Shoku

Warszawa ul. Karolkowa 30

Ciepło-zimno

Miasto się zmienia. Tak szybko, że gdy pojawiliśmy się w dawno nieodwiedzanym zakątku Woli, nie mogliśmy uwierzyć, że to ta sama stara dobra Wola ciesząca się od dziesięcioleci złą sławą. Wyrosłe jak grzyby po deszczu biurowce i apartamentowce nie odhumanizowały na szczęście całej przestrzeni – zostało miejsce na sklepy i knajpy, m.in. otwartą dziesięć miesięcy temu Shoku. Jej twórcom marzyło się sushi, ale od momentu, gdy upatrzyli sobie ten zakątek miasta, do dnia odebrania kluczy do lokalu, minęło tak dużo czasu, że w świecie sushi samo sushi to już za mało. Shoku przyjęło więc modną ostatnio strategię i robi „azjatyckie fusion”. I robi to naprawdę dobrze!

Już sam wystrój pozwala wierzyć, że ze smakiem twórcy tego miejsca nie są na bakier. Dodajmy do tego fajny, trawiasty ogródek i jesteśmy prawie w domu. Dalekie od domowego jest tu natomiast jedzenie. Żeby nic nam nie umknęło, zrobiliśmy pełny przegląd karty i… zupełnie nie mamy się do czego przyczepić. Rozrzut w karcie spory, bo jest i kuchnia zimna, czyli sushi (o tym więcej obok), i ciepła. Od niedawna można zjeść też ramen, a ten łatwy do przyrządzenia nie jest – jeśli ma wyjść, wszystko musi być pod ścisłą kontrolą, od twardości wody, przez temperaturę wywaru, po zawartość mąki w mące. I wychodzi!

Tak dobrego ramenowego makaronu w Warszawie nie jedliśmy chyba nigdzie (może dlatego, że do Shoku makaron przyjeżdża od mistrzów ramenu z Poznania). Shoku lansuje też izakayę – japońskie tapasy. Specjaliści od bycia specjalistami obruszają się czasem, czytając kartę, że przecież tapasy to kuchnia iberyjska – tymczasem nie. I właśnie japońskich tapasów zjecie tu sporo (o tym też za chwilę). Ale trop hiszpański, a właściwie hiszpańskojęzyczny jest właściwy, bo Shoku nawiązuje też do coraz modniejszego na świecie trendu łączenia kuchni azjatyckiej z latynoską. I dzięki temu zjedliśmy np. pyszne tacosy z krewetkami, tuńczykiem i krabem – jak zarzekają się kucharze, takim prawdziwym, krabem śnieżnym, a nie z krabowymi paluszkami (zwanymi japońską parówką, bo z krabem mającymi tyle wspólnego, co nasze parówki z mięsem).

Dużo można by o Shoku jeszcze pisać, ale lepiej tam po prostu często chodzić. Tym bardziej, że latem dodatkowych motywacji będzie sporo – szykuje się kilka fajnych kulinarnych akcji ogródkowych we współpracy m.in. z Dogidogiem, Pogromcami Meatów i La Sireną. Fusion na całego!

Przystawki

przystawki-shoku

Pierożki gyoza z mięsem – bezkonkurencyjne (18 zł). Miłośnicy martwych ciał docenią też Beef Tataki, czyli marynowany rostbef (25 zł), a wegetarianie bakłażana w sosie tonkatsu z pomidorami (15 zł). A, i bardzo dobre frytki z batatów, pieczone, zamrażane, a potem pieczone ponownie (12 zł). Najbardziej smakował nam jednak tuńczyk w sezamie, na którego przepis podajemy obok.


Sushi i dania główne

sushi-shoku

„Przecież to nie jest sushi!”, łapią się ponoć za głowy Japończycy odwiedzający Shoku na widok kolorowych krążków, w których oprócz ryb są też owoce. Sushi czy nie – nam smakowało. A jeszcze bardziej smakowały dania kuchni ciepłej: miska Shoku – proste, ale pełne smaków danie (35 zł), żeberka (59 zł) w słodko-kwaśnej glazurze (choć ich słodkość mogła by być mniej dominująca) i kurczak Nuoc Mam (29 zł).


Desery

desery-shoku

To ważna sprawa – mogą posuć dobre wrażenie albo uratować sytuację. W Shoku ratować niczego nie było trzeba, a i popsuć się nie dało. Krem sernikowy z magdalenkami (16 zł) zdobył najwięcej głosów, ale i mus pistacjowy (16 zł) zyskał nasze spore uznanie.


Tuńczyk w sezamie

tunczyk-shoku

  • sos owocowy teryaki (5-6 porcji)
  • 120 ml wody
  • 20 ml sosu sojowego
  • 20 ml mirin (japońskiego słodkiego wina do gotowania)
  • 10 ml sake
  • 20 g brązowego cukru
  • 60 g świeżego imbiru
  • tuńczyk
  • sezam
  • shichimi (japońska przyprawa)
  • 1/2 pomarańczy
  • pokrojone w słupki zielone jabłko

Do rondelka wlewamy wodę i dodajemy składniki marynaty, zagotowujemy sos i odstawiamy do wystygnięcia. Tuńczyka posypujemy shichimi i sezamem, smażymy na maśle klarowanym lub oliwie. Czas smażenia uzależniony jest od wielkości i grubości tuńczyka. W miseczce układamy słupki jabłka i cząstki pomarańczy, zalewamy sosem i na wierzchu układamy usmażonego tuńczyka.

Zjadły, opisały i sfotografowały: Olga Wiechnik, Sylwia Kawalerowicz i Olga Święcicka.


Shoku

ul. Karolkowa 30

Warszawa