Muzyka: Synowie pustyni

Gdzieś na pograniczu Mali, Nigru i Algierii żyje sobie taki malutki naród, którym rządzą kobiety, a zasłaniający twarze faceci od wieków cieszą się sławą jednych z najlepszych wojowników. Świat zwrócił uwagę na walczących o niepodległość Tuaregów podczas francuskiej interwencji w regionie, ale ci, którzy choć trochę interesują się muzyką, od dawna wiedzą, że ich atrybut to nie tylko zakurzony kałach, ale też gitara. Coś musi być na rzeczy z tą pustynią, bo tuarescy muzycy poza ludowymi fristajlami nagrywanymi przy ognisku najczęściej sięgają po gitarową psychodelię. Najjaśniejszą gwiazdą świecącą nad piaskami Sahary jest od niedawna #OmarBombinoMoctar. Kojarzony w undergroundzie muzyk wypłynął na szersze wody dzięki pomocy #Dana z #BlackKeys, który wykorzystał swoje możliwości i zaprosił #Bombino do studia. Tak powstała genialna płyta, która brzmi jakby na sprzęcie pozostawionym po sesji #ElCamino zagrali zawodnicy z innego wymiaru. Są momenty, w których trudno załapać, o co chodzi, a jedynym łącznikiem z rzeczywistością wydają się klawisze charczące jak w #LonelyBoy. Przy odrobinie dobrej woli możemy jednak odjechać na jedną z fajniejszych wiks roku. Wśród pokręconych gitar i rytualnych zaśpiewów kryje się masa przebojowości i słońca, które praży jeszcze bardziej niż to kalifornijskie. Ten #album mocno podkreśla rozstrzał między zachodnią i afrykańską tradycją muzyczną, jednak jeśli twierdzicie, że muzyka się kończy i nie ma czego słuchać, to remedium znajdziecie na Czarnym Lądzie. W końcu ponoć stamtąd pochodzimy.

#Bombino
#Nomad
#NonesuchRecords
A!A!A!A!

 

Dodaj komentarz