Przystanek MDM Coffee Bar

Warszawa

Od kiedy opuściłam żoliborskie (powiedzmy) progi matki Valkei (wydawnictwo publikujące „Aktivista”), zostało mi dane zatrudnić się w ścisłym centrum. Pozornie otworzył się przede mną świat wspaniałych wrażeń kulinarnych, nieograniczających się już tylko do nieśmiertelnego cateringu LOT-u przy Powązkowskiej i kawowych rozkoszy podniebienia zapewnianych przez budkę na pl. Wilsona. Piszę „pozornie”, bo okolice pl. Konstytucji, choć obfi tują w restauracje, bary i kawiarnie, wcale nie oferują śródmiejskiemu głodomorowi i kawoszowi tak wiele, jakby można się spodziewać. Sieciowe kafejki oferują kawę drogawą, często zbyt mocno paloną, na którą długo czeka się w kolejce. Z kolei kawiarnie w stylu MiTo (10,80 PLN z kartą stałego klienta) czy Karmy mają mocno niespieszną obsługę. Oj, tęskniłam z początku za kawową budką na kółkach z pl. Wilsona, tęskniłam! Wierzcie mi, w poszukiwaniu kawy przystępnej smakowo i cenowo, a także sprawnie i przyjaźnie podawanej, przetestowałam wszystko – nawet nowy kiosk Ruchu wyposażony w ekspres (obrzydlistwo, 3,99 PLN) i sieć sklepików Hubiz na stacji metra Politechnika (ujdzie, ale też niekoniecznie). I gdy wydawało mi się, że jestem już skazana na Green Coffee (latte regular za 12 PLN!), tuż obok poczty otworzył się Przystanek MDM. Niby nic szczególnego – przeszklony pawilon miał już innych najemców – ale jednak jest różnica. Wystrój z tureckiego (ostatnio były tam baklawy) przemienił się w warszawsko-modernistyczny: z fototapetą, elementami stołecznego designu i skuterem Vespa do kupienia. Przemili bariści, którzy zapamiętują stałych gości po drugiej wizycie, smaczne wypieki, fajne lemoniady i bardzo przyzwoita duża kawa latte na wynos (12 PLN) – robiona na tyle szybko, bym zdążyła na kolegium – podbiły moje serce. W wielkim mieście lubię miejsca, gdzie nie jestem anonimowa. Od niedawna należy do nich przystanek MDM. [Agata Michalak]

Dodaj komentarz