Najlepsze filmy na lato 2019

MDSMR_08-29-18_MW_06652.dng

Nasi redakcyjny spece od kina polecają Wam filmy, które sprawią, że nawet w najpiękniejszą pogodą zdecydujecie się na zaszycie się w ciemnej kinowej sali.

„Kobieta idzie na wojnę”
reż. Benedikt Erlingsson
Islandia, Francja, Ukraina 2018, M2 Films

Premiera: 21 czerwca

W nowym komediodramacie reżysera „Baranów” nie zobaczymy niczego, do czego przyzwyczaiło nas kino islandzkie. Żadnych wzruszających historii o zwierzętach hodowlanych, żadnych zahukanych outsiderów, którzy bardziej rozumieją maskonury niż ludzi, żadnych pijackich eskapad z gołym tyłkiem przy -20 stopniach. „Kobieta idzie na wojnę” to anarchizująca lekcja obywatelskiego nieposłuszeństwa. Główna bohaterka – niepozorna nauczycielka, śpiewu staje do nierównej walki z hipokryzją władzy i korporacjami. Stawka? Środowisko naturalne. Przewrotne, zabawne kino, którym należałoby straszyć naszych włodarzy.

 

„Midsommar. W biały dzień”
reż. Ari Aster
USA 2019, Gutek Film

Premiera: 5 lipca

Ari Aster w zeszłym roku dał mi w twarz. Zawsze byłem raczej nieufny, ale po seansie jego debiutanckiego „Hereditary” miałem ochotę zamknąć się w schowku na szczotki, by nie paść ofiarą satanistycznego spisku. Pozornie był to horror z całym arsenałem znanych gatunkowych chwytów, ale działał przede wszystkim jako historia rozpadu rodziny, której członkowie nie umieją przezwyciężyć tragedii. W swoim drugim filmie – w Polsce dwa dni po światowej premierze – 32-latek zdaje się podążać podobnym szlakiem. Para Amerykanów w kryzysie wybiera się na wycieczkę na szwedzką wyspę, na której dziwna społeczność przygotowuje się do tajemniczego rytuału. Do tego wrogie spojrzenia, środki odurzające i krzyki przerażenia – brzmi jak wakacyjny tour po polskim wybrzeżu.

 

„Król lew”
reż. Jon Favreau
USA 2019, Disney

Premiera: 19 lipca

Nie płakałem po Mufasie. Poza tym podejrzliwie podchodzę do dość koniunkturalnej strategii Disneya, by odświeżać klasyczne bajki za pomocą przebrzmiałych twórców (Tim Burton i „Dumbo”) i popularnych dwie dekady temu aktorów (Will Smith i „Alladyn”). Co gorsza remake „Dumbo” – z dziwnie spuchniętym słonikiem, z okiem jakimś chorobliwie załzawionym – plasuje się w moim TOP 3 horrorów tego roku. Choć więc włączają mi się ostrzegawcze lampki, to na cyfrowego Simbę (z głosem Donalda Glovera) i spółkę czekam z niecierpliwością. I tylko zastanawiam się, czy tym razem twórcy pomyślą o fact-checkingu i sprawdzą, że mrówkojady to raczej Brazylia niż sawanna.

 

„Truposze nie umierają”
reż. Jim Jarmusch
USA 2019, UIP

Premiera: 26 lipca

 

Jarmusch zdaje się bardziej rozumieć martwych niż żywych. Po „Truposzu” i wampirach w „Tylko kochankowie przeżyją” przyszła pora na ekstrawagancki hołd dla zombiaków. Jak przystało na tego reżysera, żywe trupy od ludzkiego steka wolą tu mocną kawę i bardziej tęsknią za wi-fi niż krwawą łaźnią. Na brak apetytu może mieć wpływ fakt, że stołówkę urządzają sobie w podłej mieścinie, zaludnionej fanami Trumpa, nieudacznikami i przejezdnymi hipsterami. „Truposze nie umierają” to pierwsza w karierze Jarmuscha satyra społeczna na amerykańską rzeczywistość, wymierzona w konsumpcjonizm, z czołówką jego ulubionych gwiazd (Murray, Swinton, Driver).

 

„Głos Pana”
reż. György Pálfi
Francja, Kanada, Szwecja, USA, Węgry 2018, Bomba Film

Premiera: 9 sierpnia

Możliwe, że jeszcze nie słyszeliście o Györgyu Pálfim. To m.in. reżyser filmu o czkawce zatytułowanego „Czkawka”. Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja? To także autor „Taksidermii” o wypychaczu zwierząt, który postanawia sam wypreparować własne ciało. Nie są to propozycje dla każdego, ale Węgier zawsze zaskakuje, lewitując w swoim świecie dziwnych skojarzeń. Jego najnowszy film bardziej trzyma się klasycznych reguł gry, ale wciąż imponuje śmiałością. To luźna adaptacja powieści „Głos Pana” Stanisława Lema, opowieść o mężczyźnie szukającym ojca – matematyka, który pracował nad odkodowaniem sygnału obcej cywilizacji.