Minimalizm na plus

Lykke Li
„I Never Learn”
Warner Music Poland

To bardzo smutna płyta napisana pod wpływem trudnego rozstania. Lykke Li przeniosła się z ojczyzny do Los Angeles i skomponowała najbardziej nastrojowe i szczere piosenki w swojej karierze. Właściwie „piosenki” to złe słowo. Brak tu przebojów czy numerów choćby przystępnych dla radiowego słuchacza. Dominuje minorowy nastrój i powolne tempo, ale z kompozycji bije szlachetne piękno, dowodzące niebywałej dojrzałości artystki. Słychać tu echa Cocteau Twins czy Dead Can Dance. Lykke Li za pomocą najprostszych środków, takich jak brzmienie akustycznej gitary czy ascetyczne wejścia pianina, buduje niebywały wręcz dramatyzm, który wciąga słuchacza jak bagno. Takim numerom jak „Never Gonna Love Again” nie da się jednak odmówić pewnego rozmachu, co zawdzięczamy znakomitej produkcji, umiejętnie wzbogacającej kompozycje bez ich przytłaczania. Mimo że album trwa zaledwie 33 minuty i składa się na niego tylko dziewięć piosenek, na „I Never Learn” warto było czekać trzy długie lata, jakie minęły od premiery „Wounded Rhymes”. [Mateusz Adamski]

4A!
MUZYKA