Nie wiem, o co chodzi z tym Untoldem

Sześć lat i 22 EP-ki temu #Untold był młodym debiutantem, który właśnie podjął decyzję o założeniu labelu Hemlock. Przez kolejne pół dekady Jack Dunning wydawał muzykę dla takich labeli, jak #Hotflush, #HessleAudio czy #Clone, a w jego wydawnictwie karierę zaczynał m.in. #JamesBlake.

O muzyce Untolda można było powiedzieć wszystko oprócz tego, że łatwo jest ją zaszufladkować. Ogrom wpływów, jakie słychać w twórczości Dunninga, jest przytłaczający – i tym samym przymiotnikiem można określić jego debiutancki album. „Black Light Spiral” zaczyna się syreną przeciwlotniczą i powinno to stanowić ostrzeżenie dla słuchaczy o słabych nerwach. To jedna z najcięższych płyt ostatnich lat i nie chodzi tutaj o „łamiące żebra” klapy w stylu Blawana, nie chodzi też o ciężką stopę. Wszystko sprowadza się do otoczki – każdy utwór przepełniony jest niepokojącymi, niemalże agresywnymi dźwiękami, którym gdzieś tam w tle wtóruje techno-stopa. Gdy już wydaje nam się, że zaczynamy łapać, o co w tym wszystkim chodzi, Untold prezentuje nam „Wet Wool”, a po nim chyba najostrzejszy track całego wydawnictwa, „Strange Dreams”. Wszystko na tej płycie jest niespodziewane, złożone, brudne i ciężkie. Trudno mi jednoznacznie orzec, czy jest to dziecko geniuszu, czy głupoty, ale wierzę, że chodzi raczej o to pierwsze.

#Untold
#BlackLightSpiral