Maski Codzienności – Marzena Kawalerowicz

Marzena Kawalerowicz uderza kolorem, który w jej pracach wcale nie jest zabawny. Jest trochę groźny, trochę drażniący. Podobnie jak zasłonięte maskami twarze, nakładające się na siebie rysy przeobrażających się postaci.

Sterty gazet, książek i albumów, stare encyklopedie, pudełka wypełnione drobnymi przedmiotami, wielkie rzeźby ludzkich sylwetek z papier mâché. Farby, pędzle, kredki, kleje. W tym wszystkim biurko, tak jak reszta pomieszczenia zawalone przedmiotami, wycinkami i wydrukami zdjęć znalezionych w internecie – tu jednak widoczny jest większy ład – na środku względnie puste miejsce, na którym leży powstająca praca. Na biurku są też ważne dla niej detale: reprodukcja „Portretu nieznanego marynarza” autorstwa Antonella da Messiny, reprodukcja fragmentu obrazu Hieronima Boscha „Kuszenie św. Antoniego” (fragment z pieskiem w czerwonym kubraczku) i maleńka japońska zabawka Godzilla z pomponami czirliderki ziejąca iskrami przywieziona z Japonii.

Obrazy Marzeny Kawalerowicz są trochę jak to otoczenie. Warstwowe, wielowymiarowe. – Zaczynam od czystej frazy, a potem tak ją przerabiam, by pojawiły się zgrzyty. Maluję, zamalowuję, zaklejam, znowu maluję. Czasem zostawiam obraz nieskończony i wtedy często okazuje się najlepszy – śmieje się Marzena.

Postaci, które maluje, są androgyniczne. Bo płeć nie ma dla niej znaczenia. Ważne jest narcystyczne „ja”, które tkwi w każdym. – Przedstawiam ludzi, którzy wyrzucają z siebie prawdę ukrytą pod stertami masek właściwych naszej codzienności. Maski, które zakładam moim postaciom, pokazują zakłamanie człowieka, ale też część prawdy o nim, jego drugiej naturze. Bo maska, którą tworzymy, by zasłonić prawdziwe ja, jest również mną, moim wyborem, moją kreacją, moim wyobrażeniem o samym sobie – tłumaczy. Chętnie odnosi się do kultur pierwotnych, gdzie maski funkcjonują od zarania dziejów, ale zauważa, że i dzisiaj budowanie swoistego kamuflażu jest na porządku dziennym: – Człowiek w swoich pierwotnych instynktach i ich realizacji musi się chować za maską. Dziś często tworzymy ją w internecie budując swój wyimaginowany wizerunek.

Często szkicuje samą siebie. Fascynuje ją ciało. – Ucząc się baletu klasycznego obserwowałam ciało tancerzy. Obserwuję też ludzi w różnych również niekomfortowych sytuacjach. Interesuje mnie taniec Butoh, breakedance, wrestling. Z uwagą śledzę co nowego pojawia się w tych dziedzinach. Nowa zmieniająca się szybko kulturowość powoduje to, że człowiek też się zmienia, przesuwają się granice jego możliwości, co jest niezwykle interesujące – tłumaczy. Chociaż na jej pracach pojawiają się rozmaite postaci, Kawalerowicz zastrzega, że nie maluje konkretnych osób. Jej prace mają dotyczyć wszystkich, tak by każdy mógł w tych obrazach dostrzec część siebie.

www.kawalerowicz.com.pl

-->