Miasto Pszczół

Miejskim ptakom postawiono ekrany akustyczne, kotom zamyka się na zimę okna do piwnic, a dla wygody wodnych gryzoni brzegi stawów wyłożono kostką. Duże miasta nie są dla małych zwierząt. Nawet owadom nie jest łatwo – trawniki strzyże się jak pola golfowe. Ostatnio jednak upomnieli się o nie miejscy aktywiści – pszczołom budują hotele.

Pszczoły mają w mieście sporo obowiązków. Zioła, które hodujemy na balkonie, pomidory i ogórki z ogródków działkowych, zieleń w parkach czy czereśnie z osiedlowego bazaru – to wszystko zasługa owadów zapylających. Za tę pracę odwdzięczamy im się w nieszczególny sposób. Dzikie łąki znikają pod strzeżonymi osiedlami, a w miejskich parkach wciąż dominuje zielony minimalizm – zgodnie z ideą „ciąć, grabić, czyścić” usuwa się zbutwiałe pnie, gałęzie i liście, które mogłyby być dla nich naturalnym domem. A owad, nie mieszczuch – piłkarskiej murawy nie doceni. Żebyśmy w przyszłości nie musieli sami zajmować się zapylaniem, powstał pomysł zakładania specjalnych hoteli. – Podczas zeszłorocznej akcji „Adoptuj pszczołę” zebraliśmy fundusze na materiały. Zaangażowało się kilka tysięcy osób, dzięki którym w całej Polsce zbudujemy teraz 100 hoteli dla owadów zapylających – zdradza Kasia Jagiełło z Greenpeace, koordynatorka kampanii „Przychylmy pszczołom nieba”. Pierwsze powstały na warszawskim Polu Mokotowskim i Kępie Potockiej – konstrukcje w przeważającej części z naturalnych elementów postawiono w starannie wybranych miejscach. Pszczoła jest wymagająca – odpowiednie nasłonecznienie i osłona przed wiatrem to podstawowe wymagania przyszłego lokatora ula. – To hotele, nie ule. Są przeznaczone dla pszczół samotnic, np. murarek, które nie żyją w rojach i nie produkują miodu. Robią to, co najważniejsze. Zapylają – podkreśla Kasia.

Więcej o pszczelim hotelu przeczytać w ostatnim numerze Aktivista – TUTAJ.

Dodaj komentarz