„Miesiąc miodowy na safari”, czyli wakacyjne wynaturzenie

źródło: materiały promocyjne

„Miesiąc miodowy na safari” autorstwa Jesse’ego Jacobsa to alegoryczna opowieść o współczesnym człowieku. Małżeństwo spędza podróż poślubną w dżungli. Wszystko wokół jest dziwne i tajemnicze, fascynujące i przerażające. W nieznanym pomaga im się odnaleźć miejscowy przewodnik, który zachowuje się jak ich niewolnik. Dla pary mieszczuchów dłuższy pobyt w naturze okaże się przygodą, która nieodwracalnie odmieni ich życie.

źródło: materiały promocyjne

Fabuła Jacobsa jest prosta i służy do pokazania, miejscami w satyryczny sposób, wielkomiejskich nawyków i wyobrażeń o dzikiej naturze. Z jednej strony turysta oczekuje mrożącej krew w żyłach przygody i nieskalanej przyrody, z drugiej pragnie zachować standard i komfort apartamentu w namiocie. Jednocześnie miejscowi są traktowani przez turystów instrumentalnie i postrzegani jak dobre dzikusy. W komiksie przewodnik spełnia wygórowane oczekiwania swoich turystów (przecież zapłacili!) do momentu, w którym wroga człowiekowi natura nie zaczyna przejmować kontroli…

źródło: materiały promocyjne

Najciekawszą postacią jest właśnie przewodnik. Jest łącznikiem między naturą a cywilizacją, sam zaś jest zawieszony pomiędzy nimi i nie należy do żadnego porządku. Ponosi klęskę, ale jednocześnie wypełnia przeznaczenie, bo w fabułę wpisany jest fatalizm. Komiks Jacobsa może wydać się na pierwszy rzut oka bardzo dziwny, bo artysta operuje uproszczoną kreską, a wykreowany przez niego świat jest zaskakująco dziwaczny. Zwierzęta i rośliny bywają zgeometryzowane, fizyka świata przypomina miejscami sci-fi. Celem tych zabiegów jest pokazanie egzotyczności świata i niemożliwości skategoryzowania nieznanego przez turystów. Szkoda, że nośny społecznie temat i udany formalnie zabieg graficzny nie zostały zwieńczone mniej oczywistym finałem i głębszą refleksją nad trafnymi diagnozami.

źródło: materiały promocyjne