Muzyka: „Angels & Devils” The Bug

Opus Bugnum
Nie mam idoli. Jest jednak kilku muzyków, którym udało się zaskarbić moje zaufanie, podziw i oddanie. Garstka ta nie dość, że konsekwentnie i bezkompromisowo kroczy wytyczonymi przez siebie ścieżkami, to za sprawą swojego talentu i eksperymentatorskiego zacięcia nieraz już zmieniała muzyczny krajobraz naszej planety. Kevin Martin, brytyjski producent poruszający się po obrzeżach wszelkich dźwiękowych ekstremów, stoi w pierwszym szeregu tej grupy. Bez względu na to, czy pogłębiał industrialną niszę z kamratami z kolektywu GOD, czy badał elastyczność hiphopowej formuły w ramach projektów Ice i Techno Animal, czy ekstrahował niszczycielski potencjał jamajskiej spuścizny pod pseudonimem The Bug – zawsze kierował się wyłącznie emocjami, a jedynym ograniczeniem były dla niego dostępne narzędzia. Agresję wyładowywał w pochodach bezlitośnie tłukących bębnów, a smutek tłumaczył na niskie rejestry basowych częstotliwości. Z aniołami i diabłami pod ramię wirował w pędzie, który o nudności przyprawiłby większość najbardziej nawet radykalnych muzyków. Jego najnowszy krążek, wydany pod robaczywym aliasem, pozwolił mu się na chwilę zatrzymać, odetchnąć i… z jeszcze większą mocą wyprowadzić cios, który ściany wprawia w drżenie, stopy w ruch, a serce w tętent alarmujący rejonowego kardiologa. Martin nigdy wcześniej nie nagrał płyty tak zróżnicowanej, a jednocześnie tak spójnej; pobrzmiewającej echami jego przeróżnych projektów, a zarazem będącej kwintesencją Bugowego etosu pracy i dźwięku. Podzielone na dwie części – w zgodzie z tytułem albumu – „jasne” i „ciemne” kompozycje dają wgląd w pełen ambiwalentnych odczuć świat Anglika. Intymne, balladowe wręcz utwory (za warstwę wokalną odpowiadają Liz Harris z Groupera, Copeland czy Gonjasufi) zderzają się z grime’owo-dancehallowymi, sonicznymi bombami, na których zwrotki położyli Flowdan, Death Gripsowy MC Ride czy Warrior Queen. Dubowe techniki pospołu z industrialną dosadnością budują tu ciśnienie akustyczne zdolne rozsadzać głośniki. Drone’owa paleta tonów i analogowe efekty pozwalają znaleźć sobie bezpieczne miejsce w całym tym – kontrolowanym – chaosie. Ja natomiast… chyba się przemogę i na Unsoundzie zapoluję na autograf.
The Bug
„Angels & Devils”
Ninja Tune

//www.youtube.com/embed/VHj0U-jZ_nw