Muzyka: Interpol

Smutny powrót do formy

Gdy o Interpolu w zasadzie nikt już nie pamiętał, grupa nagrała płytę, która wreszcie zadowoli nie tylko garstkę najbardziej oddanych wielbicieli. Po „Turn on the Bright Lights”, jednej z najważniejszych płyt pierwszej dekady XXI wieku, i bardzo dobrym jej następcy, „Antics”, dwoma kolejnymi wydawnictwami nowojorczycy rozmienili się na drobne. O ile jeszcze na „Our Love to Admire” znaleźć można było kilka w miarę udanych strzałów, o tyle już czwarta płyta była tak nudna i wtórna, że przeszła w zasadzie niezauważona. Zredukowany do rozmiarów tria (odszedł basista Carlos Dengler) zespół równie dobrze mógłby się rozwiązać, jednak Paul Banks i koledzy raz jeszcze podjęli próbę przywrócenia grupie należnego jej miejsca. I dobrze się stało. „El Pintor” (anagram słowa Interpol oraz „malarz” po hiszpańsku) powstał przy sporej pomocy m.in. Brandona Curtisa z The Secret Machines (notabene: gdzie oni są?) i Roba Moose’a z Bon Iver. Pusty wakat basisty zajął sam Paul Banks. Album odpalałem wręcz z trwogą, ale już po kilkunastu sekundach odetchnąłem z ulgą i uśmiechnąłem się szeroko. Chociaż może nie powinien, bo „El Pintor” to dzieło równie smutne i melancholijne jak cała twórczość Interpolu. W kompozycjach czuć świeżość, energię i radość płynącą z grania. Może dobrze im zrobiło przewietrzenie składu albo czteroletnia przerwa między albumami? Brawo!

Interpol
„El Pintor”
Universal Music Polska