Miasto we czwórkę (i z psem)

Foto: Filip Skrońc

Mateusz „Miesto” Ściechowski – aktywista, menedżer kultury i kurator sztuk miejskich, i Ania Ściechowska – socjolożka, filozofka i specjalistka od potrzeb marek i klientów, oraz ich córki Emilia (10 lat) i Lidka (6 lat) opowiadają o swoich ulubionych miejscach w Warszawie.

Rodzicami zostaliśmy 10 lat temu. To były zupełnie inne czasy – miasto nie oferowało w zasadzie niczego rodzicom z dzieckiem. Nie było łatwo się przestawić, bo wcześniej prowadziliśmy bardzo ożywione życie towarzyskie. Nagle okazało się, że nie ma dokąd iść. Na rodziców, którzy chcieli wychodzić na miasto z wózkiem i maluchem, ludzie patrzyli jak na dziwadła, to że dzieci mogą tak samo uczestniczyć w życiu miejskim, nie było oczywiste – dzisiaj jest zupełnie inaczej.

Mieszkamy na Dolnym Mokotowie. To rodzinna okolica – przed wojną pradziadek Mateusza prowadził kilka przecznic od naszego domu zakład szewski, babcia mieszkała kilka bloków dalej, tu urodził się tata Mateusza. W latach 80. babcia wróciła na rodzimy Mokotów i teraz mieszka piętro niżej. To dzięki niej poznaliśmy najlepszy lokalny bazarek. Nie powiemy, gdzie jest, bo to nasz największy skarb – dwa razy w tygodniu o 6.00 rano przyjeżdżają rolnicy i sprzedają warzywa, owoce, jajka, sery, można trafić na szarlotkę albo ciasto z rabarbarem w kawałkach robioną przez czyjąś żonę, albo jakieś inne pyszności. W dodatku nie jest drogo – topinambur, który jakiś czas temu robił zawrotna karierę, w centrum kupowało się za 18 zł za kilogram, u nas na bazarku był po 3 zł. W ogóle lubimy zakupy na bazarkach – czasami robimy wyprawę na bazar pod Halą Mirowską, gdzie mamy ulubiony wietnamski sklepik, w którym kupujemy tofu i różne bardzo dziwne rzeczy. Dzięki ekipie, która tam sprzedaje, dowiedzieliśmy się, jak przyrządzać różne potrawy.

W ogóle staramy się poruszać głównie piechotą albo komunikacja miejską, lubimy kręcić się po okolicy, nasze ulubione miejsca są w zasięgu spaceru. Te, które wybieramy wyróżniają się przede wszystkim atmosferą. Ponieważ zazwyczaj wychodzimy z psem – muszą to być miejsca, gdzie czworonogi są mile widziane – Relax, bary Prasowy i Mokotowski, Dzik. A jeśli można przyjść z psem – to i dzieci nikomu nie przeszkadzają. W ogóle nie lubimy gettowania – zamykania dzieci w kącikach dla dzieci – potem i tak matki siedzą w tam w kucki i co to za wyjście? Nasze córki od małego bywają w knajpach i dzięki temu wiedzą, jak zachowywać się w takich miejscach. Dzieci powinny widzieć, jak poruszać się po mieście, jak zachować w miejscu publicznym – także w restauracji – że trzeba skasować w autobusie bilet, odczekać w kolejce, odnieść naczynia do okienka. Od małego zabieramy też dziewczynki na demonstracje. Emilka miała trzy miesiące, kiedy poszła na pierwszą. Regularnie jesteśmy na Manifie, na Paradzie Równości, byliśmy na Czarnym Proteście.

Jednym z naszych ulubionych miejsc jest mikroskopijna kawiarenka Dobro przy Puławskiej prowadzona przez Ukraińców. Ma dosłownie sześć metrów kwadratowych, to najmniejsza kawiarnia w Polsce. Mają dobrą kawę, espresso za 4,5 zł. Dla dzieci jest czekolada z piankami i bezy. W ogóle jak na tak maleńkie miejsce jest tam wyjątkowo dużo smakołyków – m.in. te przywożone z Ukrainy. Ponieważ my nie jemy mięsa, a dziewczynki owszem, musimy wybierać miejsca, w których zjemy i my, i one. Ale wszyscy uwielbiamy falafele w Falafel Bejrut. W ogóle dziewczyny od małego próbują różnych smaków, kuchnia wietnamska, włoska (nasza ulubiona to pizza Bella Napoli na ul. Nałęczowskiej), żydowska – zawsze znajdą coś dla siebie.

Jak tylko jest możliwość, idziemy na koncert Jerza Igora. Są wspaniali. Zrobili dobrą muzykę dla dzieci, od której rodziców nie bolą uszy. A to duża sztuka, niewiele jest takich projektów. Nasze dziewczyny bardzo lubią też płytę Wodeckiego z Mitchami, a także album „Albo Inaczej”, na którym utwory raperów zaśpiewane zostały przez artystów starszego pokolenia – Wodeckiego czy Prońko. To dobrze zrobiona muzyka, klasyczny sposób śpiewania, a nie smerfne hity, dzieci to czują.

 

Foto: Filip Skrońc
Wysłuchała: Sylwia Kawalerowicz