Muzyka: „Wonder Where We Land”

Przeleciało

Zawsze lubiłem SBTRKT-a, chociaż nigdy w życiu nie przesłuchałem jego całego albumu. Widziałem go kilkakrotnie na żywo, czy to gdy grał live’a z Samphą, czy gdy didżejował, i zawsze wychodziłem z jego występów zadowolony. Dlatego do najnowszego wydawnictwa tego muzyka podchodziłem z zaciekawieniem, ale bez większych oczekiwań. „New Dorp New York” od początku mi się podobał, mimo swojej totalnej głupkowatości, a „Voices in my Head” wygrał obecnością A$AP Ferga. Początek był więc dobry: znałem dwa utwory z 13 i oba były niezłe. Potrzebowałem jeszcze sześciu takich tracków i płyta zagościłaby w moich głośnikach na dłużej. Tak się jednak nie stało. Nowy SBTRKT jest dobrze wyprodukowany, ma fajne „gościnne udziały” i z niesłychaną skutecznością nie zapada w pamięć. Jedyne, co zapamiętałem z „Wonder Where We Land”, to trąbka w kawałku z Ezrą Koenigiem. Pozostałe utwory podobały mi się bardzo, gdy jechałem autobusem i czytałem „Przegląd Sportowy”, ale przy opisie dobrej gry Arkadiusza Milika, połapałem się, że muzyka już od dłuższego czasu nie leci, a mnie niczego nie brakuje. SBTRKT nagrał bardzo ładną płytę, która byłaby jak papierosy – wypalasz, dymu już nie ma, trzymasz peta w ręku i zastanawiasz się, co ci to dało – gdyby nie ta drobna różnica, że papierosy mają właściwości uzależniające. Po raz setny wybrałem więc ze swojej playlisty Lauryn Hill i nie mogłem się już skupić na czytaniu.
SBTRKT
„Wonder Where We Land”
Young Turks

//www.youtube.com/embed/gs0xe9DQEPc

 

Dodaj komentarz

-->