Cafe d’arte

Warszawa

Co może bardziej ucieszyć mieszkańca Starej Ochoty niż wiadomość, że w dzielnicy właśnie otwarto kawiarnię, która tak naprawdę jest winiarnią? Można tu zjeść, a nawet obejrzeć wystawę – brzmiał nęcący komunikat. Nienauczony doświadczeniem, pospieszyłem się na Asnyka. Dziś wiem, że to, co może ucieszyć mieszkańca Starej Ochoty, to dobra (!) kawiarnia, która tak naprawdę jest winiarnią. Niestety, #cafed’arte na chwilę obecną nie zasłużyło na to miano. Pełen nadziei wszedłem do środka. Barman/kelner nie miał ochoty za bardzo komunikować się z otoczeniem. Dlatego menu, pomimo że byłem jedynym nowym gościem, dostałem z opóźnieniem. Byłem za nowy, żeby zasłużyć na „Dzień dobry”, ale po tym, jak rzucono na stół kartkę z dostępnymi włoskimi przekąskami, usłyszałem chyba coś jak „Ogólnie rzecz biorąc, specjalizujemy się we włoskich winach”. Świetnie, tyle że kelner nie miał ochoty ciągnąć wątku i nie uznał za stosowne zaproponować mi karty win. Mogłem już wyjść, ale postanowiłem przetrwać i skupić się na designie. Nie wiem, czy była to wizja artystyczna, ale kiedy za rzeźbionym barem (ostatnio widziałem taki na Ukrainie) zobaczyłem piramidę z lampek do wina (ostatnio widziałem taką na początku lat 90. w domu zamożnej koleżanki), po prostu się załamałem. Później w internecie przeczytałem, że „wnętrze lokalu nawiązuje stylistycznie do epoki starożytnego Rzymu. Włoski charakter podkreślają antyczne kolumny, drewniane poręcze oraz stylowy, rzeźbiony bar – elementy, które zostały zaprojektowane i wykonane własnoręcznie przez właściciela, włoskiego artystę i architekta Luciana Finocchiego”. Te dwa zdania podsumowałbym dwoma słowami, cisnącymi się na usta na widok wystroju: totalny kicz. Pan Luciano siedział, zdaje się, przy stoliku obok i naprawdę wyglądał na sympatycznego Włocha, którego stać na więcej. Jaka szkoda, że się nie udało. Może następnym razem? [Mladen Petrov]

Dodaj komentarz