Videlec

Warszawa ul. Grójecka 194

Cegła, drewno, przestrzeń, wino. Topinambur. Aha i nazwa w duchu tych najmodniejszych. Videlec ma wszystko, by przynajmniej na jakiś czas stać się ulubioną destynacją kulinarnych blogerów, sprawdzaczy nowych miejscówek i poszukiwaczy świeżości na restauracyjnej mapie stolicy. Restauracja jest naprawdę duża (do dyspozycji gości jest m.in. solidna antresola), a wrażenie przestrzenności potęgują jeszcze wielkie przeszklone ściany wychodzące na lokalną zieloność. Cześć pomieszczenia została wydzielona na niewielki sklepik z winami, reszta zaś luźno zaaranżowana luźno rozstawionymi stolikami, dzięki czemu nie musimy słuchać ploteczek opowiadanych nieopodal. Na szczęście oprócz modnego entourage’u w Videlcu jest też smacznie. Krótkie menu (2-3 pozycje w z każdej kategorii) skomponowane jest nowocześnie, ale bez zbytnich ekstrawagancji i kombinowania – wśród propozycji mamy najmodniejsze akcenty ostatnich sezonów – topinambura, duszonego w białym winie królika, ragout (tu w wersji z dzika) czy risotto (w opcji z pesto), oraz klasyki pizzę i wybór past. Silną pozycją okazują się zupy. Choć do wyboru są tylko dwie, zdążyły już wyrobić sobie renomę wśród restauracyjnych bywalców. My przetestowaliśmy znakomity krem z topinambura – szalenie aromatyczny, z kroplą truflowej oliwy i buraczkowym czipsem (12 zł), zupę rybną zostawiając na kolejny raz. Wybierając się do Videlca z trzema przyjaciółkami liczyłam, że uda nam się przetestować niemal wszystkie pozycje z menu i obraz oferty nowej ochockiej knajpki będzie pełny. Próżne moje nadzieje – okazało się, że byłyśmy zaskakująco jednomyślne w wyborze dań. Na aż trzech talerzach wylądowała sałatka z krewetkami (którym towarzystwa dotrzymywały avokado, mango i świeża rukola, 25 zł), na jednej zaś wiosenna z kurczakiem (24 zł). Wszystkie poprawne, satysfakcjonujące, a ta z drobiem wzbogacona o wyjątkowo smakowity sos jogurtowy. Jako przystawkę (znów jak jeden mąż) wybrałyśmy zestaw bruschett – i tu małe zaskoczenie – jedna z czterech kanapeczek dźwigała na sobie pokaźną porcję białej fasoli. Reszta – klasyk – pomidorki, pieczarki, pesto. – Widać, że szukają pomysłu na siebie – oceniła fasolowy eksperyment jedna z koleżanek. Do posiłku można zamówić wino (8-9 zł za kieliszek). Z Videlca wyszłam najedzona, do pełnej satysfakcji zabrakło tylko miłego słodkiego akcentu na koniec – miałam ogromna ochotę na wafelki migdałowe z mascarpone z truskawkami (12 zł), ale ponieważ towarzyszki się na deser nie zdecydowały, słodkości odmówiłam sobie i ja. Następny razem umówię się z chłopakami, przetestujemy mięcho i bez skrepowania wsunę wafelki. Ha!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *