterolu. Pączek z dżemem bekonowym.

Internet, szczególnie dziś, jest pełen przepisów na pączki. Wybierzcie jeden. Zróbcie pączki. Sugerowaną przeze mnie ingerencją w wybrany przepis powinno być pozbycie się wszystkich aromatów, jeśli akurat znalazły się na liście składników.

Najważniejsze jest wnętrze.

Dżem bekonowy.

Składniki

1 kg wędzonego surowego boczku
3 duże cebule cukrowe
5 ząbków czosnku
200 ml syropu klonowego
150 g brązowego cukru
2 papryczki chipotle
2 łyżki słodkiej wędzonej papryki
250 ml ciemnego piwa
100 ml octu jabłkowego

Boczek należy pokroić w drobną kostkę i usmażyć aż nabierze satysfakcjonującego odcienia brązu. Dodajemy posiekane w drobną kostkę cebulę i czosnek. Przesmażamy razem. Dodajemy wędzoną paprykę, chipotle, brązowy cukier – pozwalamy przez chwilę się karmelizować. Podlewamy wszystkimi płynami i dusimy na małym ogniu aż całość zmieni się w gęstą pastę, którą, po ostudzeniu, nadziewamy pączki. Pączki sugeruję po upieczeniu udekorować słonym karmelem i dobrze wysmażonymi plastrami chudego bekonu.

Tak właśnie czyni się zadość tradycji.