Na co do kina w maju?

photo of an old movie projector

Pogoda za oknem, póki co, rozpieszcza na tyle, że nawet najbardziej wyczekiwane premiery kinowe nie przekonują do spędzenia wolnego czasu gdzieś indziej, niż na świeżym powietrzu. „Na szczęście” już w ten weekend ma padać deszcz, w związku z tym postanowiłam burzowo-deszczową pogodę przeczekać na sali kinowej. Pesymistycznie, wraz z telewizyjnymi pogodynkami zakładam, że marna pogoda będzie utrzymywać się przez cały weekend, więc – niczym podróżnicy wybierający się do wnętrza Ziemi – przygotowuję się do kinowej wyprawy rzetelnie. Chcecie mi towarzyszyć? Proszę bardzo. Zapraszam na listę filmowych hitów i kitów.

Nice Guys. Równi Goście

Shane Black, 2016
nice guys

Chcąc dowiedzieć się co nieco o fabule mocno promowanego w ciągu ostatniego tygodnia filmu, zapytałam o niego Wujka Google i już w pierwszym linku przeczytałam pięć rad, jak w wieku 62 lat wyglądać jak Kim Basinger na premierze. Zwiastun, natomiast, co zaskakujące, nie zdradza całości fabuły, lecz zarysowuje klimat: będzie mordobicie, będą szybkie samochody, będzie ukochany Ryan Goslling, męski Russel Crowe, będzie konflikt, ale będzie także w miarę śmiesznie. No i będzie Kim Basinger, która ma 62 lata, a Ty chcesz wyglądać jak ona. Bez wygórowanych oczekiwań, jednak dla Ryana i z nadzieją na kilka powodów do śmiechu – dodaję film do planu kinowej weekendowej wyprawy.

#WSZYSTKOGRA

Agnieszka Glińska, 2016
wszystko gra

Aż zatarłam rączki. Jest hashtag, jest musical, jest obsypana brokacikiem Warszawa. Opis brzmi jak wspaniały pastiż oglądany o 1 w nocy przez zmelanżowanych studentów, bądź licealistów po raz pierwszy zaznających uroków oglądania dziwnych filmów podczas praktykowania dobrodziejstw medycyny naturalnej. Wszelkie „młodzieżowo-hipsterskie” elementy znajdujące się w zwiastunach – Facebook, modne, warszawskie miejsca, antykapitalistyczne, acz płytkie rozważania na temat piękna przyrody – stwarzają zarys pysznej, prześmiewczej, ociekającej nachalną wręcz ironią komedii. Tyle, że to tak na serio. Do wyżej wymienionych elementów dodajmy jeszcze wkomponowane lepiej lub gorzej (a według przeczytanych recenzji – raczej gorzej) polskie hity, do których śpiewają i tańczą uczeni przez Egurollę aktorzy. A główni bohaterowie? Ambitna sprzątaczka z Muzeum Sztuki Nowoczesnej i młodszy od niej piłkarz. Połączeni miłością.
Brzmi to tak absurdalnie, że wpisuję na swoją kinową listę. Rozsiądę się wygodnie i będę w myślach rozdawać Złote Maliny, a co.

Nasza młodsza siostra

Hirokazu Koreeda, 2015
nasza młodsza siostra

Uwielbiam Japońskie kino. Moim najukochańszym filmem jest zdecydowanie „Love&Peace” wyreżyserowany przez Shiona Sono, a ciepłe, patelowe filmy Koreedy, bądź Ogigami oglądam zawsze z ogromną przyjemnością, czując, ze takich projekcji powinno powstawać zdecydowanie więcej. Hirokazu Koreeda, reżyser „Naszej młodszej siostry” w subtelny sposób opowiada kolejną historię rodzinną. Przyzwyczajeni do hollywoodzkich wybuchów emocji, w jego obrazach znajdziemy ukojenie. Czułość, humanizm, prostota, rejestrowanie okruchów czasu. Zdecydowanie do obejrzenia. Już teraz wiem, że wyjdę z seansu uspokojona, z uśmiechem na twarzy. I nie zasmuci mnie nawet zapowiadany deszcz.

Dzień Matki

Garry Marshall, 2016
dzień matki

Jeszcze pięć lat temu nietrudno było zapomnieć o Dniu Matki, Dniu Ojca, walentynkach, czy Dniu Kobiet. Dziś to niemożliwe. Trylion reklam, przypominających, że już niebawem TEN WAŻNY DZIEŃ, a Ty jeszcze nie masz prezentu. Kremy, poczty kwiatowe, pakiety spa, personalizowana czekoladka za bajońskie sumy. No i film.
Nawet jeśli masz sprawnie działającego adblocka, nie zainstalujesz sobie go przecież na oczach – widzisz więc billboardy z zapowiedzią nowego filmu „Dzień Matki” idealnego na Dzień Matki dla Twojej Matki. Film wydaje się być przyrządzony wedle tej samej receptury, co „Love Actually” oglądany namiętnie przed Świętami Bożego Narodzenia. Są 4 różne historie, jest splot wydarzeń, są gwiazdy i jest kolorowy plakat. Czyżby twórcy chcieli stworzyć nową tradycję filmu oglądanego co roku, 26 maja? „Dzień Matki” nowym Kevinem na Polsacie?
Nie idę. Nie zapraszam do kina mamy, zbojkotuję film i narysuję laurkę.

Z podniesionym czołem

Emmanuelle Bercot, 2016
z podniesionym czołem

Film otwierający konkurs główny w Cannes zaznaczam od razu – muszę obejrzeć. Naturalistyczna estetyka, społeczny temat i surowość ujęcia tematu to główne atuty filmu pojawiające się w niemalże każdej recenzji. Zaangażowany społecznie dramat wyreżyserowany przez kobietę – Emmanuelle Bercot z niesamowitą divą francuskiego kina – Catherine Deneuve powinien znaleźć się także na Waszej liście.

Nienasyceni

Luca Guadagnino, 2015
nienasyceni

Oczywicie, Polacy jak zwykle popisali się z fenomenalnym tłumaczeniem tytułów filmowych. Patrzę na plakat – dwie uśmiechnięte pary. Trochę golizny. Patrzę na tytuł. „Nienasyceni”. W głowie układam sobie skrót scenariusza.
„Historia swingersów, którzy niezadowoleni ze swojego życia seksualnego postanawiają wybrać się nad morze i doświadczyć wszystkiego tego, czego naoglądali się na kasetach VHS z wypożyczalni filmów porno.”
Jak brzmi oryginalny tytuł? „A Bigger Splash”. O czym jest? Trochę w nim psychodramy, trochę komedii, trochę muzyki, no i sporo seksu. Zwiastun jednak nie porywa, a jako że nie chcę rozczarować się ulubioną Tildą Swinton – nie idę.