Muzyka i dżins jak zawsze w parze. Levi’s zaprasza do customizacji na muzycznych festiwalach

Muzyczne festiwale to nie tylko niezapomniane muzyczne chwile, wyścigi między scenami, ciasne line-upy i zabawa z przyjaciółmi do białego rana. To także feeria kolorów i wysyp kreacji, nierzadko planowanych przez cały rok i robiących wrażenie. Zaprawieni w bojach festiwalowicze dobrze znają z muzycznych imprez żartownisiów w przebraniach zwierząt, fanów w koszulkach z logo zespołu czy ludzi, dla których celem jest raczej rozebranie się, niż ubranie. Większość jednak bywalców preferuje rozwiązania modne, ale przy tym wygodne i praktyczne. Nietrudno domyślić się, że dżins jest ich absolutną podstawą i pojawia się w wielu postaciach.

Muzyka i denim idą w parze, a dżinsowe spodnie, szorty, kurtki, czy wracające ostatnio ogrodniczki pakujemy i chętnie, i przezornie. To absolutny must-have muzycznych wyjazdów, który już dawno stał się uniformem dobrej zabawy i podstawą wszelkich stylizacji. Może nie ma sensu więc wymyślać mody na nowo, ale zamiast tego warto pochylić się nad znanymi patentami i trochę je zmodyfikować, aby nabrały indywidualności.

Tak właśnie podchodzi do sprawy Levi’s, który ponownie zaprasza w świat customizacji. W specjalnie otwartych na festiwalach muzycznych strefach co-creation lab, którym przyświeca hasło We Are All Colaborators, można wziąć na warsztat swoje własne ubrania i pod okiem ekspertów rzucić w świat personalizacji. Granicą jest jedynie własna wyobraźnia, a finalny projekt może okazać się zwracającą na siebie uwagę i gromadzącą zazdrosne spojrzenia układanką liter, kształtów i kolorów, które dowolnie można nanosić na własną garderobę.

Opcji jest mnóstwo – niektóre bardzo radykalne, ale wszystkie ciekawe. Swoje spodnie, sukienki czy kurtki poddać można na przykład dekonstrukcji, zdecydować się na patchwork, ozdobić je perłami lub dżetami, udekorować brokatem i farbą, albo je po prostu mechanicznie powycierać. W grę wchodzi też postarzanie, strzępienie końców czy naszywanie. I tu w zasadzie nie ma granic: łaty, lampasy, cekiny czy naszywki będą dostępne dla każdego. Dzięki temu stare i zwykłe zamieni się w nowe i po prostu unikatowe.

Trudno o lepsze miejsce do poeksperymentowania z własnym ubraniem i stylizacją, niż masowa impreza muzyczna, która sama w sobie jest takim małym „fashion weekiem”.  Tym bardziej, że możemy tam bardzo szybko sprawdzić swoje niepowtarzalne pomysły na  festiwalowej publiczności: w czasie koncertów, na polu namiotowym czy podczas relaksu w strefie gastro. Jednym z festiwali, na których będzie można dać nowe życie swoim starym ubraniom, jest gdyński Open’er. Pojawią się tam w ramach warsztatów znany z autorskich projektów ubrań i zaangażowania w streetwear Zulu Kuki, stylistka włosów i fryzjerka gwiazd Gaba Hair, grafik i grafficiarz Forin oraz artysta, projektant i kostiumograf Gregor Gonsior. Poradzić może się ich każdy – jedyne co jest potrzebne, to ubranie z metką Levi’s. 

Dodaj komentarz